Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje -> Kodeń i okolice, wrzesień 2009
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Kodeń i okolice, wrzesień 2009
PostWysłany: Nie 12:58, 27 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Na początek mapa, reszta później:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 12:59, 27 Wrz 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 17:00, 28 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Dobra. To teraz po kolei.

Ten półtordzień skupienia, jak go nazwałyśmy, polegał na wyjeździe grupy 8 nauczycielek (w większości z naszego nauczycielskiego żywego różańca) z naszym "kółkoróżańcowym" księdzem-opiekunem "na ścianę wschodnią" - tak blisko białoruskiej granicy, że dwóch białoruskich operatorów sieci komórkowych włączało mi się w telefonie niemal non stop. Smile Nie lllubię komórek. Evil or Very Mad

Gdybym miała podsumować, półtordzień bardzo aktywnie spędzony. Bogaty wieloma dobrymi spotkaniami, usłyszanymi słowami, doświadczeniem bogactwa (i piękna) Kościoła. Zadumany nad nieludzkimi pomysłami Pana Boga, który jest (jak mi się wydaje) kompletnie nieschematyczny i... nie lubi monotonii? Smile W każdym razie jak wiatr - wieje kędy chce i nie mi zgadywać jak, skąd i dokąd. Bo różnymi drogami.

A drogi Boże w ludzkim życiu bywają chyba czasem jak ta nasza droga do Kodnia - zaplątana, porozkopywana, pogubiona, odnajdywana rozpaczliwie w ciemnościach na mapie (z pomocą światełka telefonu komórkowego - raz się na coś przydał).

Bo oto w końcu w okolicach 20.30 zajeżdżamy do Kodnia. Historia Kodnia to proste Boże pisanie na bardzo krzywych ludzkich liniach. Dla przypomnienia: bardzo pobożny czterdziestoparoletni Mikołaj Sapieha, właściciel Kodnia, dostaje prawdopodobnie wylewu. Sparaliżowany, każe się zawieźć do Rzymu, może ma nadzieję wybłagać uzdrowienie, a może już tylko chce sobie umrzeć bogatszy w zasługę odbytej pielgrzymki - nie wiem. Podróż trwa ze 2 miesiące - więc choroba może z pół roku? I - zgadniecie, przecież inaczej nie byłoby opowieści - w Rzymie pan Mikołaj zostaje uzdrowiony. Może i nie dziwne, paraliż po wylewie potrafi cofnąć się z czasem. Ale on wstał sobie z posłania dokładnie w czasie Mszy w prywatnej papieskiej kaplicy, Mszy odprawianej przed tym obrazem:


Krótko o historii obrazu: podobno namalowany na wzór figurki Maryi przez św. biskupa Augustyna z Canterbury. Figurka podarowana była przez papieża Grzegorza Wielkiego do Hiszpanii, do miejscowości Guadelupe. Stąd dwie nazwy "tej" Matki Bożej: "Gregoriańska" lub "z Gwadelupy". Obraz wisiał sobie w prywatnej kaplicy papieskiej aż do czasów Mikołaja Sapiehy. A papieżem był wtedy Urban Ósmy (moja dyskalkulia woli napisać to słownie).

Idąc dalej: pan Sapieha, zapaławszy pragnieniem posiadania cudownego obrazu, prosi papieża o dar. Spotkawszy się z odmową, zwyczajnie go kradnie i ucieka. Obłożony klątwą, z typowym uporem dumnego polskiego magnata dalej robi swoje - obraz ląduje w Kodniu, gdzie ludzie przyjmują go z wielką pobożnością, a pan Mikołaj przez kolejne trzy lata wiedzie życie "potępionego", bo nawet do kościoła nie wolno mu legalnie wejść.

Przełom następuje po wspomnianych trzech latach. Zdarzyło się, że pan Mikołaj potężnie wystąpił w polskim sejmie w obronie Kościoła (sejm nie dopuścił chyba wtedy do małżeństwa któregoś tam króla z protestantką). Obecny na obradach nuncjusz papieski zainteresował się i przemawiającym, i jego historią. I oto, co wymediował: Sapieha udał się pieszo do Rzymu w pielgrzymce pokutnej, Urban Ósmy klątwę zdjął, a obraz w Kodniu pozostał. W tym kościele (bazylika mniejsza, pierwsza z wielu na naszej trasie):


A ciąg dalszy zdumień nad bogactwem pomysłów Pana Boga nastąpi całkiem niebawem. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:12, 28 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Po zdumieniu "historycznym" kolej na zdumienie współczesne. Serię zdumień. Po pierwsze, nasza pierwsza rekolekcyjna Msza w zakonnej kaplicy - cicha, krótka (wszyscy strasznie głodni i zmęczeni) - ale bez pośpiechu, w "swoim" naturalnym tempie: bez ozdobników, w surowości tekstów, w całej kolekcji naszych ludzkich pomyłek wynikających i ze znużenia, i ze starości mszału (podobno miał na przemian polskie i łacińskie teksty, te polskie w bardzo niezwykłym układzie i dziwacznych tłumaczeniach, jakiś pierwszoposoborowy staroć?) - przeżycie niesamowite na początek, wymagająco twarde - a nikt się nie uchylił, nikt nie umknął.

Po drugie, tutejsi zakonnicy (Oblaci Maryi Niepokalanej) zlitowawszy się nad nami nie tylko że użyczyli nam wrzątku do kolacji (słyszeli, jak na Mszy burczało nam w brzuchach?), ale wpuścili nas do zaklauzurnej kuchni i refektarza... całkowicie nieprzepisowo - prosząc nas do tego o modlitwę za siebie w tych dniach. Oczywiście, proszę ojca.

Pokój dostaję z bezpośrednim widokiem na kościół od strony prezbiterium. Przecież, hihi, nie mogło inaczej być. Już bliżej się nie dało. Smile Spać nie idziemy. Zarządzamy adorację - i znów powala mnie na kolana niezwykła surowość: tylko biel obrusa, świece, na ołtarzu z braku monstrancji to proste coś, co chyba nazywają kustodium.

Cisza niemal absolutna, tylko ksiądz kartki brewiarza przewraca. Potem kończy, odkłada. Szalona myśl: a co byś zrobił, gdybym zapytała, czy mogę pożyczyć Smile ? I po chwili: nie, nie będę robić koło siebie szumu. W pokoju, dyskretnie, swój.

Cichutko mijają minuty, kwadranse. I nawet nikt już nie podziewuje... cichym błogosławieństwem kończymy. 23.30 - pół godzinki na nieszpory, kompletę. I spać.

Zdecydowana dominacja treści nad formą.

c.d.n.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 21:12, 29 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Umówiłyśmy się, że - aby nie tworzyć korków w drzwiach do łazienki - ja wstaję o 6.00, Ania o 6.10, a Kasia o 6.20. Zerwana kościelnymi dzwonami (elektronicznymi, niestety) na melodię zza okna (kiedy ranne) stwierdzam, że mam najpiękniejszy w całym pokoju budzikowy dzwonek. Smile

Msza, śniadanie, wyjazd do Pratulina. Pratulin jest podnosząca się powolutku z wymierania wioską, z której został kościół "łaciński", kilkanaście domów, niewielki cmentarz i... chyba tyle. Jednak Pratulin dzielnie się podnosi. Kto może, niech odwiedzi go za jakieś dwa lata - wtedy naprawdę będzie już co zobaczyć. Co nie znaczy, żebyście nie wybrali się tam - jeśli możecie - wcześniej.

Z Pratulinem łączy się historia męczenników unickich - trzynastu grekokatolików, którzy dali się zabić protestując przeciwko przejęciu ich cerkiewki przez Kościół prawosławny. Żeby zrozumieć to, co się działo, trzeba jednak opowiedzieć najpierw całą historię Kościołów unickich. Nie, nie całą - tylko jej początek.

Nie jestem ani teologiem, ani historykiem Kościoła - opowiadam to, co zrozumiałam, próbując słuchać, patrzeć, kochać. Nie mi sądzić, co było naprawdę powodem tak zwanej schizmy wschodniej i na ile był to powód usprawiedliwiony. W każdym razie zaistniał fakt podziału, pojawiło się prawosławie - z całym jego pięknem i w sztuce, i w liturgii.

Od razu, żeby nie zapomnieć: wygląda mi na to, że obrządek bizantyjski (wschodni) nie powinien być utożsamiany tylko z Cerkwią prawosławną - ostało się kilka Kościołów grekokatolickich, które _zawsze_ miały wschodni obrządek i _zawsze_ pozostawały w jedności z Rzymem. Dlatego grekokatolicy i unici to wcale nie musi być to samo. Chyba.

A do unitów wracając: Byli ludzie, którym zamarzyło się, że uda się przywrócić jedność pomiędzy Cerkwią prawosławną a Rzymem. Pod koniec 16 wieku w Brześciu kilku biskupów prawosławnych zdecydowało się poddać pod władzę papieży i przyjąć całość katolickiego magisterium, pozostając jednocześnie przy wschodniej liturgii. Tak powstał Kościół (a potem Kościoły) unickie. Oczywiście, że Cerkiew prawosławna potraktowała unię jako akt odstępstwa i odczuła ją jako wielką ranę - jakżeby inaczej? I to też trzeba zrozumieć. Dla ludzi szczerze wyznających święte prawosławie (nie, to nie jest ironia) był to zwyczajny akt apostazji, drażniący i bolący tak, jak nas drażnią i bolą dzisiaj nagłaśniane w mediach odejścia od Kościoła tego czy tamtego hierarchy...

W każdym razie od końca 16 wieku było tak, że na obecnym polskim wschodzie mieszkali obok siebie łacińscy katolicy, greccy katolicy (związani unią z Rzymem) i prawosławni. O żydach i muzułmanach nie mówię, bo nie wiążą się z naszą opowieścią - ale też byli.

Tak naprawdę to ci biedni unici mieli pod pewnymi względami zawsze przechlapane. Wielu ich nie było, łatwo więc było ich lekceważyć. "Łacinnicy" traktowali ich jak "ruskich", prawosławni jak "polaczków". Polacy obawiali się, że przy najmniejszej historycznej zadymce przejdą na stronę Rosji, Rosja obawiała się, że poprą Polaków. Mieli wiele kłopotów na tle politycznym i - co tu dużo ukrywać - z obu stron. Tymczasem, dopóki było w miarę spokojnie, wytworzyli przepiękną hm kulturę liturgiczną, biorąc co najlepszego i z tradycji wschodniej, i z zachodniej.

Poważne kłopoty zaczęły się w 19 wieku, kiedy to car któryś tam oficjalnie zamknął Kościół unicki (jako zbyt "polski"), nakazując przekazanie wszystkich parafii unickich Cerkwi prawosławnej. Na Podlasiu zawrzało. Ludzie stanęli w obronie swojej wiary i swoich księży. Zabijano ich, wywożono na wschód, rozłączano rodziny, zabierano dzieci. Szacuje się, że w okolicach Terespola zginęło wtedy przynajmniej paruset unitów, którzy bronili prawa do własnej wiary i do pozostania w jedności z Kościołem rzymskim. Udokumentowano historię 13 zabitych w Pratulinie - ci zostali beatyfikowani (w Kościele, oczywiście, katolickim).

Kogo wybili to wybili, kogo wypędzili to wypędzili, reszta pozostała. Przy okazji wygonili też "łacińskich" katolików (unici i rzymscy katolicy to w końcu ten sam Kościół tylko inny obrządek - mogą w razie potrzeby ważnie i udzielać, i korzystać z sakramentów w obu rytach). Niektórzy unici wrócili do prawosławia, niektórzy - odcięci od wiary - żyli bez kościoła, przekazując tylko ustnie tradycje i opowieści. I tak przez jakieś sto lat. Czasem, mówią, gdzieś po lasach, nocami, jezuiccy misjonarze po kryjomu przyjeżdżali spowiadać, odprawiali Msze.

Mówią, że unitom pomogła (o słodka historyczna ironio) rewolucja. Około 1905 roku car, mocno przestraszony, zezwolił na powrót katolicyzmu. Wielu unitów (zapewne także na skutek wspomnianych jezuickich hm misji) przeszło wtedy na obrządek łaciński - "żeby mieć święty spokój, bo w kupie siła, a łacinników więcej". Inni powolutku odbudowywali swoje wspólnoty parafialne, zachowując ryt wschodni.

Niewielu bo niewielu, ale trochę unitów na ścianie wschodniej jeszcze w Polsce zostało. Liczy się ich na jakieś 300 tysięcy luda, a fachowo nazywa Kościołem katolickim obrządku bizantyjsko-ukraińskiego.

c.d.n


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Wto 21:50, 29 Wrz 2009, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 20:47, 30 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Do tego właśnie Pratulina z grobem 13 męczenników unickich pojechaliśmy w sobotę rano. Weszliśmy do kościoła, o, tego:

wysłuchaliśmy opowieści o męczennikach, pomodliliśmy się chwilkę przy tym-co-z-nich-na-ziemi-zostało (to znaczy przy relikwiarzu):

a potem przeszliśmy (około kilometra) drogą krzyżową (tu jedna ze stacji:)

od miejsca, w którym podobno stała unicka cerkiewka, przy których zostali zamordowani, do ich grobu na dawnym unickim cmentarzu, czyli stąd:

(tak to wyglądało całkiem niedawno:)

(obecnie cerkiewka jest rekonstruowana:)

dotąd:



Dawny unicki cmentarz jest obecnie łąką. Paradoksalnie grób Trzynastu mógł się zachować dokładnie dlatego, że nie pozwolili ich pochować na samym cmentarzu, tylko wykopali dół na drodze przed nim. Ludzie w nocy przesunęli płot w ten sposób, że nowy grób znalazł się w obrębie cmentarza... z brzegu. I podczas gdy cały cmentarz z czasem zarósł trawą i zrównał się z ziemią, ten jeden grób pod samym płotem zawsze był łatwy do lokalizacji.

Gdyby ktoś kiedyś zabłądził w okolice białoruskiej granicy, szczerze polecam odwiedzenie Pratulina. Nawet jeśli nie znajdziecie go na mapie (jest mały a poza tym do niedawna nie zaznaczano go celowo - nasza grupa stworzyła nawet teorię spiskową dotyczącą braku nazwy "Pratulin" w indeksie alfabetycznym naszego atlasu) - szukajcie wsi Bohukały albo Zaczopki, to za miedzą.

c.d.n.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Śro 20:51, 30 Wrz 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Czw 14:13, 01 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





To teraz będzie o neounii. Bo prosto z Pratulina (związanego z unitami tymi od unii brzeskiej) pojechaliśmy do Kostomłotów - tych od neounitów.

Trochę wyżej w historii Kościoła unickiego doszłam w okolice I wojny światowej. Tam było, że po pierwsze katolicy "łacińscy" zwiększyli zainteresowanie unitami (jezuici - ale nie tylko, jakieś oddźwięki całej sytuacji sięgnęły aż Watykanu); po drugie, że i unici, i "łacinnicy" uzyskali trochę więcej praw (po I wojnie, gdy Podlasie stało się polskie, było im, oczywiście, znów dużo lepiej) i po trzecie, że wielu unitów przeszło na obrządek łaciński.

Proces poszedł jeszcze trochę głębiej - może na zasadzie, że natura nie lubi próżni i jedno przesunięcie natychmiast powoduje drugie w tym samym kierunku? Od 1905 roku kolejne parafie prawosławne - często ludzie "rekrutujący się" z tych dawnych unitów, którzy z takich czy innych przyczyn na prawosławie przeszli - przechodzą pod jurysdykcję Rzymu, zawierając "nową unię" - stąd neounici.

Zdecydowano, że "nowi" unici nie stopią się ze "starymi" - tamci przesunęli się już dość mocno i w liturgii, i w ogólnej świadomości religijno-narodowej w kierunku, który Podlasiakom nie do końca się podobał. To też ma swoje historyczne powody. "Starzy" unici najlepiej się mieli w Galicji, czyli bliżej Ukrainy... tam przetrwało najwięcej z nich, tam się rozwinęli. Dokładnie dlatego "starzy" unici, ci wywodzący się z unii brzeskiej, to obrządek bizantyjsko-ukraiński.

"Nowi" unici, obrządek bizantyjsko-słowiański, zostali podporządkowani hierarchii "łacińskiej". Nie zawsze wychodzili na tym dobrze. Znów powtórzyła się historia - takie ni to, ni owo, ni to rzymscy katolicy, ni unici, ni prawosławni. Łacinnicy chcieli ich często "do końca" przekabacić na swój obrządek, prawosławni nie mogli im darować, że są kolejną "sektą". W czasie II wojny też obrywali równo od obydwu stron. Po wojnie wszystkie parafijki neounickie w granicach ZSRR zmieniono na prawosławne, w Polsce takich parafii zostało początkowo cztery. Słownie. Teraz jest (słownie) jedna. Pozostałe trzy zmieniły obrządek - nie umiem powiedzieć na jaki.

Jedyną więc obecnie w Polsce parafią katolicką obrządku bizantyjsko-słowiańskiego są Kostomłoty, liczące koło 100 wiernych.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Czw 21:29, 01 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





W Kostomłotach zajechaliśmy najpierw pod plebanię. Piękna.
Wyszedł do nas miejscowy (prawdopodobnie dwuobrządkowy, czyli taki z zezwoleniem na odprawianie w obu obrządkach?) ksiądz - niesamowity facet, z równą swobodą wtrącający między polskie zdania język rosyjski jak łacinę, a podejrzewam, że potrafiłby i cerkiewnosłowiański. [/zachwyty lingwisty] Przeszliśmy do tej cerkiewki:


Pomodliliśmy się chwilę (załapując się na najprawdziwsze wystawienie Najświętszego Sakramentu!), porozmawiali, pooglądali. Oczywiście, mnie wciągnęły dwie rzeczy: napisy pod sufitem - jakżeby nie - i hafty na firankach okrywających ściany i ikony. Odszyfrowałyśmy wspólnie ten duży, chyba czytelny na zdjęciu napis: "to jest Ciało moje - to jest Krew moja". Długaśna inskrypcja biegnąca w dwu wersach pod sufitem pozostała tajemnicą. Smile

Co do haftów: i krzyżykowe, i płaskie, bardzo generalnie podobne do makatek, które moja świętej pamięci Babcia miała na ścianach swojego domu w podchełmskiej wsi. Może dlatego tak mi było ciepło w tych Kostomłotach?

I jeszcze jedno zdjęcie z Kostomłotów: mała (chyba całkiem współczesna) kapliczka stojąca tuż obok cerkwi.


Gdybym miała wybrać _to_ miejsce z całej pielgrzymki-rekolekcji, padłoby na Kostomłoty. Nie umiem bardziej polecić. Smile
c.d.n


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Czw 21:30, 01 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pią 14:34, 02 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Po obiedzie pożegnaliśmy Kodeń i -zastanowiwszy się, gdzie by tu teraz - zdecydowaliśmy, że na chwilę do Jabłecznej, a zaraz potem do Leśnej Podlaskiej. Do Jabłecznej, bo szkoda nie wpaść, będąc tak blisko. Do Leśnej, bo akurat tego dnia wypadało wspomnienie MB Leśniańskiej.

Zatem, zapakowawszy się w nasze autka dwa, do Jabłecznej pojechaliśmy.

Jabłeczna to kolejna z tutejszych małych wiosek, znana głównie dlatego, że w niej - jak na samym końcu świata - przetrwał (jako jeden z kilku w Polsce) męski klasztor prawosławny. Obecnie jest tam też, zdaje się, prawosławne seminarium.

Już na bramie wjazdowej:

przywitała nas bardzo treściwa informacja o tym, gdzie jesteśmy i jak mamy się ubrać, żeby tu wejść. Wszystko się zgadzało. Pierwsze wrażenie: niesamowity porządek, wszędzie masa kwiatów.



I pierwsza cerkiew, w której widziałam piece. Zresztą cerkiew przepiękna.




Nie da się nie zauważyć, że w Jabłecznej są prawdziwi prawosławni - dumni ze swojej wiary, piękni w swojej wierności. To właśnie dla nich i dla ich przodków wszelkie możliwe unie musiały być wielkim bólem - i widzimy to na każdym kroku, czytamy w każdym słowie, rozumiemy w każdej chwili milczenia. Cóż, próbujemy przyjąć to z pokorą, zrozumieć. Jeżeli coś rani, to sam rozłam - a o niego trudno mieć pretensje do tych młodych, pełnych buty "kogucików", dwudziestokilkuletnich może, których my bolimy z pewnością tak samo jak oni nas...

Monaster (czy monastyr, jak go nazywają) nosi wezwanie świętego Onufrego - tego, który słodko niewinną niekompletnością swych szatek Smile uwiódł nas onegdaj w lubelskiej kaplicy Św. Trójcy.


Św. Onufry był pustelnikiem. Zwykle przyznaje się (także w Kościele rzymskim), że żył w samotności i umartwieniu na jakiejś egipskiej pustyni, gdzie aniołowie go (bardzo skromnie) karmili i przynosili mu Eucharystię. Tuż przez śmiercią miał go odnaleźć św. Pafnucy - Onufry był wtedy starcem okrytym tylko (sic) sięgającą ziemi śnieżnobiałą brodą - a zatem skłamał skromny autor jabłeczniańskiej ikony, zakładając Onufremu przepaskę, realizm fresków lubelskich posunął się dalej... Razz (na marginesie: lubelski fresk chrztu Pańskiego jest jedynym znanym mi nieświętokradzkim przedstawieniem nagiego Chrystusa - zresztą w najskromniejszy możliwy sposób).

Dookoła tak barwnej postaci jak św. Onufry narosło z czasem wiele legend, trudno powiedzieć ile w nich prawdy. Miał być perskim księciem, który wyrzekł się władzy i bogactwa, zawierzając wszystko i siebie całego miłości Bożej - najradykalniej jak się dało, na pustyni.

Myśląc i o tym, i o kilku odszyfrowanych słowach otwartej na cerkiewnym pulpicie modlitwy do św. Onufrego (w scsie*?), robiąc rachunek sumienia i z braku ascezy, i z miłości bliźniego (nawet jeśli "kogucika" Smile ) wsiadam do samochodu.

Smutno nam.
______________________
*scs = język starocerkiewnosłowiański

c.d.n


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Pią 19:34, 02 Paź 2009, w całości zmieniany 4 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 20:33, 03 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Z Jabłecznej do Leśnej kawał drogi. Żeby czasu nie marnować, modliliśmy się w samochodzie - trochę głośno, trochę cicho. I - rzecz niby oczywista, ale dobrze ją było zauważyć - naprawdę da się odróżnić spomiędzy czterech jadących w naszym autku nauczycielek nas dwie: mnie i drugą taką hm "przeterminowaną" (z mojego rocznika, znaczy), usiłującą się mozolnie dopukać do furty karmelu...

"Jeżeli nie widać po niej na pierwszy rzut oka, nie nadaje się" - taaaaak....
A jeżeli widać - co z tego? Razz

Leśna Podlaska. W 17 wieku wiejscy chłopcy znaleźli tutaj na gruszce (gruszy? gruszkowym drzewie? - jak to się mówi?) błyszczącą płaskorzeźbę Maryi z Dzieciątkiem - maleńką, wyrzeźbioną z kawałka czerwonawego kamienia. Tą:


Obrazek jest tak mały, że po wejściu do kościoła (bazyliki mniejszej, notabene) można go nie zauważyć, jeżeli ktoś nie wie, że trzeba go szukać w głównym ołtarzu pomiędzy aniołami:



Obrazek przeniesiono do pobliskiego kościoła, a kiedy zasłynął jako cudowny, wybudowano kościół na miejscu jego znalezienia. Teraz podobno w tym miejscu jest kapliczka (ze studnią), kościół stoi obok. Całość otacza budynek klasztoru paulinów, którzy przybyli, by zaopiekować się tym miejscem.

Ten cudowny wizerunek (to chyba lepsze słowo niż "obrazek") Matki Bożej Leśniańskiej - charakterystyczny dlatego, że Jezus siedzi "z drugiej strony" niż na większości podobnych obrazków - zrobił z Leśnej sanktuarium. Na równi z rzymskimi katolikami przybywali tu w pielgrzymkach unici - Trzynastu z Pratulina bywało tu podobno bardzo często.

Teraz bazylika w Leśnej Podlaskiej wygląda tak:



Do samej bazyliki udało się nam wejść na moment tylko (sobota - ślub za ślubem), za to w małej kapliczce - tej ze studnią, a w zasadzie... z pompą (!) odmówiliśmy sobie różaniec.

To jest ta kapliczka:

Wewnątrz malowidło pokazujące rzeźbę na gruszkowym drzewie i ściągające pielgrzymki:


Pompy nie fotografowałam. Wyglądała typowo. Razz

_______________________________________


Leśna Podlaska była ostatnim przystankiem na naszej drodze. Z ważnych wydarzeń, nim powróciliśmy: Pan Bóg nie zawiódł i zatroszczył się o stację benzynową nim skończyła się rezerwa Smile - i w ten sposób radośni (i zmęczeni) bezpiecznie dotarliśmy do domu.

Raz jeszcze - dzisiaj już po tygodniu - te pielgrzymkorekolekcje podsumowując: nawet jeśli bardzo aktywnie, nie kontemplatywnie przeżyty czas, to pozwolił mi doświadczyć przynajmniej podwójnego zachwytu. Po pierwsze, nad nieschematyczną kreatywnością Pana Boga, który kocha złodzieja i świętokradcę (i wyprowadza dobro z kradzieży), który kocha tych, co niby ni wyznaniowy pies, ni wydra (i wcale nie każe im - jak ludzie - zdecydować się wreszcie, czy wschodni są, czy zachodni, i wpasować się w większość), który kocha stu neounitów w jedynej polskiej parafijce (i jak wyżej), który kocha i tych, co stawiają piece w cerkwi, i tych, co montują pompę w kaplicy... Smile

Bo nie musi być zawsze tak samo i według schematu. Nie trzeba koniecznie ustawić się w schemacie, żeby On kochał...

Po drugie: zachwyt Kościołem. W tęczy jego piękna. Właśnie: w tęczy, nie w oddzielnych paskach (Hyalma i gradienty mi się tu przypominają Smile ).

Po kolejne, wiele innych, maleńkich zachwytów. Część próbowałam zamknąć/pokazać na zdjęciach. Inne zostaną w sercu.

___________________________________________

I jeszcze jedno: starałam się wszystkie historie opisać jak najprawdziwiej, ale nie jestem ani historykiem, ani teologiem, ani żadną kompetentną osobą. Pisałam to, co usłyszałam i zrozumiałam, na tyle, na ile pamiętam. Jeżeli ktoś mądry pokaże mi_z miłością_ , że zrobiłam gdzieś błąd, poprawię. (Ewentualne "jadowite" poprawki proszę sobie darować.)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Sob 20:41, 03 Paź 2009, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
Kodeń i okolice, wrzesień 2009
Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin