Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Powołania / Ojcowie Kościoła napisali -> św. Grzegorz z Nyssy "O dziewictwie"
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
św. Grzegorz z Nyssy "O dziewictwie"
PostWysłany: Sob 21:35, 30 Sty 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





1. Dla wszystkich, co czystość uważają za próbę piękna, cenne będzie spojrzenie na dziewictwo przez pryzmat świętości. Takie spojrzenie przynależy jednak tylko tym ludziom, co sami z wysiłkiem walcząc o czystą miłość cieszą się pomocą Bożej łaski.

Chwałę dziewictwa można poznać od razu po przymiotniku, jaki częstokroć je opisuje: zwykle mówi się o nim, że jest bez skazy. To słowo pokazuje wielkość jego czystości, tym słowem możemy zmierzyć wielkość tego daru. Widzimy, że pośród wielu owoców dążenia do różnorakiego dobra, tą jedną cnotę uczczono przymiotnikiem "nieskazitelny". A gdy trzeba nam wychwalać ten dar wielkiego Boga, jedynie słowa Apostoła niosą w sobie odpowiednią chwałę. Nieliczne to słowa, lecz przewyższają w uwielbieniu wszelkie inne pochwały. Apostoł mówi tylko, że "święta i bez skazy" jest ta, którą przyozdabia łaska dziewictwa.

Jeżeli zatem osiągnięcie tej świętej cnoty sprawia, że człowiek staje się "święty i bez skazy", a te same określenia w swym pierwszym i najpełniejszym znaczeniu odnoszą się do chwały najczystszego Boga, jakąż wspanialszą pochwałę możemy wyśpiewać dziewictwu niż ukazując, że kto ma udział w tajemnicy czystości, ten jest przebóstwiony, ten ma udział w chwale Boga - jedynego naprawdę Świętego i Czystego, a nienaruszona czystość człowieka umożliwia mu wejście w relację z Bogiem.

Wielu pisało długie i szczegółowe rozprawy, chcąc dodać cudowności tej łasce - lecz moim zdaniem nieświadomie sami skazali się na porażkę, a przesadnie wychwalając dziewictwo, narażają jego wielkość na podejrzenia. Wielkość natury sama wprawia w podziw, nie potrzebuje komplementów, niebo chociażby i słońce czy jakikolwiek cud świata. W sprawach naszego niskiego świata słowa z pewnością stanowią podstawę, a umiejętne wychwalanie sprawia, że dana rzecz wygląda wspanialej - i właśnie dlatego ludzie podejrzliwi są w stosunku do słodkich słówek, traktując je jako pustą sztukę pochlebstwa.

Z tego powodu jedynym odpowiednim sposobem wychwalania dziewictwa będzie ukazanie, że ta cnota stoi ponad wszelką pochwałą, a podziw nasz budzi bardziej rzeczywistość życia niż słowa. Człowiek, który ma ambicję wychwalać tę cnotę, wydaje się sądzić, że kropelka jego wysiłku zdoła ubogacić niezmierzony ocean - a jeśli rzeczywiście wierzy, że jakiekolwiek ludzkie słowa mogą coś dodać do tak wielkiej łaski, to musi być nieświadomy albo własnej małości, albo wielkości tego, co usiłuje opiewać.

2. Trzeba naprawdę zagłębić się w rozważaniu, by zrozumieć ogromną wspaniałość tej łaski. Ona wyjaśnia się w czystym Ojcu - i tu już na początku mamy paradoks: oto dziewiczy Ojciec ma Syna zrodzonego bez męki. Dziewictwo jest także w naturze Boga jednorodzonego, pierwszego pośród wszystkich niewinnych, nie tylko zrodzonego w czystości, lecz i żyjącego wśród nas w dziewictwie. To samo dziewictwo widzimy w nienaruszonej i nie podlegającej skażeniu czystości Ducha Świętego - każda czystość nienaruszona jest czystością dziewiczą. Zatem czystość towarzyszy wszystkiemu, co istnieje ponad tym światem. Przez to, że nie podlega cierpieniu, towarzyszy zawsze niebiańskim potęgom, nigdy nie oddziela się od Boga, nigdy nie dotyka tego, co Bogu przeciwne. Wszystko, co instynktem czy wolą odnajduje się w cnocie, posiada również piękno doskonałej, nienaruszonej czystości, wszystko zaś inne jest tym, czym jest właśnie dlatego, że czystości mu brakuje.

Jak wysłowić potęgę takiej łaski? Jakże się nie bać, że wysiłkiem dobierania słów pomniejszę naturalną jej wielkość? To, co wypowiem, mniejsze będzie niż to, co słuchający wiedzieli wcześniej. Lepiej zatem pominąć chlubne słowa, gdy nie zdołam dobrać wyrażeń dość wielkich dla wybranego tematu. Przeciwnie: zważać mi trzeba na samą rzeczywistość Bożego daru, by usta moje zawsze głosiły to błogosławieństwo. Bo chociaż tak wspaniałe i przynależne sferze duchowej, mocą Bożej miłości zostało udzielone i tym, co życie otrzymali z popędu krwi i ciała. Tak to ludzka natura oparta na skłonności do ulegania żądzom w ofierze czystości rośnie w górę, jak gdyby wznoszona z upadku przez wyciągniętą dłoń i skłaniana, by spoglądała w niebo.

Myślę, że właśnie dlatego Pan nasz Jezus Chrystus, Źródło wszelkiej czystości, nie narodził się z małżeństwa. Chciał nam ukazać poprzez swe wcielenie tę wielką tajemnicę, że jedynie czystość całkowicie wskazuje na obecność Bożą i Jego przyjście.

Nikt tak naprawdę nie potrafi sobie zdobyć czystości, jeśli nie odetnie się całkowicie od pożądań ciała. To samo, co było udziałem Maryi, gdy pełnia Bóstwa Chrystusa przeświecała przez Nią, jest udziałem każdej duszy prowadzonej regułą życia w dziewictwie. Pan nie przychodzi już wprawdzie poprzez obecność cielesną, nie znamy już Chrystusa według ciała (2Kor5,16), lecz duchowo mieszka w nas wraz z Ojcem, jak pisze ewangelia.

Widzimy zatem, że dziewictwo aż tak wielkie posiada znaczenie, że pozostając w niebie do Ojca duchów, tańcząc w kręgu niebiańskich mocy, jednocześnie podaje dłoń zbawieniu człowieka. Ono jest środkiem, przed które Bóg zstępuje w ludzkie życie, ono uskrzydla pragnienia człowieka, by wzniosły się ku niebu. Ono stanowi więź jedności między Bogiem a człowiekiem, ono pośredniczy w harmonijnym pojednaniu tych dwu tak bardzo oddzielonych bytów.

Jakież słowa można by wymyślić, by wyraziły tę wspaniałą wielkość? Lecz gdybyśmy udawali stworzenia niezdolne do odczuwania i wyrażania uczuć, byłoby to potworne, zatem jeśli chcemy milczeć, musimy wybrać jedno z dwojga: albo udawać, że nigdy nie odczuliśmy cudownego piękna dziewictwa, albo okazywać, że uparcie zamykamy oczy na wszelkie piękno. Dlatego zgadzam się, by pokrótce opisać tę cnotę, zgodnie z wolą obarczającego mnie tym zadaniem, gdyż jemu we wszystkim mam być posłuszny. Lecz niech nikt nie oczekuje ode mnie ozdobnego stylu, którego - nawet gdybym chciał - używać nie potrafię, będąc całkowitym ignorantem w sztuce pięknego dobierania słów. Gdybym nawet posiadał tę zdolność, wolę słowem budować wielu niż przypochlebiać się nielicznym. Mądry pisarz, jak sądzę, winien przyjąć za swój główny cel nie to, by podziwiano go bardziej niż innych, lecz by i on sam, i liczni czytelnicy czerpali korzyści z jego dzieła.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 20:50, 21 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





3. O, jakże bym chciał, bym z wysiłku pisania tego tekstu sam mógł odnieść korzyść! Z większą gotowością podejmowałbym wysiłek pisania wówczas, gdybym mógł mieć nadzieję, że będę miał udział w - jak mówi Pismo - owocach pługa i omłotu. Wtedy praca byłaby radością... Tymczasem jest jak jest i moja wiedza o pięknie dziewictwa jest dla mnie w pewien sposób próżna i bezużyteczna, jak ziarno dla okiełznanego wołu, gdy biega po ziemi, jak woda ze strumienia na górach, gdzie nie dosięga jej spragniony człowiek. Szczęśliwi, którzy wciąż mają możliwość wyboru tej lepszej drogi, którzy nie zagrodzili jej sobie angażując się w życie świata jak my, oddzieleni teraz otchłanią od chwalebnego dziewictwa: nie wróci na jego wyżyny, kto raz postawił stopę po stronie tego świata. Patrzę więc tylko na szczęście innych, jestem świadkiem ich radości. Nawet jeśli uda się mi sformułować stosownie przemyślenia o dziewictwie, nie jestem w lepszej sytuacji niż kucharz i jego pomocnicy, gdy przygotowują słodycze na stół bogacza, a sami nie mogą tknąć ani okruszyny tego, co przygotowali.

O, gdyby mogło być inaczej, jakże bym był szczęśliwy, gdybym nie musiał uczyć się dobra żałując, że zło popełniłem! Jakże trzeba zazdrościć tym, co ponad swe modlitwy i ponad swe pragnienia obdarowani, nie odrzucili możliwości uczestnictwa w tym szczęściu. Jestem jak człowiek, który porównując swą nędzę z posiadanym przez innych bogactwem, tym bardziej doznaje niepokoju i niezadowolony jest z losu, jaki mu przypadł. Im lepiej rozumiem bogactwo dziewictwa, tym bardziej trzeba mi lamentować nad moim życiem, gdyż porównując się ze wspaniałością, lepiej zdaję sobie sprawę, jak jestem nędzny. I nie mówię tu tylko o przyszłych nagrodach oczekujących ludzi, co tak wspaniałe prowadzą życie, lecz o nagrodach, jakie zbierają już tutaj, na świecie.

Jeśli ktoś zechce dokładnie wymierzyć różnicę pomiędzy tymi dwoma drogami życia, przekona się, że są one tak odległe, jak niebo i ziemia. Prawdziwość tego stwierdzenia udowodnię przytaczając fakty.

Pisząc to z smutkiem, jakiż mam dobrać stosowny początek? Jak właściwie wydobyć na jaw zło tak powszechne w życiu? Wszyscy ludzie znają je i jego doświadczyli, a mimo to natura zdołała zaślepić cierpiących tak, że chętnie poddają się jej prawom.

Zacznę od wybranych słodyczy. Czy nie tym właśnie, czego przede wszystkim oczekuje się w małżeństwie, jest towarzystwo osoby, która przyniesie nam radość? Powiedzmy, że to otrzymaliśmy. Przedstawmy sobie małżeństwo najszczęśliwsze pod każdym względem: dobrego pochodzenia, należycie zamożne, w odpowiednim wieku i w kwiecie życia, głębokiej miłości i dążeniu do największego dobra drugiej osoby, w słodkim współzawodnictwie, by przewyższyć drugą osobę w miłości, do tego małżeństwo cieszące się wszędzie dobrą sławą, posiadające władzę i wszystko, czego można pragnąć. Lecz zauważmy, że nawet spod tej listy szczęśliwości przebija ogień nieuniknionego cierpienia.

Nie mówię tu o zazdrości, która zawsze wybuchnie przeciw odznaczającym się dobrem, nie mówię o prawdopodobieństwie, że zamożni będą napadnięci, nie mówię o naturalnej nienawiści, którą poddani, pozbawieni udziału w szczęściu władców, będą im okazywać - to wszystko sprawia, że ludzie uważani za uprzywilejowanych żyją w strachu, bardziej cierpiąc niż doznając radości. Pomijam to w naszym obrazie - załóżmy, że zazdrość zasnęła, choć niełatwo będzie znaleźć choćby jednego, kto doświadczył obu błogosławieństw, i szczęścia większego niż inni, i wymknięcia się zazdrości. Mimo to załóżmy, że życie naszego małżeństwa wolne jest od takich doświadczeń i zobaczmy, czy ludzie, których spotkało aż tak wielkie szczęście, mogą się nim cieszyć.

Zapytacie, jakież jeszcze może trapić ich zło, skoro nie dosięgła ich nawet zazdrość ludzi zawistnych o ich szczęście? A ja wam mówię, że iskrą rozpalającą ból będzie dla nich właśnie ta słodycz, co przenika ich życie. Pozostają przecież ludźmi słabymi i ulotnymi. Patrzą na groby swych przodków. Ból jest nierozerwalnie związany z ich istnieniem, jeśli tylko potrafią w najmniejszym stopniu zastanowić się nad swym życiem. Nieustannie oczekują śmierci, rozpoznając ją nie po niewątpliwych oznakach, że już nadchodzi, lecz odczuwając w straszliwej niepewności rzeczy przyszłych, że śmierć wciąż na nich czyha. Tak strach przed tym, co nastanie, mąci radość teraźniejszości.

Gdyby można było posiadać mądrość nim w toku życia nabędzie się doświadczeń, gdyby można było jakimś zrządzeniem losu odwrócić rzeczywistość, jakiż mielibyśmy tłum ludzi uciekających z powrotem do dziewictwa... z jakąż troską i z jakim zapałem staraliby się nie dać się zagarnąć sidłom, co ich powstrzymują - tymczasem nikt nie wie na pewno, jak gorzkie to pęta, zanim da się złapać. Gdybyśmy mogli to bezpiecznie uczynić, zobaczylibyśmy tam jedność wielu sprzeczności: uśmiechy tonące w łzach, ból zmieszany z przyjemnością, obawa śmierci rodzących się dzieci, śmierć wtykająca łapy w najsłodsze radości. Gdy mąż patrzy na twarz umiłowanej, w tej samej chwili obawia się, że będą musieli się rozstać. Jeśli słucha słodkiego głosu, myśli o tym, że pewnego dnia już go nie usłyszy. Gdy czerpie radość z oglądania jej piękna, drży w perspektywie, że będzie opłakiwał jej utratę. Gdy dostrzega wszelkie uroki, tak drogie młodym, tak poszukiwane przez bezmyślnych - oczy lśniące spod powiek, łuki brwi, policzki z dołeczkami, słodki uśmiech, wargi naturalnie czerwone jak kwiat, przewiązane złotem lśniące loki na głowie, całe przemijające piękno - choć nie rozmyśla nad tym wiele, musi gdzieś w głębi duszy obawiać się, że pewnego dnia całe to piękno zniknie, rozpłynie się w nicość, całą wspaniałość zmieni w grzechoczące i niemiłe oku kości. Nie pozostanie żaden ślad, żadne wspomnienie, żadna pozostałość po żywym pięknie. Czy myśląc o tym może być szczęśliwy? Czy może zaufać, że skarb, który pojął, na zawsze będzie do niego należeć? Nie. Oczywiście, że się wstrząśnie, jak gdyby zwodzony złym snem, że nie będzie już wierzył życiu, że nie będzie już spoglądał na to, co widzi, jak na swoją własność.

Jeśli rozmyślasz nad sprawami tego świata, zrozumiesz, że nic w tym życiu nie jest tym, na co wygląda. Złudzenie naszej wyobraźni pokazuje nam coś zamiast czegoś innego. Ludzie gapią się na to z otwartymi ustami, a ono zwodzi ich nadzieją, przez chwilę ukrywając się pod złudnym pięknem, by potem nagle w meandrach życia okazać się zupełnie czym innym niż wymalowała je ludzka wyobraźnia zrodzona w sercach głupców. Czy temu, kto to rozważy, słodycz życia wyda się radością, po którą warto wyciągać dłoń? Czy zdoła tak naprawdę odczuć radość z dóbr, które posiada? Czy, dręczony ustawicznym strachem, że coś się odmieni, nie będzie korzystał ze świata wcale się nim nie ciesząc? Wspomnę tu tylko o przeróżnych przepowiedniach, snach, omenach, nad którymi z głupoty ludzie myślą, zawsze bojąc się najgorszego.

Oto dla młodej małżonki nadchodzi czas rozwiązania, a okoliczności tej nie rozważa się jako czasu narodzin dziecka, lecz jako nadchodzącej śmierci matki. Oczekuje się, że umrze podczas porodu - i rzeczywiście często tak się zdarza. Zanim urządzą ucztę na powitanie noworodka, zanim zakosztują oczekiwanych radości, muszą zmienić radość w lament. Jeszcze w gorączce miłości, jeszcze na wyżynach serdecznej czułości, nie zakosztowawszy najsłodszych darów życia obiecanych wizją marzeń, nagle zostają odarci ze wszystkiego, co posiadali. I co dalej? Domownicy, niczym atakujący wrogowie, zdejmują ozdoby z małżeńskiej komnaty, przygotowując ją na pogrzeb, by stała się komnatą śmierci. Bezradnie lamentują i załamują ręce. Potem wspominają minione dni, przeklinając tych, co doradzali im małżeństwo, oskarżają przyjaciół, którzy ich nie powstrzymali, obwiniają rodziców - czy żyjących, czy umarłych, wybuchają gorzkim buntem przeciw ludzkiemu losowi, oskarżają cały porządek natury, skarżą się i oskarżają nawet Boskie wyroki. Człowiek wypowiada wtedy wojnę samemu sobie, walczy z tymi, co go strofują, nie żałuje nawet najbardziej szokujących słów i czynów. Niektórzy trwają w takim stanie przez długi czas, a ich umysł zostaje całkowicie przyćmiony smutkiem - ich rozpacz ma tym smutniejszy koniec, że ofiara nie zdoła przeżyć katastrofy.

Ale rozważmy lepiej szczęśliwszy przypadek. Minęły niebezpieczeństwa związane z porodem, narodziło się niemowlę, żywy obraz piękności rodziców. Czy przez to mniejszy jest powód do zmartwień? Nie, raczej coraz większy. Rodzice wciąż obawiają się o to samo, a do strachu o życie współmałżonka dołącza się strach o dziecko – by coś mu się nie stało, nim dorośnie, jakiś zły wypadek, nieszczęśliwa choroba, gorączka, śmiercionośna zaraza. Ten strach dzielą obydwoje rodzice – a któż potrafi zliczyć lęki, jakich doświadcza tylko żona? Pomińmy te oczywiste, zrozumiale dla wszystkich, zmęczenie ciążą, niebezpieczeństwa przy porodzie, troski związane z wychowaniem dziecka, serce dla niego rozdarte, dusza rozdzielona na tyle części, ile zrodziła dzieci, wrażliwość, z jaką sama odczuwa wszystko, co im się przytrafia. To wszyscy dobrze rozumiemy.

Lecz Słowo Boże mówi nam, że ona nie jest panią samej siebie, że czerpie z tego, który przez węzeł małżeński stał się jej panem – jeśli więc choćby na krótki czas pozostała sama, czuje się jak gdyby oddzielona od głowy i może znosić to bardzo źle, czasem nawet krótką nieobecność męża uważając za początek wdowieństwa. Z lęku odrzuca nadzieję, w straszliwym napięciu wpatruje się w drzwi, nieustannie wsłuchuje się w wiadomości szeptem powtarzane przez innych. Jej serce, zranione strachem, niemal pęka, nim jeszcze nadejdzie jakakolwiek zła wieść. Szmer przy drzwiach, czy to prawdziwy, czy urojony, wydaje się jej zwiastunem zła i przejmuje dreszczem całą jej duszę – najprawdopodobniej nic złego się nie dzieje i nie ma żadnego powodu do obaw, lecz jej duch szybciej ulega lękowi niż przybywają nowiny, dlatego nie wyobraża sobie dobrych rzeczy, lecz złe.

Tak to żyją nawet ci, których uważamy za najszczęśliwszych – wcale nie wszystkiego można im zazdrościć. Ich życia nie da się porównać z wolnością życia w dziewictwie, mimo że w moim krótkim opisie pominąłem wiele bolesnych szczegółów. Często młoda żona, dopiero po ślubie, ciągle piękna wdziękiem panny młodej, może jeszcze z tym samym rumieńcem na twarzy, którym witała pana młodego, rzucając mu nieśmiałe spojrzenia, jeszcze wtedy, gdy namiętność tym jest w niej intensywniejsza, że skromność nie pozwala jej okazywać, nagle musi zmienić się w samotną wdowę i doświadczać wszelkiego bólu. Przychodzi śmierć i w jednej chwili zmienia promieniującą życiem istotę w bogatej, białej sukni na spowitą w czerń płaczkę. Ściąga ślubne ozdoby, przyobleka w barwę opuszczenia. Komnatę, niegdyś pełną radości, wypełnia czerń. Pokojówki śpiewają rozwlekłe pogrzebowe pieśni. Nienawidzi, gdy przyjaciele próbują ją pocieszyć, nie chce jeść, powoli umiera. Jej dusza odrzuca życie, tęskniąc jedynie za śmiercią – często aż do śmierci. Nawet zakładając, że czas uleczy smutek, przynosi nowe zmartwienia – czy miała dzieci, czy nie. Jeśli miała, dzieci zostały bez ojca, i same zasługując na litość wciąż przypominają tego, którego utraciła. Jeśli nie miała, zaginie nazwisko jej męża, a smutek jest większy niż to, co wydaje się pocieszeniem.

O innych smutkach wdowieństwa nie powiem już wiele – któż bowiem zdołałby je dokładnie wyliczyć? W krewnych odkrywa nagle swych nieprzyjaciół: niektórzy wykorzystują jej nieszczęście, inni zaczynają się z nią procesować i ze złośliwą radością przyglądają się, jak jej dom popada w ruinę. Służący stają się bezczelni. A ileż kolejnych nieszczęść widzimy w takich przypadkach i jakże są liczne! A potem wiele kobiet zmusza się, by kolejny raz podjęły podobne ryzyko następnego małżeństwa, gdyż nie są w stanie wytrzymać goryczy i pogardy. Jak gdyby mogły pomścić zniewagi przez to, że zwiększają swe cierpienia! Inne, pamiętając o przeszłości, zniosą raczej wszystko niż miałby ponownie podjąć podobne problemy. Jeśli chcesz poznać wszystkie doświadczenia, jakie niesie ze sobą życie małżeńskie, posłuchaj zamężnych kobiet, które je znają. Jakże one gratulują tym, które od początku wybrały życie w dziewictwie i nie sprawdzały na sobie, która droga życia jest lepsza! Dziewictwo broni się opisanym strapieniom, nie zna opuszczenia, wdowieństwa czy żałoby – jest wiecznym przebywaniem w obecności nieśmiertelnego Oblubieńca, a nieustanną pociechę przynosi mu owoc pobożności. Zamieszkuje na stałe dom, który posiada na własność, dom wypełniony wszelkim bogactwem, gdyż mieszka w nim stale jego Pan. Śmierć nie przyniesie rozstania, lecz zjednoczenie z Wytęsknionym, gdyż dusza odchodzi, by być z Chrystusem, jak mówi Apostoł.

Teraz, gdy prześledziliśmy już z jednej strony, co czują ci, którym przypadł lepszy los, czas ukazać, jakie jest życie innych, życie, do którego przypisane jest ubóstwo, przeciwności i wszelkie inne zło, które ludzie muszą znosić: mam tu na myśli kalectwa i choroby, a także inne problemy życiowe. Człowiek samotny albo od tych problemów ucieka całkowicie, albo tez znosi je z łatwością, jeśli jego umysł, spójny i uporządkowany, nie ulega rozproszeniu. Człowiek żyjący w małżeństwie i mający dzieci nie ma czasu choćby użalić się nad swymi smutkami, gdyż jego serce wypełnia niepokój o najdroższych.

Lecz po cóż jeszcze mówić o sprawach znanych i oczywistych? Jeśli do tego, co wydaje się bogactwem, przypisane jest takie cierpienie i znużenie, czego można spodziewać się po życiu ludzi ubogich? Jakikolwiek opis, którym próbowałbym je ukazać, nie przedstawi go prawdziwie – w krótkich więc słowach zaprezentuję głębię jego nędzy. Jeśli człowiekowi nie przypadnie los bogacza, jego strapienia będą wywodzić się z odmiennych przyczyn. Ludzie bogaci zatruwają swoje życie oczekiwaniem na śmierć lub też smucą się doświadczeniem śmierci. Ludzie ubodzy przeciwnie, żałują, że śmierć nie nadchodzi. Życie bogaczy i ubogich różni się krańcowo co do uczuć – chociaż ani jedni, ani drudzy zarówno nie maja nadziei, i chociaż i jednych, i drugich ten sam czeka koniec. Przedziwne, że życie w małżeństwie tak wiele przeróżnych strapień przynosi światu. Zawsze towarzyszy mu ból – czy rodzą się dzieci, czy dotyka bezpłodność, czy potomstwo żyje, czy umiera. Niektórzy mają wiele dzieci, lecz nie posiadają środków na ich utrzymanie. Innym brak spadkobiercy, który przejąłby wielką fortunę, na którą rodzice pracowali całe życie. Każdy przyjąłby nieszczęście drugiego jako błogosławieństwo, każdy marzy o tym, czego drugi żałuje. Jednemu śmierć zabiera ukochanego syna, drugi ma syna niegodziwego – obaj na równi zasługują na współczucie, choć jeden opłakuje śmierć, a drugi życie swojego syna.

Wspomnę tylko pokrótce, jak smutno, jak katastrofalnie mogą skończyć się zazdrość i kłótnie w rodzinach, choć powstają z przyczyn rzeczywistych lub zmyślonych. Któż potrafiłby omówić ten problem w szczegółach? Jeśli chcecie wiedzieć, jak skomplikowaną siecią jest ludzkie życie, wróćcie do starych opowieści, które dostarczały tematów poetom i dramatopisarzom. Uważa się je za mity, tak są szokujące i niezwykłe. Opisują morderstwa i kanibalizm, morderczynie mężów, zabójców matek i braci, kazirodztwo i wszelkie działania niezgodne z naturą – a dawni kronikarze zaczynają swe opowieści, takimi okropnościami zakończone, od zawarcia małżeństwa. Lecz pomijając i to wszystko, przypatrzmy się tylko rzeczywistości, jaka rozgrywa się na scenie życia – to właśnie małżeństwo wystawia aktorów tej gry. Wejdźmy na sale sądowe, przeczytajmy księgi prawa – poznamy wstydliwe sekrety małżeństw. Jeśli chcesz poznać słabość ludzkiego ciała, posłuchaj lekarza, niech ci opisze przeróżne choroby, jakim ciało może podlegać. Podobnie czytając przepisy prawne dowiesz się, ile istnieje przedziwnych przestępstw małżeńskich, za które grożą kary – i tak otrzymasz dość dokładny obraz tego, czym jest małżeństwo. Prawo nie przewiduje kary za przestępstwa, które nie istnieją, podobnie jak lekarz nie potrafi wyleczyć choroby, która nigdy nie wystąpiła.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Wto 22:51, 22 Lut 2011, w całości zmieniany 5 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 21:09, 23 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





4. Ale nie trzeba nam już dłużej tak wąsko rozpatrywać niedogodności życia małżeńskiego, jak gdyby całość związanych z nim kłopotów zamykała się w cudzołóstwach, konfliktach i spiskach. Powinniśmy moim zdaniem spojrzeć szerzej i prawdziwiej – i przyznać od razu, że żadne zło tej drogi życia, widzialne w każdej jego czynności i dążeniu, nie zniewoli człowieka, jeśli ten sam się w jego więzy nie spęta, a prawdziwość tego stwierdzenia wyjaśnimy tak oto: człowiek, który potrafi oczyma czystego ducha przejrzeć ułudę złudzeń, zobaczy w niej, jak powiedział Apostoł, same tylko śmieci. Taki wzniesie się ponad zmagania tego świata i, jak gdyby uciekając od ludzkiego życia, powstrzyma się od zawarcia małżeństwa. Taki nie ma udziału w grzechach ludzkości, obca mu zazdrość, zawiść, gniew, nienawiść i inne. Jest od nich wolny, jest wolny pod każdym względem i żyje w pokoju. Nie prowokuje niczym zazdrości swych bliźnich, gdyż nie przywiązuje się do żadnej z rzeczy, które wzbudzają zazdrość w tym życiu. Wyniósł swe życie ponad świat, a dobro uważa za jedyny cenny skarb – i dni swe przeżyje bez cierpienia, w pokoju i cichości.

Dobro jest takim rodzajem posiadanej własności, że choćby wszyscy mieli w nim swój udział według miary swych możliwości, jego zawsze w obfitości wystarczy wszystkim, którzy go pragną. Dobro nie jest jak posiadłość ziemska tego świata, bo ziemię ludzie dzielą na części, a im więcej dodają jednemu, tym więcej innemu zabierają tak, że zysk jednego jest stratą drugiego, a stąd wynikają walki, by zdobyć większą część dla siebie, bo żaden człowiek nie chce być oszukany. Temu, kto ma większy udział w byciu dobrym, nikt nie zazdrości, a ten, kto zagarnia sobie lwią część nie krzywdzi innego, kto równie wielką część przypisuje sobie. Każdy może zaspokoić swe szlachetne pragnienia dobra, nie ujmując niczego człowiekowi, który już dobro posiada.

Człowiek, który zwrócił swe oczy ku takiemu tylko życiu, czyni swym jedynym skarbem dobro, które nie ma ludzkich ograniczeń. Taki nie skłoni swej duszy ku żadnej spośród złych ścieżek, którymi idą tak liczni. Nie będzie podziwiał ziemskiego bogactwa, ludzkiej potęgi ani niczego, czego pragną głupcy. A gdyby rzeczywiście skłonił swą myśl ku tak niskim rzeczom, pozostaje poza gronem uczniów i nie o takim tu mówimy. A jeśli jego myśl biegnie ponad tym, co niskie, jak gdyby przebywając z Bogiem, i on sam wzniesie się ponad labirynt błędów, bo nietknięty jest przyczyną ich wszystkich – małżeństwo.

Jest grzechem śmiertelnym pychy pragnienie, by być lepszym od innych, i słusznie można powiedzieć, że pycha jest korzeniem cierni innych grzechów. Lecz i pycha wypływa najczęściej z przyczyn z małżeństwem powiązanych. Aby wykazać, o czym mówię: zwykle okazuje się, że chciwiec zrzuca winę na swych najbliższych, a ten, kto ślepo goni za złą sławą i swymi ambicjami także obciąża rodzinę odpowiedzialnością za własny grzech, bo mówi, że nie może być gorszy od swych przodków, a potomni muszą uważać go za człowieka wielkiego, więc musi pozostawić dzieciom zapisy w kronikach na swój temat. Podobnie inne choroby duszy: zazdrość, pogarda, nienawiść i pozostałe, z tej samej pochodzą przyczyny. Trapią tych, co uganiają się za sprawami życia doczesnego. Kto od niego uciekł, ten spogląda niczym z wysokiej wieży na sprawy ludzkości, i lituje się nad niewolnikami pychy, co w swej ślepocie tak wielką wagę przywiązują do dobrobytu ciała. Widzi jakąś ważną osobę, która ma o sobie wysokie mniemanie z powodu publicznych zaszczytów, bogactwa i władzy, i śmieje się tylko z głupoty nadętego. Taki, zgodnie z wyliczeniem Psalmisty, doda do swego życia najwięcej dni, a potem porówna ten maleńki wycinek czasu z nieskończonymi wiekami i litował się będzie nad pustą sławą ludzi, którzy ekscytują się sprawami niskimi, nieznacznymi i przemijającymi.

Cóż bowiem jest godnego zazdrości pośród rzeczy, do których tak wielu dąży? Zaszczyty? A cóż takiego zyskują dostępujący zaszczytow? Śmiertelnik pozostaje śmiertelnikiem, czy spotykają go zaszczyty, czy nie. Jakież dobro czeka na końcu posiadacza ziemskiego? Myśli głupiec, że ma na własność coś, co nigdy do niego nie należało, zaślepiony chciwością nie widzi, że Pańska jest ziemia i co ją napełnia, gdyż Bóg jest Królem całej ziemi. Szaleństwo posiadania nadaje ludziom fałszywy tytuł władcy, choć to, czym chcą władać, nie należy do nich. Ziemia, mówi mędrzec, trwa na wieki (Koh 1,4), i służy wszystkim pokoleniom od pierwszego poprzez kolejne, co na niej się rodzą. Ludzie, nie będący do końca nawet panami siebie samych, powoływani są do życia wolą swego Pana nie mając nawet tej świadomości, a odwoływani są zanim tego zapragną – i mimo to w ogromie pychy uważają siebie za władców ziemi, myślą, że rodząc się i umierając rządzą tym, co trwa na wieki? Kto te sprawy przemyśli, nisko będzie cenił to, co ludzie uważają za wartościowe, a umiłuje jedynie życie Boże, bo wszelkie ciało jest jak trawa, cała jego chwała jak kwiat trawy (1P 1,24) – ten nie będzie troszczył się o ziele, które dziś jest, a jutro zginie. Poznając drogi Boże, wie on, że w życiu ludzkim nie ma nic stałego, a cały wszechświat zawsze będzie podążał spokojnie swoim torem. Taki wzgardzi życiem doczesnym jako czymś obcym i przemijającym, powiedział bowiem Zbawiciel: niebo i ziemia przeminą (Mt 24,35), a wszystko musi oczekiwać przemiany. Taki, jak długo przebywa w namiocie doczesnego zamieszkania (2 Kor 5,4) , doświadczając śmiertelności, przygnieciony ciężarem tego życia, lamentuje nad tym tylko, że jego pobyt tutaj się przedłuża, jak poeta-psalmista mówi w swych niebiańskich pieśniach.

Zaprawdę, w ciemnościach żyją, którzy przebywają w namiotach tego życia, dlatego mędrzec, bolejąc nad przedłużaniem się swego pobytu tutaj, mówi: biada mi, że dłużej muszę tu pozostać, a przyczyny swego smutku szuka w ciemności. Wiemy, że ciemność w języku hebrajskim to kedar. Słowo to oznacza ciemność podobną do ciemności nocy, ciemność, która spowija ludzi i nie pozwala im ujrzeć, jak są zwodzeni, by nie poznali, że wszystko, co tak wysoko cenią żyjący, wszystko, co jest nic nie warte, istnieje tylko w umysłach głupców, zaś samo w sobie jest niczym. Niczym jest w rzeczywistości niejasne pochodzenie czy bycie dobrze urodzonym, niczym chwała, sława, dobre opinie z przeszłości, obecne wywyższenie, władza nad innymi czy bycie poddanym. Bogactwo, dostatek, bieda czy utrapienia i wszelkie inne niedogodności życia nieświadomym ludziom, wartościującym je pod względem przyjemności, różne pomiędzy sobą. Lecz tym, co rozumieją więcej, wszystkie wydają się jednakie i żadne nie jest cenniejsze od pozostałych, bo życie tak samo szybko umyka, czy w bogactwie czy w biedzie, w dostatku czy w utrapieniach, w każdej też sytuacji można żyć dobrze lub źle, z orężem zaczepnym i obronnym, dając dobre lub złe świadectwo (2 Kor 6,7).

Jasny umysł, odbierający prawdziwą rzeczywistość, podąży wysoką ścieżką i nie będzie się oglądał wstecz, wypełniając dany sobie czas od narodzin do odejścia. Nie zmiękczą go przyjemności, nie przytłoczą trudy, lecz podobnie jak podróżny będzie stale podążał do przodu, nie dbając zbytnio o przesuwające się widoki. Podróżny dąży do celu swej drogi, czy to idąc przez łąki i pola uprawne, czy przez tereny dzikie i pełne wertepów. Nie zatrzymuje go piękny krajobraz, nie powstrzymuje w biegu smętna okolica. Podobnie umysł zwrócony ku rzeczom wyższym będzie dążył prosto do wyznaczonego sobie celu, nie zbaczając z drogi, by cokolwiek oglądać. Podąża przez życie, lecz spojrzenie utkwił w niebie. Jak dobry sternik kieruje swoją łódź na wyznaczony na lądzie punkt.

Umysł mniej lotny zwróci się ku ziemi i roztrwoni siły na przyjemności ciała – jest to oczywiste, podobnie owce schylają się ku pastwisku. Taki człowiek żyje po to, żeby jeść i zaspakajać jeszcze niższe zachcianki. Obcy jest życiu Bożemu, obcy obietnicom Przymierza, nie zna innego dobra jak tylko zaspokojenie ciała. Jeśli taki umysł pobłądzi w ciemnościach, będzie tworzył wszelkie zło życia: zazdrość, niekontrolowane pożądania, wyuzdane rozkosze, pragnienie władzy, pustą chwałę, cały tłum moralnych słabości, co wdzierają się do ludzkich domów. W świecie wad tak się jakoś dzieje, że jedna wada przyciąga drugą, a gdzie wdarła się jedna, tam nadejdą pozostałe, przyciągane naturalnym porządkiem rzeczy. Jak w łańcuchu jedno naciągnięte ogniwo pociąga wszystkie inne i nawet ostatnie czuje pociągnięcie pierwszego, bo dzięki zachowanej ciągłości przenosi się napięcie przez kolejne ogniwa, podobnie i wady ludzkie połączone są ze swej natury i gdy jedna zawładnęła duszą, przyjdą pozostałe.

Jeśli chcecie zobaczyć na przykładzie działanie tego przeklętego łańcucha, wyobraźcie sobie człowieka, który stal się niewolnikiem pragnienia sławy, bo sława sprawia mu wielką przyjemność. Za pragnieniem sławy podąża pragnienie wzbogacenia się i staje się chciwcem dlatego, że pierwsza wada sprowadziła na niego chciwość. Potem chciwość pieniądza i władzy grozi albo skłóceniem w rodzinie, albo pychą wobec poddanych, albo zazdrością wobec przełożonych, po zazdrości pojawi się hipokryzja, następnie zgorzkniałość, mizantropia, a w końcu potępienie w ciemnych czeluściach piekielnego ognia. Widzicie, jaki to łańcuch, jak wszystko zaczyna się z jednej pielęgnowanej namiętności.

Widzimy zatem, że ten nierozerwalny łańcuch słabości moralnych raz na zawsze wszedł na świat, lecz studiowanie pism natchnionych wskazuje nam jedyną drogę ucieczki: oderwanie się od życia, które zawiera w sobie kolejne cierpienia. Jeśli zamieszkujemy w Sodomie, nie umkniemy przed deszczem ognia, a jeśli kto, uciekając, odwróci się, by popatrzeć na spustoszenie, na miejscu zmieni się w słup soli. Jeśli nie wyjdziemy z Egiptu, nie zerwiemy pęt egipskiej niewoli, jeśli nie odejdziemy z tego życia, zatopionego wodą, jeśli nie przejdziemy – już nie Morza Czerwonego, ale ciemnego i posępne wody doczesności.

Lecz wyobraźmy sobie, że pozostajemy w niewoli zła i, mówiąc słowami Pana, prawda nas nie wyzwoliła. Jak ktoś podążający za kłamstwem i zabłąkany w labiryncie tego świata zdoła kiedykolwiek dotrzeć do prawdy? Jak człowiek, co zgodził się, by natura zakuła go w kajdany, zdoła uciec z niewoli? Przestawmy to jaśniej na przykładzie. Zimowa fala, płynąca z impetem, rozrasta się i unosi drzewa i głazy, i wszystko, co stanie jej na drodze, niesie niebezpieczeństwo i śmierć tym tylko, co na brzegach rzeki mieszkają, zaś na innych, którzy mieszkają w oddaleniu, sroży się nadaremno. Podobnie tylko taki człowiek, który żyje w zamęcie życia, odczuje jego niszczącą siłę. Tylko on przyjmie cierpienia, jakie niesie ze sobą rzeka natury. Tylko on zanurzy się w powodzi kłopotów i sprowadzi je, wierny swej naturze, na innych, co brzegiem tej samej rzeki podróżują. A jeśli ktoś odejdzie z życiowego zamieszania i opuści dumne wody, nie padnie ofiarą życia, umknie, jak mówi Psalm, sideł ptaszników, uleci na skrzydłach dobra.

Właściwa to, jak widzimy, przenośnia: życie człowieka jest strumieniem gwałtownym i rwącym, rozlewającym się w poszukiwaniu naturalnego poziomu wód, i nie ostanie się nic z rzeczy, których pragnie, dopóki poszukujący nie zaspokoi się w pełni, a wszystko, co podsuwa człowiekowi strumień życia jedynie go dotyka i odpływa swoją drogą – jedna chwila w szale wzburzonej wody nie daje zadowolenia, druga fala wnet zabiera sprzed oczu to, czego człowiek pragnął. Któż nie chciałby trzymać się z dala od takiego strumienia, by – zaangażowawszy się w doczesność – nie utracić wieczności? Jak zdoła człowiek zachować na zawsze cokolwiek w tym życiu, nawet gdyby jego miłość była najnamiętniejsza? Cóż z najmilszych rzeczy w życiu zostanie na zawsze? Kwiat młodości? Dar siły i piękna? Bogactwo, sława, władza? Wszystko jest jak ulotny kwiat, topnieje, zmienia się w swe przeciwieństwo. Któż będzie całe życie mlody? Czyjaż sila przetrwa na zawsze? Czy natura nie sprawia, że kwiat piękna przekwita szybciej niż mija wiosna?

Kwiaty wiosny kwitną o swej porze, więdną, a potem kwitną znowu. Liście opadają i rozwijają się znów, i piękno swe zachowują na długi czas. Natura tymczasem skróciła kwiat ludzkiego życia tylko do wiosny młodości, później go zabija, ginie uroda od mrozu starości. Inne radości życia także umieraja z czasem, przechodząc pod zaslonę zapomnienia. Wiele nieuniknionych zmian niesie natura, zmiany te są cierpieniem dla człowieka, co życie namiętnie ukochał.

Pozostaje otwarta jedna tylko droga ucieczki: nie przywiązywać się do żadnej z tych rzeczy, uciekać jak najdalej od społeczeństwa, od świata emocji i doznań. Czy raczej: wznieść się ponad uczucia, których sprawcą jest ciało. Potem, nie żyjąc już dla ciała, nie będziesz podlegal cielesnym problemom. Ale to tyczy się tylko życia według ducha, w naśladowaniu – na ile możemy – świata duchowego. A oni ani się nie żenią, ani za mąż nie wychodzą. Ich pracą i ich chwałą jest oglądanie Ojca wszelkiej czystości i upiększanie swej własnej osobowości poprzez czerpanie ze Źródła wszelkiego piękna – na ile można Go naśladować.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Pon 15:04, 30 Maj 2011, w całości zmieniany 9 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 20:49, 26 Cze 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





5. Twierdzimy więc, że dziewictwo jest sprzymierzeńcem i pomocnikiem człowieka w osiąganiu wzniosłych celów. W przeróżnych naukach wymyślili ludzie wiele praktycznych metod, by daną dziedzinę wiedzy uprawiać – podobnie przyjmijmy, że dziewictwo jest praktyczną metodą stosowaną w dziedzinie życia Bożego, zapewniającą ludziom możliwość przyjęcia duchowej natury. Podążając tą drogą, należy nieustannie baczyć, by szlachetność duszy nie zniżyła się poprzez przebłyski zmysłowości, w których umysł nie zwraca się już ku sprawom nieba i nie spogląda w górę, lecz tonie w emocjach właściwych ciału i krwi.

Jakże dusza, przywiązana do przyjemności cielesnych i zajęta typowo ludzkimi pragnieniami będzie umiała oderwać się od spraw swego rodu? Nie pozwoli na to złe, głupie i ograniczone nachylenie ku sprawom materialnym. Oczy świń z natury patrzą w dół i nie spoglądają ku cudownościom nieba. Podobnie i dusza, którą ciało w dół pociąga, nie patrzy już na piękno wysokości, lecz siłą rzeczy zmuszona jest grzebać się w rzeczach z natury właściwych zwierzętom i sprawach niskich. By w wolności i w oddaniu spoglądać w rozkosze nieba, dusza musi odwrócić się od ziemi. Nie będzie chciała mieć udziału nawet w godziwych i dozwolonych sprawach życia świeckiego, lecz wszystkie swe siły miłowania zwróci ku kontemplacji piękna duchowego.

Cielesne dziewictwo ma na celu wspomaganie takiej dyspozycji duszy. Ma zapewnić duszy całkowite zapomnienie naturalnych emocji, co zapobiegnie konieczności, by kiedykolwiek skłaniać się ku cielesnym potrzebom. Raz od nich uwolniona, dusza nie ryzykuje już, że poprzez nawyk zagłębiania się w rzeczy do pewnego stopnia należące do praw natury mogłaby stać się niewrażliwa i nieświadoma czystych, Bożych rozkoszy. Tylko czystość serca, mistrzostwo życia ludzkiego, sama jedna może je pojąć.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 20:51, 26 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 14:58, 17 Paź 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





6. To właśnie, jak sądzę, stanowi o wielkości proroka Eliasza, a także i tego, który potem przyszedł w duchu i mocy Eliasza, a od którego nie jest większy żaden spośród narodzonych z niewiast (Mt 12,11). Jeśli nawet historia tych dwu zawiera jakiś inny pouczający element mistyki, to z pewnością ich specyficzny sposób życia uczy nas przede wszystkim tego, że człowiek, który utkwił spojrzenie w sprawach świata niewidzialnego musi oddzielić się od spraw zwykłego życia, a to, co myśli na temat Dobra Prawdziwego nie może ulegać zakłóceniom ani rozproszeniom pokus pochodzących od zmysłów.

Obaj prorocy już od młodości żyli w odłączeniu od ludzi, w pewnym sensie od natury ludzkiej, jako że wzgardzili zwyczajnym pożywieniem i mieszkali na pustyni. Ich potrzeby zaspakajało takie pożywienie, jakie mogli znaleźć, w ten więc sposób nie psuli swego prostego zmysłu smaku. Uszy ich wolne były od niepotrzebnych hałasów, oczom obce były przypadkowe spojrzenia na nieistotne rzeczy. Dlatego osiągnęli niezmącony pokój duszy i wznieśli się na wyżyny Bożej łaski, co o obydwu zapisało Pismo. Eliasz był na przykład szafarzem ziemskich darów Bożych. Dano mu władzę zamknąć niebo nad głowami grzeszników i otwierać nad głowami pokutujących. O Janie nie zapisano, by dokonywał cudów, lecz Ten, który lepiej niż jakikolwiek prorok zna ludzkie tajemnice, mówił, że on także otrzymał dar. Możemy przypuszczać, że zostali wyróżnieni dlatego, że obaj od początku do końca poświęcili swe serca Panu, nie zbrukały ich ziemskie namiętności, nie wzywała ich miłość do żony i dzieci, nie rozpraszały ich jakiekolwiek inne ludzkie glosy, nie poświęcali uwagi sprawom swego utrzymania, nie uważając ich za godne niepokoju, nie ulegali też wspaniałościom stroju, ubierając się w to, co przyniosła okazja - jeden w skóry kozie, drugi w odzienie z wielbłądziej sierści.

Sądzę, że nie osiągnęliby takiej wzniosłości ducha, gdyby rozmiękczyło ich życie w małżeństwie. A że nie jest to zwykła opowiastka, a zapisano ją "ku naszemu pouczeniu" (1Kor 10,11), byśmy według ich życia mogli układać swoje. Czegóż więc możemy się od nich nauczyć? Tego oto, że człowiek pragnący zjednoczenia z Bogiem musi, podobnie jak obaj święci, odsunąć swój umysł od spraw ziemskich. Umysł, który zanurza się w rozlicznych obowiązkach, nie może posiąść wiedzy ani umiłować Boga.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 14:57, 19 Paź 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





7. Dla większej jasności zilustrujemy nasze nauczanie. Wyobraźmy sobie strumień wypływający ze źródła i rozdzielający się na wiele przypadkowo biegnących strumyczków. Dopóki w ten sposób będzie płynął, nie wykorzysta się go w żaden sposób dla potrzeb rolnictwa, bo rozdzielenie wody spowoduje, że poszczególne strumyczki będą małe i słabe, i będą wolno płynąć. Gdyby jednak zgromadzić całą wodę w jednym strumieniu, mielibyśmy pełne koryto uporządkowanej rzeczki, zdolnej zaspokoić potrzeby życiowe. Podobnie jest z ludzkim umysłem.

Sądzę, że dopóki fale ludzkiego umysłu rozlewają się we wszystkie strony, gdzie tylko pociągną je zmysłowe przyjemności, dopóty umysł nie ma dość siły, by podążać ku Dobru Prawdziwemu, lecz jeśliby przywołać w jedno całą moc umysłu i złączyć ją tak, że będzie płynąć bez rozproszenia, nie zbaczając ku naturalnym, przyrodzonym czynnościom, nie napotka wtedy żadnej przeszkody we wznoszeniu się ku rzeczom wyższym i w obejmowaniu większych rzeczywistości.

Często widzimy, jak woda zamknięta w rurach wytryska w górę pod wpływem własnego ciśnienia, i nie rozlewa się na boki dzięki tej sile pomimo naturalnej grawitacji. Tak samo i umysł ludzki zamknięty w wąskim nurcie stałej wstrzemięźliwości, bez możności znalezienia sobie żadnej bocznej drogi, wzniesie się w górę dzięki wznoszącej mocy miłości Bożej. Tak zrządził Stwórca, że umysł ludzki pozostaje w ciągłym ruchu i nie może się zatrzymać, jeśli więc uchronimy potęgę umysłu przed rozproszeniem na rzeczy nieważne, siłą rzeczy podąży on ku prawdzie, jeśli zamknie się przed nim wszelkie inne, niewłaściwe wyjścia.

A jeśli na drodze wiele jest zakrętów, widzimy, jak podróżujący trzymają się właściwego szlaku, raz jeden nauczywszy się, że inne drogi są złe. Złych dróg więc unikają, a im bardziej ich unikają, tym skuteczniej podążają drogą właściwą i prostą. Podobnie i umysł odwróciwszy się od marności rozpozna prawdę. Wielcy prorocy, których wspominaliśmy, tej lekcji nas uczą, byśmy nie zabłąkali się w dążenie do żadnego z celów tego świata. Jednym z celów, do jakich dąży ten świat, jest małżeństwo - czy może też małżeństwo jest podstawową przyczyną dążenia do światowych marności.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
św. Grzegorz z Nyssy "O dziewictwie"
Forum Vitam curare Strona Główna -> Ojcowie Kościoła napisali
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin