Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje -> Kraków 2010
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Kraków 2010
PostWysłany: Pią 16:42, 23 Lip 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





czyli 10 dni w karmelu, które (przynajmniej w założeniu) miały być ostatnimi długimi rekolekcjami przed (ciągle ewentualną) konsekracją.


Rekolekcje, które całkowicie wymknęły się poza obręb moich założeń. Jechałam z Lumen Gentium, Gaudium et spes, tekściorem św. Grzegorza z Nyssy i 20 rozdziałem ewangelii św. Jana. Z przyczyn pogodowych okazało się, że mózg mi wyparował - naprawdę nie dało się ani wiele czytać, ani wiele hm intelektualizować.

Tak więc tym razem rekolekcje pojechały po emocjach i praktycznym doświadczeniu wspólnoty. A więcej napiszę jak się schłodzi - i jak będą zdjęcia...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:35, 09 Sie 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta






czyli fotorelacja z karmelu.

Karmel świętego Józefa na Łobzowie - śmieszny Smile , przysadzisty, krasnoludkowaty budyneczek, w którym mieści się kościół, klasztor i plebania:


a wszystko w pięknym ogrodzie, wyplewionym pracowitymi rączkami Siostry Anny (i czasami jej pomocników):


Kościół od środka (a jednak się nie prześwietliło, wręcz za ciemne jest):



W drugiej ławce od przodu z boku podpisana uwielllbia siedzieć - z prawej strony, stojąc twarzą do ołtarza - swoją drogą, tylko ten rząd ławek widać. A to jest witraż pokazujący św. Teresę - dużą.

Zafascynowało mnie, że ona normalnie nastawia to serducho pod włócznię...

A to są drzwi prowadzące do "zewnętrznej" części ogrodu. Wiele razy stałam pod nimi, patrząc - przez szybę był jeszcze piękniejszy. Hm, może to coś znaczy?


A to najpiękniejszy kwiat z "zewnętrznego" ogrodu:


Na takim ustrojstwie wyszywa się ornaty i różne inne piękności:


A to jest pierwszy profesjonalny (no prawie) krzyżyk od piętnastu lat...


Opłakałam to wyszywanie, pamiętam. Razz

A to ja z siostrami zewnętrznymi (wewnętrzne tez parę razy widziałam, a co):



Tak, wiem, że jestem paskuda. I tak wyglądam na co dzień, jakby co. Razz

A na koniec ostatnie zdjęcie, już spoza karmelu, nad serniczkiem z musem malinowym. Rodzina orzekła, że wyglądam jak wampirzyca i że takie miny muszę chyba ćwiczyć przed lustrem po dwie godziny dziennie. przynajmniej. Ale serniczek był mniam.


Następny wpis będzie bardziej hm wewnętrznie skoncentrowany.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Pon 21:42, 09 Sie 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 16:53, 17 Sie 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Cóż mogę z perspektywy miesiąca o tych rekolekcjach napisać? Hm.

Pisałam już, że poszło po emocjach. I po małej, czarnej książeczce z 1924 roku, wydanej za jezuickim imprimatur (z tegoż roku) i tłumaczonej z francuskiego. Tytuł brzmiał "Boski Przyjaciel". Zdumiało mnie hm ciepło tej przedsoborowej książeczki - i myślałam, że - francuski niefrancuski - proboszcz z Ars to na pewno tego nie napisał. Razz

Trochę tak, jakby ktoś chciał mnie przekonać, że Bóg naprawdę jest dobry. A niektóre zdania brzmiały niemal jak u Faustyny... Nie wiem, skąd w tym twardym, przedsoborowym, bezpiecznym dla mnie - solidnie zbudowanym - świecie nagle taka miękkość.

Poryczałam sobie. Nie wiem, czy coś z tego wyniknie, a jeśli, czy będzie dobre.

Rozdrapałam przy okazji drugą - po rodzinnej - ranę, powiedzmy, "zakonną". Nie wiem, po co i jaki jest sens ruszania tego wszystkiego (pada mi poczucie bezpieczeństwa?) W ogóle - teraz dopiero, po miesiącu widzę, że po tych rekolekcjach kruszy mi się właśnie ta twarda, bezpieczna solidność. Nie wiem, jak to powiedzieć. Dotąd było sucho, twardo, bez emocji, racjonalnie (i woluntatywnie) - pewnie i bezpiecznie, i według planu. Uzgadnianego z wolą Bożą, może. Teraz jest miękka galaretka - wszystko płynie, rozciapciane, gdzie nie dotkniesz, to boli, z planów niewiele zostało. Nie wiem, czy to jest dobre.

Nie chce mi się planować, nie chce mi się martwić, że nie wyjdzie Razz , nie chce mi się nawet czuć zagrożenia z powodu utraty sztywnej pewności (konkretności?) świata. Nie wiem, może teraz kolej, by kilka następnych lat bez sensu przeryczeć w tej galaretce i tyle?

Jeśli to jest bez sensu, to i tak jest bez sensu. A jeśli to ma jakiś sens, to nie muszę go chyba widzieć.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 16:57, 17 Sie 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





I żeby nie mnożyć bytów - miesiąc później trochę o obłóczynach w karmelu.

Zaczęło się od poświęcenia habitu. Dzień wcześniej po porannej mszy. Krótki tekścik formuły modlitewnej, jeszcze krótszy komentarz - ot, taki wstępik. Głównej Zainteresowanej nie widzimy - siedzi za kratą, za zasłoniętymi drzwiami oddzielającymi kościół od chóru.

Drzwi odsłoniły się (a nie otwarły) dopiero dnia następnego. Otwarło się tylko maleńkie okienko - chyba do błogosławieństwa? - w środku drzwiowej kraty. Hihi, cieszę się, że wyczyściłam tę kratę tak ładnie ostatnio.

Cisza. W kościele, w chórze - ta sama. Za kratą klęczy jedna siostra. Czekamy.

Jedenasta. Widzę je za kratą - wchodzą do chóru, brązowe habity, białe płaszcze, w rękach świece. Welony czarne - szukam tego białego. Jest. Smile

O co prosisz? - pytają w pewnym momencie formuły obrzędu.
O Miłosierdzie Boże - odpowiada.
Mrozi mnie.

Jeszcze błogosławieństwo, oznajmienie nowego imienia - i koniec. Siostry wychodzą, zasłaniają się drzwi. I zaczyna się msza.

Potem nasza najnowsza siostra wychodzi do rodziny aż do wieczora - na kilka godzin niewielkiej imprezy - potem wróci na rok za kratę. Potem będzie wychodzić - chce przecież być siostrą zewnętrzną, do obsługi klauzury, zresztą w całkowitej od klauzury zależności.

1. 2. 3.
4.

Zdjęcia 1 i 2 pokazują najnowszą karmelitankę, która właśnie wyszła zza klauzury. Te duże drzwi z napisem KLAUZURA są głównym, acz nie jedynym przejściem do Drugiego Świata. Otaczam je ogromnym szacunkiem... Smile))

Zdjęcie 3 przedstawia hm karmelitańskie wesele Smile , czyli kawałek stołu z panną młodą i jej rodzicami. Smile

Na zdjęciu 4 - za głównymi bohaterkami widać okratowane okno rozmównicy. To jest ta słynna "krata" - hihi, ostatnio tęsknota moich dni i nocy... znowu Razz - trochę w wersji złagodzonej, bo w tej akurat rozmównicy krata jest bez brony. Bez gwoździ, znaczy. W innych kratach gwoździe sterczą w stronę "świata" - czyli moją - rozmówcy. Nie da się dotknąć, przełożyć ręki, podać czegokolwiek. Do podawania jest specjalna szufladka. Za kratą jest zasłona, chwilowo zasłonięta - to czarne coś. Kiedy siostry przychodzą rozmawiać, zasłonę zwijają. I wtedy zostaje tylko krata. Nie, tam nie ma szyby, jakby ktoś pytał. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 19:42, 29 Sie 2010, w całości zmieniany 4 razy
Zobacz profil autora
Kraków 2010
Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin