Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Permanentnie -> Adanciowa formacja (chyba) stała Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Sob 20:14, 29 Sty 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Dernhelm
Imię Eowyn, która szła na śmierć. Bo nie zależało jej na życiu. Więc chociaż umrzeć chciała chwalebnie i z honorem... Razz

Nie chodzi o to, żeby drogo sprzedać życie - nie warto. Ale paru nazguli można by po drodze rozwalić?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 19:46, 30 Sty 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Galahad Hm.

Imię Pierwszej i Jedynej, Całkowitej i Wyłącznej Miłości.
I tyle.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 21:48, 01 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Krok w tył

Marta
Podobno "pani", semantyczny dubel "adaneth". Przypadek? Smile

Imię z bierzmowania. Imię mojej małej siostry, która zginęła w wypadku - mojej osobistej patronki w Niebie.

Imię moich 15 lat, którym daleko było do dorosłości czy dojrzałości. A jednocześnie imię potwierdzenia dawno, dawno i na wieki dokonanego wyboru.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Czw 22:10, 03 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





duuużo kroków w tył.

Renata
Drugie imię z chrztu. Imię podobno wyproszone dla mnie przez mojego brata.

"Narodzona na nowo" - hm, w sumie chyba fajne imię na chrzest. Może kiedyś się spełni?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:08, 12 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Joanna

Boże mój, jakie trudne dałeś mi imię.
Jeśli imię wskazuje na naturę nazwanego - to sorry, przesadziłeś. Chyba.

Joanna, Łaska Jahwe. Tiaaa... zaiste, ciekawe. Dla kogo?

Cała moja potłuczona emocjonalność potwornie się buntuje. Jaka znowu Łaska, jeśli wszyscy świetnie by się mieli beze mnie, zapewne lepiej niż ze mną?

Psalm mówi, że "synowie są darem Pańskim", ale nawet tam o córkach nie ma mowy. Gdzieś czytałam ostatnio, że dzieci są dla rodziców "Łaską" w tym sensie, że stanowią dla nich pewną drogę zbawienia - to zresztą Paweł pisał, że kobiety będą zbawione przez rodzenie dzieci... no ale jestem drugim dzieckiem, więc kwestia "dwukrotnego zbawienia" chyba odpada, a skoro tak, no, to po co jeszcze ja, skoro do zbawienia wystarczyłby mój brat?

Wiem, okropna jestem, przewrotna, przekorna. Ale bardzo mnie to gdzieś tam głęboko boli.

No, dobra - zostawmy emocje. Rozważmy fakty. Rodzę się taka ja - przynosząc kupę bólu wszystkim dookoła (przepraszam za bezczelność, ale Jego narodzenie pogrążyło w żałobie połowę Betlejem...) i On w moich warunkach, w moich konkretach nazywa mnie Łaską Jahwe. I - do cholery - nie żartuje ze mnie przecież, nie robi sobie ze mnie jaj! Przecież On świetnie wie, co oznacza to imię, to Jego język. Razz

Mogę teoretycznie przyjąć dwie możliwości: albo On kłamie, albo ja nie mam racji. Innej możliwości nie ma. Więc jeśli Bóg nie jest kłamcą, to...

to co?

Strasznie to trudne dla mnie.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 12:14, 07 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





9. Formacja: post-pokuta-nawrócenie

Dwa dni przed Wielkim Postem.
Etap, który miał być swoistym ostatnim zakrętem - no, ale nie będzie.
Etap, na który dostałam cudowny[link widoczny dla zalogowanych] (przewiń w dół!)

Post. Myślę nad techniką: zabierz sobie coś, a zaoszczędzony czas przeznacz na modlitwę, podczas gdy zaoszczędzone pieniądze daj ubogim. Pierwsze jest proste: wyłącz internet, włącz modlitwę. Drugie też by było proste, gdyby chodziło o wyjęcie dwustu złotych i umieszczenie ich w puszce Caritasu. Razz Paradoksalnie - myślę, że będzie trudniej odłożyć co dzień pięć złotych niewydanych na przyjemności - nawet jeśli na te same dwie stówy wyjdzie, o ileż będzie konkretniej. Razz Pokuta?

I nawrócenie. Mam straszny bałagan w sercu teraz. Moje serce wrzeszczy NIE - zbuntowana jestem potwornie... Mogę próbować to pacyfikować, udawać, że wszystko ok - ale naprawdę jestem strasznie zbuntowana. I zdezorientowana.

Tak wchodzę w Wielki Post. W czas, który miał być taki szczęśliwy.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:40, 12 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Post jest reakcją na sytuację "bez Oblubieńca".
Post jest czynieniem dobra. Wystukiwaniem dobrych uczynków.

Wniosek: dopadły ciemności i Jego "nie ma"? To do roboty. Razz

Tekst o kuszeniu Jezusa Mt 4,1-11 - sztandarowy tekst katechezy, trzy "główne" pokusy ciała, pieniędzy i władzy... im, mówią, przeciwdziałają post, jałmużna i modlitwa.

Ciało. Wygoda. Przyjemności. Nieuporządkowany seks. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.
Pieniądze. Konsumpcjonizm. Kult posiadania. Kult zakupów.
I władza. Chęć rządzenia - nawet Bogiem. Decydowania o własnym życiu. Manipulowania ludźmi - i tak, Bogiem też - żeby spełniała się moja wola, moje plany.

Myślę, że z tych trzech pokus najbliższa mi ta trzecia. Sad
Myślę, że chęć rządzenia (kontroli) wypływa w prostej linii z braku wiary, zaufania, że Bóg się o mnie zatroszczy lepiej niż ja sama.

Chciałabym mieć wiarę. Chciałabym wierzyć, że On _naprawdę_ mnie kocha i _naprawdę_ się mną interesuje, zajmuje, w razie czego obroni.
Chciałabym wierzyć, że On _naprawdę_ mnie odkupił, zapłacił sobą za wszystkie moje grzechy i wcale nie jest o to na mnie zły...

Dużo łatwiej byłoby mi wierzyć, że umarł, odkupił - no, dobra - a potem zmartwychwstał i wrzasnął: a teraz daj mi wreszcie święty spokój i żebym cię na oczy więcej nie widział, MAM CIĘ DOŚĆ. Razz I wtedy moje życie byłoby logiczne: no, On mnie nie chce i tyle.

A tak? Straszna jest kosmiczność tej wiary, że On mnie odkupił i dalej mnie kocha - w tym życiu jakie mam... trochę tak, jak karmić dziecko chlebem ze smalcem i wmawiać mu, że to czekolada. Trzeba fantastycznej mocy wiary, żeby zanegować rzeczywistość...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 17:50, 20 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta








Jasna Góra, 16 marca AD 2011, godz. 15.15 - ponowienie ślubów prywatnych. Smile

Ta obrączka jest znakiem JEGO miłości i wierności.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 16:10, 23 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Teksty liturgiczne Wielkiego Postu są rozważane, ino nie mam poezji, żeby to zapisywać. Razz
Idąc dalej:
[link widoczny dla zalogowanych], fragmenty
Co to są skrutinia? (nieneokatechumanealne, żeby nie było) Razz
Ks. Piotr Greger

W czasach starożytności chrześcijańskiej, okres Wielkiego Postu (oprócz charakteru pokutnego) stanowił etap bezpośredniego przygotowania katechumenów do przyjęcia sakramentu chrztu świętego, którego udzielano podczas celebracji Wigilii Paschalnej. Każdego kandydata Pan Bóg wspomagał na jego drodze prowadzącej do inicjacji chrześcijańskiej, czego dowodem były ówczesne obrzędy egzorcyzmów oraz tzw. skrutinium. Świadectwa IV stulecia potwierdzają obecność w Kościele rzymskim trzech wielkich, publicznych i uroczystych skrutiniów. Zazwyczaj miały one miejsce w III, IV i V niedzielę Wielkiego Postu. Były to zebrania, na których cała gmina chrześcijańska modliła się za katechumenów, wspomagając ich w duchowej walce na drodze do pełnego nawrócenia. Odpowiednie teksty biblijne, modlitwy oraz obrzędy stanowiły znaki Bożego działania przez pośrednictwo Kościoła w odniesieniu do kandydatów. Wyrażano w ten sposób pragnienie ukazania głębokiej prawdy teologicznej, że na tej drodze sam Bóg wspiera kandydatów, bada ich wnętrze, poddaje próbie, doświadcza i oczyszcza swoją mocą, by mogli dojść ku pełni nawrócenia serca w sakramentalnym akcie chrztu świętego. Charakter tych spotkań wskazuje na ich terminologię (łac. scrutor oznacza: badam, doświadczam, próbuję).

Skrutinium jest ze swej natury obrzędem pokutnym, poprzez który Bóg dosięga człowieka w jego drodze nawrócenia. Sam fakt powtarzania skrutiniów wskazuje na dynamiczny i progresywny charakter postawy pokutnej człowieka, obejmującej całe jego życie. Skrutinia były więc dla katechumenów swoistego rodzaju wprowadzeniem w obszar chrześcijańskiej pokuty. Jednocześnie skrutinium stanowi obrzęd ujawniający Boże wybranie i wezwanie do życia mocą wiary. Jest to więc wydarzenie zbawcze, dzięki któremu ludzie włączają się w historię zbawienia mocą misterium odkupienia Chrystusa. Zwycięstwo zła i zrodzenie do łaski wskazuje też na eschatologiczny walor skrutiniów. Ich struktura ujawnia sąd dokonujący się nad człowiekiem, ale jednocześnie zapowiada pełnię zbawienia dokonanego w Chrystusie. Ten eschatologiczny sąd już się uobecnia, a polega na nieustannym wychodzeniu z ciemności i zbliżaniu się do światła.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 16:51, 23 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Traktaty o Ewangelii św. Jana (św. Augustyn) > Traktat 15 napisał:
6. "Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny." Tu zaczynają się misteria. Nie bez powodu Jezus jest zmęczony - nie bez powodu podlega zmęczeniu moc Boża, nie bez powodu zmęczony jest Ten, który pokrzepia zmęczonych, nie bez powodu zmęczony jest Ten, którego nieobecność nas męczy, a obecność pokrzepia. A jednak Jezus jest zmęczony, zmęczony drogą. Usiadł - i to usiadł przy studni, a było około godziny szóstej, gdy, będąc zmęczony, usiadł. Wszystkie te okoliczności na coś wskazują, mają coś przekazać, pobudzają nas i zachęcają, byśmy pukali do drzwi. Niech drzwi otworzy nam i wam Ten sam, który zechciał zachęcać nas słowami: kołaczcie, a otworzą wam".

To dla ciebie Jezus zmęczył się drogą.

Wiemy, że Jezus jest mocą, widzimy, że Jezus jest słaby. Znamy Go mocnym i słabym. Mocnym, bo "na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga." Widzisz, jaką moc ma Syn Boży? "Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało" - i to stało się bez jakiegokolwiek wysiłku. Cóż może mieć większą moc niż Ten, przez którego wszystko zostało stworzone bez żadnego wysiłku? Jego to widzisz słabym? "Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas." Mocą Chrystusa zostałeś stworzony, słabość Chrystusa stwarza cię na nowo. Moc Chrystusa powołała do istnienia to, co wcześniej nie istniało. Słabość Chrystusa sprawiła, że to, co istnieje, nie zginęło. Ukształtował nas swoją mocą, odnalazł nas przez swą słabość.

7. Będąc zatem słabym, troszczy się o słabych, jak kwoka o pisklęta - sam bowiem przyrównał się do kwoki: "Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście."(Mt 23,37). Zobaczcie, bracia: jak kwoka staje się słaba dla swych piskląt. Żaden inny ptak, mając młode, nie zachowuje się w ten sposób i tak otwarcie. Widzimy, jak budują gniazda wróble, patrzymy na jaskółki, bociany, gołębice - zawsze budują gniazda, lecz nie widzimy, jak wypełniają swe rodzicielskie obowiązki poza gniazdem. Kwoka zaś staje się tak słaba mając pisklęta, że widząc ją nawet wtedy, kiedy młode nie idą za nią, kiedy nie widzisz piskląt, od razu wiesz, że ma pisklęta. Idzie z opadłymi skrzydłami, piórami w nieładzie, głos ma ochrypły, a całe ciało tak wychudzone i zmizerniałe, że - jak powiedziałem - nawet nie widząc piskląt wiesz, że ma młode.

W ten sam sposób i Jezus stał się słabym, zmęczonym drogą. Jego drogą było Wcielenie, ciało, które dla nas przyjął. Jakże inaczej mógłby przebyć drogę Ten, który jest wszechobecny, a nie ma miejsca, gdzie by Go nie było? Dokąd i skąd może On iść, jeśli nie do nas, jeśli nie przyjmie cielesnej, widzialnej postaci? A zatem tak, jak raczył do nas przyjść, przyjąć postać sługi w ciele - tak Wcielenie jest Jego drogą. "Zmęczony drogą". W czymże innym jak w ciele? Jezus był słaby ciałem, lecz my nie ulegajmy słabości - w Jego słabości bądźmy mocni, gdyż "to, co u Boga jest słabe, przewyższa mocą ludzi".

8. I obraz podobny: oto Adam, typ Tego, który miał nadejść, wskazuje nam wspaniale na tę samą tajemnicę, czy może w Adamie tę tajemnicę wskazuje Bóg. Adam bowiem został uznany za godnego, by otrzymać żonę, w czasie snu - a żona stworzona została z Adamowego żebra. Podobnie z Chrystusa, który zasnął na krzyżu, zrodził się Kościół - dokładnie tak: z Jego boku, w czasie Jego snu - z Jego boku przebitego włócznią, gdy wisiał na krzyżu, wypłynęły sakramenty Kościoła. Lecz czemu mówię o tym, bracia? Ponieważ słabość Chrystusa czyni nas mocnymi. To samo widoczne jest we wcześniejszym przykładzie Adama. Bóg mógł wziąć ciało z mężczyzny i uczynić z niego kobietę - i wydaje się, że byłoby to bardziej odpowiednie, gdyż tworzył płeć słabszą, a słabość z ciała raczej niż z kości powinna być utworzoną, jako że kość silniejsza jest od ciała. A Bóg nie wziął ciała, by stworzyć kobietę, wziął kość. Z tej kości stworzył kobietę, a miejsce po kości zapełnił ciałem. Mógł wypełnić je kością, mógł zamiast żebra do stworzenia kobiety wziąć ciało. Cóż więc znaczy to wszystko? Kobieta, wydaje się, uczyniona została silną, z żebra. Adam, wydaje się, stał się słaby, od ciała, które otrzymał w miejsce kości. Podobnie jest z Chrystusem i Kościołem: Jego słabość jest naszą mocą.

9. Czemu o szóstej godzinie? Bo jest to szósta era świata. W ewangelii licz każdą erę jako godzinę. Pierwsza od Adama do Noego. Druga od Noego do Abrahama. Trzecia od Abrahama do Dawida. Czwarta od Dawida do przesiedlenia babilońskiego. Piąta od przesiedlenia babilońskiego do chrztu Janowego. Tu rozgrywa się era szósta. Dziwisz się? Jezus przyszedł, uniżywszy siebie, przyszedł do studni. Przyszedł zmęczony, gdyż nosił słabe ciało. O szóstej godzinie, bo była to szósta era świata. Przyszedł do studni, bo zstąpił w głębokości naszego istnienia. Dlatego mówi psalm: "z głębokości wołałem do Ciebie, Panie". I - mówię - usiadł Jezus, ponieważ uniżył siebie.

10. "Nadeszła tam kobieta." Nie znamy jej jeszcze jako figury Kościoła, lecz wnet ją rozpoznamy: to jest bowiem tematem rozmowy. Przychodzi więc, nie znając Go, i odnajduje Go, a On nawiązuje z nią rozmowę. Zobaczmy, czego dotyczy i jak się zaczyna. "Nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody." Samarytanie nie należeli do narodu wybranego, byli obcy, choć zamieszkiwali sąsiednie ziemie. Wyjaśnianie pochodzenia Samarytan zabrałoby wiele czasu, a rozprawa ta nie pomieściłaby niezbędnych wywodów, pozostawmy je więc bez słowa. Wystarczy, że powiemy, iż Samarytanie traktowani byli jako obcy. Abyście zaś nie myśleli, że nie mówię prawdy i zbyt śmiało wydaję opinie, posłuchajcie samego Jezusa, gdy mówił o Samarytaninie, którego uleczył z trądu, jednego z dziesięciu, co powrócił, by Mu podziękować: "czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec." (Łk 17,17) Jest znaczące dla całości obrazu, że ta kobieta, typ Kościoła, pochodzi z narodu obcego. Kościół zrodzi się z pogan, narodów obcych Żydom. Usłyszmy więc w tej kobiecie siebie, zobaczmy w niej nas samych, w niej dziękujmy za siebie samych Bogu. Ona była figurą, nie rzeczywistością - ona ukazała w sobie figurę, która potem stała się rzeczywistością. Ona uwierzyła bowiem Temu, który uczynił ją znakiem dla nas. "Przyszła zaczerpnąć wody", po prostu przyszła po wodę, jak to czynią ludzie, mężczyźni i kobiety.

11. "Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem." Widzisz więc: byli sobie obcy, a Żydzi nie używali nawet wspólnych naczyń z Samarytanami. Kobieta przyniosła ze sobą czerpak i zdumiała się, że Żyd prosi ją o wodę - co nie było w zwyczaju Żydów. Lecz Ten, który prosił o wodę, pragnął wiary spotkanej kobiety.

12. Posłuchaj dalej: kim jest Ten, który prosi o wodę? "Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: "Daj Mi się napić" - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej»". Prosi o wodę i obiecuje wodę. Prosi, jak gdyby miał otrzymać, lecz posiada ją w obfitości, jakby miał nią obdarować do nasycenia. "Gdybyś znała - mówi - dar Boży". Darem Bożym jest Duch Święty. Lecz Jezus na razie przemawia do kobiety ostrożnie, powoli wchodząc w jej serce. Może właśnie ją naucza - cóż słodszego i milszego nad tę zachętę? "Gdybyś znała dar Boży..." - tak trzyma ją w niepewności. Woda nazywana zwykle żywą tryska ze źródła, woda stojąca w kałużach czy cysternach nie jest żywa wodą, a nawet woda pochodząca ze źródła, lecz zebrana w jakimś miejscu, gdy jest oddzielona od źródła, nie nazywa się woda żywą: ta woda jest żywa, którą czerpie się, gdy ze źródła wypływa. Taka woda była w studni. Czemu więc Jezus prosi o to samo, co obiecuje dać?

13. Kobieta więc, nie rozumiejąc, mówi Mu: "Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka." Zobacz, jak zrozumiała słowa o wodzie żywej: po prostu jako słowa o wodzie ze źródła. "Ty chcesz mi dać wody żywej, a ja mam czerpak - Ty czerpaka nie masz. Woda żywa jest w studni: jakże więc mi jej dasz?" Coś tam zrozumiała, jednak na sposób cielesny - zaczyna już w pewnym sensie kołatać, by Pan otworzył to, co jest zamknięte. Kołacze jednak, nie rozumiejąc, nie wiedząc, o co prosi - otrzymuje na razie zmiłowanie, nie pouczenie.

14. Mówi Pan zatem nieco jaśniej o wodzie żywej. Powiedziała kobieta: "Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?" Nie możesz dać mi wody ze studni, bo nie masz czerpaka - może więc obiecujesz inną studnię? Czy możesz być większy niż nasz ojciec, który wykopał tę studnię i używał jej dla siebie i swoich?

I teraz niech wyjaśni Pan, co nazywa woda żywą: "W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu»." Teraz powiedział bardziej otwarcie: "stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Kto pije tę wodę, nie będzie pragnął na wieki". Cóż oczywistszego, że nie obiecuje widzialnej wody, lecz niewidzialną? Cóż oczywistszego, że nie mówi o sprawach ciała, lecz ducha?

15. Kobieta jednak pozostaje myślą przy sprawach ciała. Zachwyca ją myśl, że nie będzie więcej odczuwać pragnienia i wydaje się jej, że to właśnie obiecuje jej Pan, w sensie fizycznym - co zresztą naprawdę się wydarzy po zmartwychwstaniu umarłych. A ona chce teraz. Bóg faktycznie sprawił pewnego razu, że sługa Jego Eliasz przez czterdzieści dni nie odczuwał głodu ani pragnienia. Nie mógłby więc sprawić tego na zawsze, skoro potrafił uczynić to na czterdzieści dni? Pragnęła tego kobieta, by nie odczuwać potrzeby i nie podejmować trudu. Jej codziennym trudem było przychodzenie tutaj, do studni, podejmowanie ciężaru, który miał zaspokoić jej potrzeby, a kiedy wykorzystała już to, co przyniosła, musiała wracać do studni, ponieważ musiała zaspakajać potrzebę pragnienia, a nie mogła go ugasić. Dar, jaki obiecał Jezus, zachwycił ją, prosi więc o dar żywej wody.

16. Nie zapominajmy jednak, że Pan, obiecując, mówił o rzeczywistości ducha. Cóż oznacza, że "kto będzie pił tę wodę, nie będzie pragnął na wieki"? To prawda o wodzie żywej, prawda o tym, co żywa woda oznacza. Woda w studni daje radość światu ciemnych głębin, ludzie czerpią ją stamtąd naczyniami pożądliwości. Nachylają się, pozwalając, by pożądliwość dobyła wody z głębin studni, i cieszą się, że naczynie się napełnia, lecz pierwsza jest pożądliwość. Ten, kto wpierw nie pożąda, nie może się rozradować.

Przyjmijmy, że pożądliwość jest czerpakiem, a radość wodą z głębin studni. Kto ma radości tego świata, ma pokarm, napój, kąpiele, przedstawienia, romanse - czyż możliwe, by taki nie pragnął na wieki? A Jezus mówi: "Kto będzie pił tę wodę, nie zapragnie na wieki". "Nasycą nas dobra Twojego domu". Jakąż więc On da wodę prócz tej, o której mówi psalm: "w Tobie jest źródło życia"? Jakże mają pragnąć, którzy "sycą się tłuszczem Twojego domu, poisz ich potokiem Twoich rozkoszy"?

17. Obiecuje więc pewność nasycenia i obfitość pełni Ducha Świętego - lecz kobieta jeszcze nie rozumie. Jakże Mu odpowiedziała? Mówi: "Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać". Potrzeba zmuszała ją do pracy, a słabość błagała o uwolnienie od trudu. O, gdyby usłyszała wezwanie: "przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię" (Mt 11,28 ). I mówi jej Jezus to właśnie, że nie musi już więcej się trudzić - a ona jeszcze nie rozumie.

18. W końcu, chcąc, by zrozumiała, "On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!»" Co znaczy: zawołaj męża? Czy chciał dać jej wody poprzez jej męża? Czy może, ponieważ nie rozumiała, chciał ją pouczyć przez jej męża? Może, jak Apostoł naucza o kobietach, "jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów"? Lecz Apostoł mówił o sytuacji, w której Jezus nie był osobiście obecny, by nauczać, a chodziło, krótko mówiąc, o kobiety, którym Apostoł zabronił przemawiać w Kościele. (1Kor 14,34). Tutaj Pan był obecny na wyciągnięcie ręki, osobiście przemawiał do niej, czemuż miałby chcieć mówić do niej przez męża? Czy zwracał się do męża, przemawiając do Marii, gdy siedziała u Jego stóp i słuchała Jego słowa, podczas gdy Marta zajęta była posługiwaniem i obruszała się na szczęśliwość siostry? (Łk 10, 40).

A zatem, bracia, posłuchajmy i rozumiejmy, co mówi Pan do kobiety: "zawołaj męża", gdyż może zwraca się On tymi samymi słowami do naszej duszy. "Zawołaj męża." Sprawdźmy: kto jest mężem duszy? Czyż nie sam Jezus, czy nie On jest prawdziwym Oblubieńcem dusz? Niech będzie nam dane zrozumienie, gdyż będziemy omawiać teraz sprawy trudne do zrozumienia i trzeba nam słuchać z uwagą: niech będzie nam zatem dane zrozumienie, byśmy pojęli - i może zrozumienie okaże się mężem naszej duszy.

19. Jezus więc, widząc, że kobieta nie rozumie, i pragnąc, by zrozumiała, mówi: "zawołaj męża" - dlatego, że nie wiesz, o czym mówię, dlatego, że nie ma u ciebie zrozumienia, bo mówię o sprawach Ducha, a ty słyszysz sprawy ciała. To, o czym mówię, nie odnosi się do radości słuchu, wzroku, węchu, smaku czy dotyku - można to przyjąć tylko umysłem, tylko zrozumieniem, a zrozumienia nie masz, jakże mogłabyś przyjąć to, o czym mówię? Zawołaj więc męża, czyli przywołaj swe zrozumienie.

Czym jest dla ciebie, że masz duszę? To niewiele. Zwierzę też ma duszę. W czym większa jesteś niż zwierzę? W tym, że masz zrozumienie, którego zwierzę nie ma. Co oznacza: zawołaj męża? Nie rozumiesz Mnie, nie pojmujesz: mówię o darze Boga, a ty myślisz o sprawach ciała, nie chcesz czuć pragnienia ciała. Ja mówię o duchu, a ty nie masz zrozumienia. Zawołaj męża. "Nie bądź jak nie bądź jak muł i koń bez rozumu".

A zatem, bracia, mieć duszę, a nie mieć zrozumienia, czyli nie korzystać z rozumu, nie żyć zgodnie z rozumem, znaczy prowadzić życie zwierzęcia. Mamy bowiem wiele wspólnego ze zwierzętami, żyjąc w ciele, lecz musimy rządzić się rozumem. Poruszenia duszy, które idą za skłonnościami ciała i chcą bez przeszkód biec ku rozkoszom ciała, rządzone są rozumem. Cóż trzeba nam nazwać mężem - to, co rządzi, czy to, co jest rządzone? Bez wątpienia, w życiu dobrze uporządkowanym rozum rządzi duszą, gdyż rozum należy do duszy. Zrozumienie nie jest bowiem czymś odrębnym od duszy, lecz do niej przynależy, podobnie jak oko nie jest odrębne od ciała, lecz jest jego częścią. Oko, należąc do ciała, samo jedno raduje się światłem, a całe ciało, nawet zanurzone w świetle, nie potrafi go odebrać - jedno tylko oko potrafi zanurzyć się w świetle i radować się światłem. Podobnie w duszy mamy część zwaną zrozumieniem. Rozum, umysł należy do duszy - jego to oświeca światło z wysoka. Światłem z wysoka, oświecającym umysł ludzki, jest Bóg, bo "była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi". Tym światłem jest Chrystus, to Światło mówiło z kobietą: ona jednak nie miała zdolności rozumienia, by mogło oświecić ją światło - by mogła nie tylko zanurzyć się w świetle, lecz światłem się rozradować.

Dlatego rzekł Pan: zawołaj męża. Jak gdyby mówił: chcę cię oświecić, ale nie ma tutaj tego, którego mogę oświecić. Przyprowadź tu swoje zrozumienie, byś mogła przyjąć naukę, by rozum tobą kierował. Tak więc przyjmijmy, że dusza pozbawiona rozumu jest jak kobieta, a rozum jest jak jej mąż, choć mąż ten nie kieruje żoną dobrze, jeśli nie podlega wyższej władzy. "Głową kobiety jest mężczyzna, a głową mężczyzny jest Chrystus". (1 Kor 11,3)

Ten, który jest głową mężczyzny, rozmawia z kobietą, a mężczyzny tu nie ma, dlatego mówi Pan: przyprowadź tu swoją głowę, by on mógł przyjąć swoją głowę. Mówi: "zawołaj męża i przyjdź". Bądź tutaj, bądź obecna, bo teraz ciebie tutaj nie ma, jeśli nie rozumiesz głosu obecnej tu Prawdy. Bądź obecna, ale nie sama: bądź tu wraz z mężem.

20. A ponieważ mąż jeszcze nie przybył, kobieta dalej nie rozumie, wciąż myśli o sprawach ciała. "Nie mam - mówi - męża." I dalej mówi Pan o tajemnicach. Można się domyślać, że ta kobieta naprawdę w tym czasie nie miała męża, lecz żyła z innym mężczyzną, nie z tym, którego według prawa zaślubiła, z kochankiem raczej niż z mężem. I mówi do niej Pan: "Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża".

Jakże więc mówił: zawołaj męża?

Słyszymy, że wiedział Pan, że ona nie ma męża. Mogła pomyśleć kobieta: Pan powiedział "dobrze powiedziałaś, że nie masz męża", ponieważ dowiedział się o tym od niej samej, a nie dlatego, że sam wiedział o tym wcześniej Boską mocą - słuchaj, powie ci teraz coś, czego Mu nie powiedziałaś: "Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą".

21. I raz jeszcze przynagla nas, byśmy rozważyli, czym jest tych pięciu mężów. Wielu sądziło, co wcale nie jest absurdem, że pięciu mężów tej kobiety oznacza Pięcioksiąg Mojżesza. Samarytanie uznawali te księgi i podlegali Prawu, na jego mocy mieli obrzezanie. No ale potem następują trudne słowa: "ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem."

Wydaje się, że pięcioma mężami może być pięć zmysłów ciała - to one są pięcioma byłymi mężami duszy. Gdy rodzi się człowiek, zanim nabędzie umiejętność posługiwania się umysłem i rozumem, rządzą nim zmysły ciała. Dusza małego dziecka dąży do spraw, które słyszy, widzi, czuje powonieniem, smakiem i dotykiem, i podobnych rzeczy unika. Poszukuje tego, co uspokaja pięć zmysłów, unika zaś tego, co zmysły rani. Na początku zatem dusza żyje pod kierownictwem pięciu zmysłów, niby pięciu mężów, bo to one kierują duszą. Czemu nazywam je mężami? Bo są prawowite i dobre, stworzone przez Boga, są darem Bożym dla duszy.

Dusza rządzona pięcioma zmysłami jest jeszcze słaba i podlega im, lecz gdy dojdzie do lat używania rozumu, jeśli opanuje siebie przez szlachetną dyscyplinę i naukę mądrości, tych pięciu mężów znajduje następcę co do władzy - kolejnego prawowitego, dobrego męża, lepszego niż one, rządzącego lepiej i na wieki, kształtującego duszę i pouczającego ją ku wieczności. Pięć zmysłów nie rządzi nami na wieczność, lecz tylko w sprawach doczesności, w rzeczach doczesnych, których mamy poszukiwać lub unikać. Gdy przychodzi zrozumienie, nasycone mądrością, przejmuje władzę nad duszą i człowiek wie wtedy więcej niż jak nie wpaść do jamy i iść po równej drodze - to pokazują duszy oczy nawet w latach słabości - niż jak dać się oczarować muzyce, a odrzucać twarde dźwięki, jak zachwycać się pięknymi zapachami a umykać od brzydkich, jak dać się uwieść słodyczy, a smucić goryczą, jak dać się tulić miękkości, a unikać zranień twardością. Te wszystkie rzeczy są duszy konieczne w latach słabości.

Jakże więc wykorzystać rządzenie się rozumem? Nie do tego, by odróżniać biel od czerni, lecz sprawiedliwość od niesprawiedliwości, dobro od zła, zysk od straty, czystość od nieczystości, by jedne miłować, drugie nienawidzić, by jedne przyjmować, drugie odrzucać.

22. Ten mąż nie przejął jeszcze władzy nad duszą kobiety - a gdzie nie ma rozumu jako następcy zmysłów, tam panoszą się błędy. Gdy dusza już jest zdolna do używania rozumu, to albo rozum nią rządzi, albo błąd. Błąd jednak nie rządzi, tylko niszczy. A zatem po ustaniu panowania zmysłów kobieta miota się, kierowana błędem. Błąd nie jest jej prawowitym mężem, lecz kochankiem. Dlatego mówi jej Pan: "Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów". Najpierw rządziło tobą pięć zmysłów, potem doszłaś do wieku używania rozumu, lecz nie nabyłaś mądrości, lecz popadłaś w błędy. Zatem po pięciu mężach "ten, którego teraz masz, nie jest twoim mężem". A jeśli nie jest mężem, jest tylko kochankiem. Zawołaj więc nie kochanka, lecz męża, byś mogła przyjąć Mnie rozumem, nie poprzez błąd, przez który masz o mnie złe pojęcie.

Kobieta bowiem cały czas tkwiła w błędzie, myśląc o wodzie, gdy Pan mówił o Duchu Świętym. Błądziła, gdyż miała kochanka, nie męża. Odrzuć zatem kochanka, który cię niszczy i idź, zawołaj męża, byś mogła zrozumieć.

23. "Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem." Mąż zaczyna powracać, lecz nie powrócił jeszcze całkowicie. Zaliczyła Pana do proroków, i rzeczywiście Pan był prorokiem - sam mówił o sobie: "nigdzie nie jest prorok tak lekceważony, tylko we własnej ojczyźnie" (Łk 4,24). I o Nim powiedziano Mojżeszowi: "Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty" (Pwt 18,18 ). Podobnego, zaprawdę, w postaci cielesnej, lecz nie w chwale majestatu. A jednak nazywamy Jezusa prorokiem, dlatego kobieta nie mija się z prawdą. "Widzę" - mówi - "że jesteś prorokiem". Zaczyna przywoływać męża i odcinać się od kochanka.

Zaczyna pytać o sprawę, która ją niepokoi. Istniał spór pomiędzy Samarytanami a Żydami, bo Żydzi oddawali cześć Bogu w świątyni zbudowanej przez Salomona, a Samarytanie, mieszkający daleko od świątyni, nie tam czcili Boga. Z tego powodu Żydzi oddający Bogu cześć w świątyni chlubili się, że są lepsi niż Samarytanie. "Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami", ci drudzy mówią pierwszym: jakże to chlubicie się, twierdząc, że jesteście lepsi od nas tylko dlatego, że macie świątynię, której my nie mamy? Czy nasi ojcowie, mili Bogu, chodzili do świątyni? Czyż nie oddawali Bogu czci na górach tak, jak my? A zatem my robimy lepiej, modląc się do Boga w górach, tak jak modlili się nasi ojcowie.

Oba narody tak samo były nierozumne, oba nie miały męża: spierały się między sobą gorąco, jedni broniąc świątyni, drudzy broniąc gór.

24. Jakże więc pouczy Pan kobietę, gdy zaczyna do niej powracać mąż? Mówi kobieta: "Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga" Odpowiedział Jezus: "Wierz Mi, kobieto".

Nadejdzie bowiem Kościół, o tym mówi Pieśń nas pieśniami, nadejdzie, przejdzie od początku wiary. Nadejdzie po to, by przejść, a nie może przejść, jeśli nie zacznie od początku wiary.

I słusznie słyszy teraz, gdy mąż jest już obecny: wierz mi, kobieto. Teraz, gdy mąż jest przy tobie, jest już w tobie to, w co możesz uwierzyć. Zaistniało zrozumienie, gdy nazwałaś Mnie prorokiem. Wierz Mi, kobieto. Jeśli nie uwierzysz, nie zrozumiesz. A zatem "Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina..." Kiedy nadejdzie ta godzina? "..owszem już jest..." Jaka godzina? Czego? "...kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie" - więc nie w górach, nie w świątyni, lecz w duchu i prawdzie. "Takich to czcicieli chce mieć Ojciec."

Dlaczego Ojciec pragnie mieć takich czcicieli, którzy oddawaliby Mu cześć nie na górze, nie w świątyni, lecz w duchu i prawdzie? "Bóg jest duchem". Gdyby Bóg był cielesny, byłoby właściwe, aby oddawać Mu cześć na górze, góra bowiem jest cielesna. Byłoby właściwe oddawać Mu cześć w świątyni, świątynia bowiem jest cielesna. "Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie."

25. Słyszeliśmy to jasno: oto wyszliśmy poza pewną rzeczywistość, zostaliśmy odesłani do rzeczy wewnętrznych. Mówiłeś: gdybym odnalazł wysoką, samotną górę! Myślałeś, że Bóg, będąc na wysokościach, usłyszy cię łatwiej z wysokiego miejsca. Wchodząc na górę wyobrażałeś sobie, że zbliżasz się do Boga, że usłyszy cię prędko, gdy będziesz wołał z miejsca, które jest blisko Niego. Tak, On mieszka na wysokościach, lecz zważa na poniżonych. "Pan jest blisko" - kogo? Tych, co są wysoko? "Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu".

Oto cudowna nowina: On mieszka na wysokości, a mimo to bliski jest poniżonym. "Pan jest wzniosły i patrzy łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka." Z daleka widzi pyszałka - i tym bardziej się od niego oddala, im bardziej człowiek pyszny się wywyższa. Szukasz zatem góry? Zejdź z niej raczej, byś stanął bliżej Boga. Chcesz zajść wysoko? Podążaj wzwyż, lecz nie szukaj góry. Wyżyny - mówi - są w sercu, w dolinie łez. Dolina oznacza pokorę. czyń zatem wszystko w sercu - nawet jeśli szukasz miejsca wzniesionego, miejsca świętego, uczyń siebie samego świątynią Boga w obecnym czasie. "świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście". (1 Kor 3,17) Chcesz modlić się w świątyni? Módl się w swym sercu. Lecz stań się najpierw świątynią Boga, gdyż On w świątyni wysłuchuje modlitw proszącego.

26. "Nadchodzi godzina, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów." Wielką godność przypisał Żydom, lecz nie zrozum źle: nie poparł Żydów w sporze. Zrozum, to tak, jak z budowlą: jedna ściana łączy się z drugą, a by mogły się połączyć, opierają się na kamieniu węgielnym, którym jest Chrystus. Jedną ścianą są Żydzi, drugą poganie - nie połączą się dwie ściany bez Węgła. Obcy są przybyszami, nie są włączeni w przymierze z Bogiem (Ef 2,11-22). Zgodnie z tym powiedział: "My czcimy to, co znamy". Mówią te słowa Żydzi, lecz nie wszyscy: nie ci, którzy zostaną odrzuceni, lecz tacy, z których byli apostołowie i ci święci, co sprzedawali wszystkie swe dobra i pieniądze składali u stóp apostołów. "Nie odrzucił Bóg swego ludu, który wybrał przed wiekami." (Rz 11,2)

27. Usłyszała to kobieta i przeszła dalej. Wcześniej już nazwała Go prorokiem - widzi teraz, że Ten, z którym rozmawia, mówi słowa, jakie jeszcze bardziej przystoją prorokowi, i cóż ona na to? Zobacz: "Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko." Cóż to oznacza? Ona mówi: oto teraz Żydzi radują się świątynią, my górą, a kiedy On przyjdzie, odrzuci górę i zburzy świątynię, On pouczy nas o wszystkim i może wtedy będziemy wiedzieli, jak czcić Boga w duchu i prawdzie. Wiedziała, kto mógłby ją pouczyć, lecz nie rozpoznała jeszcze Tego, który ją pouczał. Lecz teraz już była godna, by Go rozpoznać. Mesjasz oznacza Pomazańca, po grecku Chrystusa, po hebrajsku Mesjasza, stąd też w językach punickich Messe oznacza "namaścić". Języki hebrajski, punicki i syryjski są ze sobą powiązane i używa się ich na sąsiadujących ziemiach.

28. A zatem "rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię." Oto kobieta zawołała męża, uczyniła go głowa kobiety, a Chrystusa głową mężczyzny. Oto kobieta utwierdziła się w wierze i jest dobrze kierowana, wie, jak dobrze żyć. I oto słyszy: "Jestem Nim Ja, który z tobą mówię." Cóż jeszcze mogła powiedzieć kobieta, gdy Pan Jezus zechciał objawić jej siebie, gdy powiedział jej "wierz Mi"?

29. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą." Dziwili się, że Ten, który przyszedł odszukać to, co zginęło, odszukał zagubioną. Dziwili się, widząc dobro, nie podejrzewając zła. "Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz?"

30. "Kobieta zaś zostawiła swój dzban". Usłyszawszy, że Ten, który z nią mówi, jest Mesjaszem, przyjąwszy Chrystusa Pana do serca, cóż innego mogła uczynić? Zostawiła dzban i pobiegła głosić ewangelię. Odrzuciła pożądliwość, pospieszyła głosić prawdę. Niech uczą się od niej głosiciele Słowa, niech porzucą swe dzbany przy studni. Pamiętacie, co mówiłem o czerpakach: naczyniach do nabierania wody, które po grecku nazywają się hydria, bo woda to po grecku hydor - podobnie po łacinie naczynie do czerpania wody powinno zwać się "aquarium". A zatem kobieta odrzuciła dzban, bo nie miała używać go więcej, był już teraz dla niej tylko ciężarem - tak bardzo pragnęła nasycić się tą drugą wodą. Odrzuciła ciężar by poznać Chrystusa, "i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam." Mówiła ostrożnie, by ludzie się nie obruszyli i nie zrazili, i by nie prześladowali jej: "Czyż On nie jest Mesjaszem?" I wtedy "wyszli z miasta i szli do Niego".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 16:16, 27 Mar 2011, w całości zmieniany 24 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 16:00, 30 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Traktaty o Ewangelii św. Jana (św. Augustyn) > Traktat 44 napisał:
1. Odczytaliśmy przed chwilą długa lekcję o ślepym od urodzenia, któremu pan Jezus przywrócił wzrok. Gdybyśmy chcieli próbować ogarnąć całość tego tekstu i rozważyć zgodnie z naszymi możliwościami każde zdanie tak, jak na to zasługuje, nie wystarczyłoby nam całego dnia, by to uczynić. Proszę zatem, by wasza miłość nie wymagała, bym słowem komentował te zdania, których znaczenie jest oczywiste - zbyt długim byłoby zajmowanie się każdym zdaniem.

A zatem przejdę do krótkiego omówienia misterium ślepca, który przejrzał. Sprawił to wszystko niewątpliwie Pan nasz, Jezus Chrystus. I słowa, i dzieła Jego zasługują na podziw i zdumiewają: dzieła, ponieważ są faktami, słowa, ponieważ są znakami.

Jeśli więc rozważymy, co oznacza uczynione tutaj dzieło, ślepiec oznacza rodzaj ludzki - ślepota dotknęła bowiem pierwszego człowieka przez grzech, a z niego pochodzimy my wszyscy, dziedzicząc nie samą tylko śmierć, ale także i nieprawość. Jeśli niewiara jest ślepotą, a wiara przejrzeniem, u kogo Chrystus, przychodząc, znalazł wiarę? Zobacz, Apostoł, zaliczany do proroków, tak mówi: "wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni". (Ef2,3) Jeśli byliśmy "potomstwem zasługującym na gniew", a zatem i na karę, zemstę, piekło. Dlaczego "z natury". jeśli nie dlatego, że pierwszy człowiek, grzesząc, zakorzenił w naszej naturze śmiercionośne zło? A jeśli zło jest w nas zakorzenione, każdy człowiek rodzi się duchowo ślepy. Gdyby widział, nie potrzebowałby przewodnika. A skoro potrzebuje kogoś, kto go poprowadzi i oświeci, zatem jest ślepcem od urodzenia.

2. Przyszedł Pan i cóż uczynił? Oto dokonał misterium: "splunął na ziemię" i tak uczynił glinę ze śliny, bo Słowo stało się ciałem. "I nałożył je na oczy niewidomego". Dokonało się namaszczenie, a ślepiec jeszcze nie przejrzał. Posłał go do sadzawki zwanej Siloam - ewangelista chce zwrócić naszą uwagę na tę nazwę, dodaje więc: "co się tłumaczy: Posłany". Zrozum teraz, Kto został posłany - gdyby nie został posłany, nikt z nas nie uwolniłby się od nieprawości. A więc - obmył oczy w sadzawce, której nazwa oznacza: Posłany i tak został ochrzczony w Chrystusie.

Ten, który ochrzcił go w Sobie, dał mu też i światło. Ten, który go wcześniej namaścił - może uczynił go katechumenem? Na wiele różnych sposobów można tłumaczyć i przedstawiać doniosłe znaczenie tego sakramentalnego uczynku, niech więc to wystarczy waszej miłości: oto usłyszeliście o wielkim misterium.

Spytajcie człowieka: czy jesteś chrześcijaninem? Jeśli jest poganinem lub żydem, odpowie: nie. Lecz jeśli odpowie: tak, pytajcie go dalej: jesteś katechumenem czy wiernym? Jeśli odpowie: katechumenem, oznacza to, że przyjął namaszczenie, lecz nie został jeszcze obmyty. Jakie to namaszczenie? Pytaj, a on ci odpowie. Pytaj go, w co wierzy. Dlatego, że jest katechumenem, odpowie ci: w Chrystusa. Zobaczcie, mówię teraz i do katechumenów, i do wiernych. Co powiedziałem o glinie uczynionej ze śliny? Że Słowo ciałem się stało. O tym słuchają nawet katechumeni, lecz ich namaszczenie nie wystarcza, nie zaspakaja tego, czego potrzebują. Niech więc, jeśli poszukują światła, spieszą do sadzawki chrztu.

3. A teraz, ponieważ przed nami wiele jeszcze do omówienia, prędko przejdźmy nad słowami Pana, ogarniając raczej całą naukę niż zastanawiając się nad znaczeniem poszczególnych wyrażeń. "Przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego" - nie z jakiejś innej przyczyny, tylko "od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi" - Wiecie, że "Rabbi" oznacza "Nauczycielu". Nazywają Go Nauczycielem, ponieważ pragną nauki, a pytanie, które zadają Panu jako Nauczycielowi, brzmi: "kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego", że niewidomym się urodził.

Cóż On powiedział? Jeśli żaden człowiek nie jest bez grzechu, czy rodzice tego ślepca nie zgrzeszyli? Czy urodził się bez grzechu pierworodnego i żadnego grzechu w życiu nie popełnił? Czy z powodu ślepoty zasnęły jego pożądliwości? Ileż zła wyrządzają ślepcy! Czy zły umysł powstrzyma się od zła, jeśli oczy nie widzą? Ten nie widział i być może pożądał czegoś, czego przez swą ślepotę nie mógł osiągnąć - i tak jego serce popadło pod sąd Tego, który zna serca. A więc i jego rodzice, i on byli grzesznikami. Czemu zatem rzekł Pan: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego? Powiedział to tylko w nawiązaniu do sprawy, o którą Go spytano: że się urodził ślepy. Rodzice jego zgrzeszyli - lecz nie przez to syn urodził się ślepy. A zatem, jeśli nie urodził się ślepy z powodu grzechu rodziców, to dlaczego? Posłuchaj, oto Nauczyciel daje naukę. Szuka, kto by Mu uwierzył, a da mu zrozumienie. I On sam poda powód, dla którego ślepiec urodził się niewidomy: "Ani on nie zgrzeszył," - mówi - " ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże.

4. Cóż mówi dalej? "Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał". Zobacz, tutaj widzisz Posłanego (Siloam), w Nim obmyje się ślepiec. Słuchaj, co mówi: "Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień". Uświadom sobie, że On oddał chwalę Temu, od którego pochodzi: Syn pochodzi od Ojca, Ojciec zaś nie pochodzi od nikogo. Ale, Panie, czemu mówisz, "dopóki jest dzień"? Posłuchaj, czemu tak rzekł. "Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać." Nawet Ty, Panie. Czy tak potężna będzie to noc, że nawet Ty, któryś noc stworzył, nie będziesz mógł działać? Myślę bowiem - nie, Panie Jezu, nie myślę, wierzę i jestem pewien, że byłeś obecny, gdy Bóg rzekł "niech się stanie światłość" - i stała się światłość. (Rdz 1,3). Bóg stwarzał Słowem, stwarzał przez Ciebie, dlatego powiedziano: "przez Niego wszystko się stało, a bez Niego nic się nie stało". "Oddzielił Bóg światło od ciemności i nazwał światło niem, a ciemność nazwał nocą". (Rdz 1,4-5)

5. Jakaż to noc, w której, gdy nadejdzie, nikt nie będzie mógł działać? Posłuchaj o dniu, a zrozumiesz, czym jest noc. Skąd mamy wiedzieć, czym jest dzień? Niech On nam powie: " Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata".

Zobacz: On sam jest Dniem. Niech ślepiec obmyje oczy w Dniu, by mógł ujrzeć Dzień. "Jak długo" - mówi - "jestem na świecie, jestem światłością świata". A zatem nadejdzie noc, której nie znam, gdy Chrystusa już nie będzie, wtedy nikt nie będzie mógł działać. Pozostaje pytanie, bracia - wysłuchajcie mnie cierpliwie, gdy będę dociekał. Pytam wraz z wami, z wami odnajdę Tego, którego pytam. Zgadzamy się, że Pan mówił w tym miejscu o sobie jako o Dniu, Światłości świata - powiedział to jednoznacznie i wyraźnie: "Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata". On sam dokonuje dzieł. A jak długo jest na świecie? Czyż mamy myśleć, bracia, że był w świecie wtedy, a teraz już Go nie ma? Jeśli tak myślimy, to już po Wniebowstąpieniu rozpoczęła się ta straszliwa noc, w której nikt nie może działać. A jeśli istotnie noc zaczęła się od Wniebowstąpienia, jak to się stało, że tyle zdziałali apostołowie? Czy panowała noc, gdy zstąpił Duch Święty, wypełniając tych, co znajdowali się razem na jednym miejscu, i dał im moc mówienia językami wszystkich narodów? Czy panowała noc, gdy chromy został uzdrowiony słowem Piotra - czy raczej słowem Pana, który był w Piotrze? (Dz 3,6-8 ) Czy panowała noc, gdy układano chorych na noszach tam, gdzie przechodzili uczniowie, by dotknął ich choć cień przechodzących? (Dz 5,15) Kiedy Pan był na ziemi, Jego cień nie uzdrowił nikogo, gdy przechodził. On jednak powiedział uczniom" "większych rzeczy dokonacie". Tak, Pan powiedział: "większych rzeczy dokonacie", lecz niech się nie wynoszą ciało i krew, usłyszcie i to także: "beze Mnie nic uczynić nie możecie".

6. Czymże zatem jest ta noc? Co o niej powiemy, kiedy nadejdzie, i nikt nie będzie mógł działać? Czyż nie jest ona nocą potępienia, nocą tych, co usłyszą na końcu "odejdźcie w ogień nieugaszony, przygotowany diabłu i jego aniołom"? Tu mówi: noc, nie ogień, nie płomień. Posłuchajcie więc, czemu i noc także. O pewnym słudze powiedział: "Zwiążcie go i wyrzućcie w ciemność" (Mt 22,13).

A zatem niech każdy działa, dopóki żyje, by nie pochłonęła go noc, podczas której działać nie można. Teraz działa wiara poprzez miłość, jeśli teraz działamy, trwa dzień - i Chrystus jest obecny. Posłuchajcie Jego obietnicy i nie sądźcie, że Go nie ma: On sam powiedział: "Ja jestem z wami". Jak długo? Nie martwy się, my, żyjący, to samo Słowo zapewnia doskonałą pewność pokoleniom, które przyjdą po nas. "Oto" - mówi - "Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". (Mt 28,28 ) dzień wyznaczany ruchem ziemskiego słońca trwa kilka godzin, dzień obecności Chrystusa trwa aż do końca świata. Po zmartwychwstaniu do życia i śmierci, kiedy powie zebranym po swojej prawicy "Pójdźcie, błogosławieni mojego Ojca, weźcie w posiadanie Królestwo", zaś do zgromadzonych po lewicy "Idźcie w ogień nieugaszony, przygotowany diabłu i jego aniołom" (Mt 25,34.41) - wtedy nastanie noc, w której nikt nie będzie mógł działać, lecz tylko zbierać owoce tego, co wypracował wcześniej. Jest czas pracy i czas zbierania plonów, a Pan odda każdemu według jego uczynków (Mt 16,27). Jeśli chcesz działać, działaj, dopóki żyjesz, potem bowiem nadejdzie noc i otuli niegodziwych ciemnością. Każdy, kto ni ma wiary, już teraz wchodzi w tę noc, umierając: tam nie ma działania. W tej to nocy płonął bogacz, który prosił o kroplę wody na końcu palca żebraka, w tej nocy płakał, cierpiał, wyznawał swą winę, lecz nie dano mu żadnej pociechy. Próbował uczynić dobro, prosząc Abrahama: "Ojcze Abrahamie, wyślij Łazarza do moich braci, niech ich przestrzeże, by nie przyszli na to miejsce męki" (Łk 16, 24-28 ). O nieszczęsny! Za życia miałeś czas, by czynić dobro - to był czas działania, a teraz jesteś w nocy, w której nikt nie może działać.

7. "To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. " Te słowa są jasne i pominiemy je.

8. "A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. " Zobacz: ślepiec stał się głosicielem Łaski, zobacz: on głosi Ewangelię, otrzymawszy światło, stał się wyznawcą. Oto czyni wyznanie i zakłopotali się w sercu niegodziwcy - bo w ich sercach nie ma tego, co jaśnieje na twarzy uzdrowionego. "Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem." W tych słowach pokazuje, że jego dusza jest dopiero jak gdyby namaszczona, lecz jeszcze nie przejrzała. Ujmijmy to tak, bracia: jego dusza otrzymała namaszczenie. Głosi, lecz nie zna Tego, którego wyznaje.

9. "Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli:" - nie wszyscy, tylko niektórzy - inni otrzymali bowiem namaszczenie. Co rzekli ci, którzy ani nie przejrzeli, ani nie zostali namaszczeni? "Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu." Tymczasem to On właśnie zachowywał szabat, bo On był bez grzechu. Duchowe świętowanie szabatu polega na bezgrzeszności. Zaprawdę, bracia, to nam poleca Bóg czynić, gdy zwraca naszą uwagę na świętowanie szabatu: "nie będziecie wykonywać żadnej pracy" (Kpł 23,8 ). Tak powiedział Bóg ustanawiając szabat: "nie będziecie wykonywać pracy". Przypomnijcie sobie, co mówiliśmy wcześniej, co oznacza praca [zajęcie niewolnika] i słuchajcie Pana: "każdy, kto dopuszcza się grzechu, jest niewolnikiem grzechu". Ci, jak rzekłem, ani nie namaszczeni, ani nie widzący, zachowywali szabat według ciała, duchowo go znieważając.

"Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?" Ci byli namaszczeni. "I powstało wśród nich rozdwojenie." Dzień został podzielony pomiędzy światło i ciemność. "Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?" Jaki ty masz do Niego stosunek? Co o Nim myślisz? Co sądzisz? Chcieli znieważyć uzdrowionego, by wyrzucono go z synagogi - lecz by mógł odnaleźć go Chrystus. Ten jednak bez ogródek powiedział, co myśli. "Odpowiedział: To prorok." Dotąd jego serce było tylko namaszczone, nie wyznaje więc Syna Bożego - a mimo to nie kłamie. Sam Pan powiedział o sobie, że "prorok tylko w swym kraju jest tak lekceważony". (Mt 13,57)

10. "Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał" - czyli tego, który wcześniej był ślepy, a odzyskał wzrok - "i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie." On naprawdę jest naszym synem i słusznie odpowiadalibyśmy za niego, gdyby był dzieckiem, które nie może mówić w swoim imieniu, a tymczasem mówić umie od dawna. Teraz widzi - wiemy, że był ślepy od urodzenia, wiemy, że od dawna umie mówić, a teraz widzimy, że odzyskał wzrok, jego więc spytajcie, byście otrzymali pouczenie, dlaczego chcecie rzucić na nas obelgę? - "Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi". Lecz wykluczenie z synagogi nie jest już złem. Oni odrzucili, Chrystus przyjął. "Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!"

11. "Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu." Co oznacza "oddaj chwałę Bogu?" Zaprzecz temu, coś otrzymał. Lecz, oczywiście, nie będzie to oddaniem Bogu chwały, a raczej bluźnierstwem przeciw Niemu. "Oddaj" - mówią - "chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?" A on, oburzony uporem Żydów, jak ktoś wyprowadzony ze ślepoty w światło, kto nie może znieść ślepców, "Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?" To znaczy: "wy także": ja już jestem Jego uczniem. Wy też chcecie? Widzę teraz, ale nie skrzywionym spojrzeniem.

12. "Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem". Oby nam tak zawsze złorzeczyli, nam i dzieciom naszym! Te słowa miały być złorzeczeniem, jeśli odczytasz ich serca i rozważysz ich słowa. "My jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi." Gdybyście rzeczywiście wiedzieli, że Bóg przemówił do Mojżesza, wiedzielibyście także, że Bóg nauczał prze Mojżesza. Powiedział Pan: "Gdybyście wierzyli Mojżeszowi, i Mnie byście uwierzyli, bo on o Mnie pisał". Tak to słuchacie sługi, że odwracacie się od Pana? Nie słuchacie nawet sługi - on by was do Pana doprowadził.

13. "Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę." Tu mówi ten, kto otrzymał tylko namaszczenie, gdyż Bóg wysłuchuje nawet grzeszników. Gdyby Bóg nie wysłuchiwał grzeszników, celnik, który spuściwszy oczy bił się w pierś i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika", mówiłby na darmo. Tymczasem jego wyznanie przyniosło usprawiedliwienie, jak wzrok ślepemu. "Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić." Mówił szczerze i wytrwale, mówił prawdę. Gdyby Bóg tego nie uczynił, któż mógłby to uczynić - prócz Boga? Gdy podobne rzeczy czynili uczniowie, czyż nie był w nich Pan?

14. "Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach". Co oznacza: cały? Do tego stopnia, że ślepota dotknęła twe oczy. Ale Ten, kto otwiera oczy, zbawia cię także całego. Da ci zmartwychwstanie, postawi po swojej prawicy - Ten, który przywrócił światło twym oczom. "Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili." najpierw wzięli go za swego nauczyciela i zadawali mu pytania, by otrzymać naukę, a potem, niewdzięcznicy, odrzucili nauczyciela.

15. Ale jak już rzekłem, bracia: kiedy oni odrzucają, Pan przyjmuje, i właśnie wtedy, kiedy został odrzucony, stał się chrześcijaninem. "Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?" - teraz Pan obmywa jego serce. "On odpowiedział" - jak ktoś, kto był tylko namaszczony - "A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?" Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie," Ten, który został Posłany. Oto obmywasz się w Siloam, co oznacza: Posłany. I teraz dopiero, gdy serce zostało obmyte, a sumienie oczyszczone, przyjął Go nie tylko jako syna ludzkiego, jak dotąd sądził, lecz jako Syna Bożego, który przyjął ciało. "Odpowiedział: Wierzę, Panie." ! i oddał Mu pokłon. Ale powiedzieć: wierzę, jest łatwo. Chcesz sprawdzić, czy uwierzył naprawdę? Zobacz: "oddał Mu pokłon".

16. "Jezus rzekł" - słuchaj, oto Ten, który jest Dniem, oddziela światłość od ciemności - "Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi." Co to oznacza, Panie? Trudne pytanie do rozważenia dajesz zmęczonym, odnów nasze siły, byśmy mogli pojąć, co mówisz. Przyszedłeś, by ci, którzy nie widzą, przejrzeli - tak, Ty jesteś Światłem, tak, Ty jesteś Dniem, tak, Ty wybawiasz z ciemności, to pojmuje każda dusza, to wszyscy rozumiemy. A co oznaczają dalsze słowa: a ci, którzy widzą stali się niewidomymi? Czy przez Twoje przyjście ci, którzy widzieli, oślepną? Posłuchajcie dalej, a może zrozumiecie.

17. Na te słowa niektórzy faryzeusze oburzyli się "i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi?" - Posłuchaj, co ich oburzyło: "Aby ci, którzy widzą, stali się niewidomi" - powiedział.

"Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu". Ślepota to grzech. "Gdybyście byli niewidomi", to znaczy: gdybyście uważali się za ślepych, gdybyście mówili: jesteśmy ślepi,szukalibyście lekarza. Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, bo Ja przyszedłem zniszczyć grzech. "Ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal." Dlaczego? Bo mówiąc: widzimy nie szukacie lekarza i pozostajecie w ślepocie. Takie jest znaczenie słów, których przed chwilą nie rozumieliśmy: przyszedłem, aby ci, którzy widzą, stali się niewidomi - cóż innego może znaczyć: aby oślepli widzący?

Kto przyjmuje, że jest ślepcem, szuka lekarza, by odzyskać wzrok. A widzący, który ślepnie - cóż to oznacza? Oznacza to, że myśląc, że widzą, nie szukają lekarza i pozostają ślepi. Tak rozdzielił jednych od drugich, tak dokonał sądu, jak powiedział: "przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd". Sąd, który rozdziela wierzących i wyznających swój grzech od pysznych, co myślą, że widzą, a są przez to tym bardziej ślepi.

Grzesznik wyznając grzech szuka lekarza, mówiąc Mu: "Wymierz mi, Boże, sprawiedliwość i broń mojej sprawy przeciw ludowi, co nie zna litości" - przeciw tym, co twierdzą, że widzą, a pozostają w grzechach.

Lecz nie ten sam to sąd przeprowadza teraz na świecie, jakim będzie sądził żywych i umarłych na końcu świata. Mówił tak o swoim pierwszym przyjściu: "Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony."


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Sob 21:30, 02 Kwi 2011, w całości zmieniany 20 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 14:02, 05 Kwi 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Traktaty o Ewangelii św. Jana (św. Augustyn) > Traktat 49 napisał:
1. Pośród cudów dokonanych przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, wskrzeszenie Łazarza najczęstszym bywa tematem kazań. Lecz gdy przyjrzymy się uważnie, Kto tego cudu dokonał, trzeba nam bardziej radować się nim niż zdumiewać.

Stwórca człowieka wskrzesza człowieka. On, Jednorodzony Ojca, przez którego - jak wiecie - wszystko się stało. A jeśli wszystko stało się przez Niego, czy powinno dziwić, że jednego człowieka wskrzesił Ten, który swą mocą co dzień tak wielu powołuje do istnienia? Większą jest rzeczą stworzyć człowieka niż wskrzesić umarłego. On zechciał jednak i stworzyć, i wskrzesić: stworzył wszystkich, do życia przywrócił niektórych. I choć Pan Jezus z wieloma tak uczynił, nie o wszystkich napisano - o tym mówi św. Jan Ewangelista, że Chrystus Pan powiedział i uczynił wiele rzeczy, których nie zapisano, lecz wybrano te tylko, które, jak się zdawało, wystarcza wiernym do zbawienia.

Usłyszeliście przed chwilą, że Pan Jezus wskrzesił zmarłego do życia. Wystarczy, że powiem, że gdyby zechciał, wszystkich zmarłych mógłby podobnie wskrzesić. I zaprawdę - zachował dla siebie to dzieło na koniec świata. Tu słyszeliście, że czyniąc wielki cud wskrzesił z grobu jednego, co w grobie cztery dni spoczywał. "Nadchodzi godzina" - powiedział On sam, "w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie." Tu wskrzesił jednego, który już cuchnął, a przecież jego gnijące ciało zachowało jeszcze kształt. W dniu ostatnim On jednym słowem z prochu wskrzesi ludzkie ciała.

Wtedy trzeba było dokonać tylko kilku podobnych cudów, byśmy, przyjmując je jako oznaki Jego potęgi, mogli Mu zaufać i przygotować się do zmartwychwstania ku życiu, nie ku potępieniu. On sam przecież powiedział: "Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny, na zmartwychwstanie potępienia."

2. Czytamy w Ewangelii o trzech zmarłych, których Pan wskrzesił do życia, mamy nadzieję że po to, by stało się jakieś dobro. I z całą pewnością czyny Pana nie są tylko uczynkami, lecz znakami. A jeśli są znakami, oprócz cudownego charakteru mają prawdziwe znaczenie, którego odnalezienie jest trudniejszym zadaniem niż odczytanie czy posłuchanie o nich.

Słuchaliśmy ze zdumieniem, jak gdyby wielki cud rozgrywał się na naszych oczach, słuchaliśmy odczytanej ewangelii o Łazarzu wskrzeszonym do życia. Jeśli zwrócimy nasze myśli ku jeszcze cudowniejszemu dziełu Chrystusa, pojmiemy, że każdy wierny powstaje z martwych, a jeśli rozważymy i zrozumiemy, czym jest straszliwsza śmierć, będziemy wiedzieć, że każdy, kto grzeszy, umiera. Lecz każdy człowiek boi się śmierci ciała, a nieliczni tylko obawiają się śmierci duszy. Śmierć ciała musi kiedyś nadejść i każdy strzeże się przed nią, ze strachu przed śmiercią wynikają wszystkie prace człowieka. Przeznaczeni cielesnej śmierci, trudzimy się, by śmierci uniknąć - a choć przeznaczeni wiecznemu życiu, nic nie robimy, by uniknąć grzechu. A trudząc się, by uniknąć śmierci ciała, trudzimy się na próżno, potrafimy jedynie odsunąć śmierć na krótko, uciec zaś przed nią nie możemy, gdybyśmy zaś powstrzymali się od grzechu, przeminąłby trud, a my żylibyśmy na wieki.

Gdybyśmy zdołali pobudzić ludzi, gdybyśmy sami siebie zdołali pobudzić do tak wielkiej miłości życia wiecznego, jak miłujemy życie ziemskie! Czegóż nie uczynią ludzie w niebezpieczeństwie śmierci! Gdy zawiśnie nad nimi miecz, oddają wszystko, co zachowali, by przeżyć. Czy jest ktoś, kto nie oddałby natychmiast wszystkiego, by tylko go nie zabito? A przecież, mimo wszystko, być może został zabity. Czy jest ktoś, kto, by życie ocalić, nie oddałby chętnie wszystkich swych środków do życia, czy nie wolałby każdy życia w nędzy od natychmiastowej śmierci? Kto, gdyby mu powiedziano: wynoś się za morze, a tak życie ocalisz, ociągałby się z ucieczką? Kto, gdyby mu powiedziano: pracuj, a życie ocalisz, oddawałby się jeszcze lenistwu?

Bóg wymaga od nas niewiele, byśmy mogli żyć na wieki, a my nie chcemy Go słuchać. Bóg nie mówi ci, że masz utracić całą swa majętność, być mógł krótki czas przeżyć w trudzie. Mówi: daj ubogim z tego, co posiadasz, a będziesz żył wiecznie i nie będziesz się trudził. Ludzie, którzy umiłowali życie doczesne, które mają nie wtedy, kiedy chcą, i nie tak długo, jak chcą, są naszymi oskarżycielami. My zaś siebie nie oskarżamy, tak jesteśmy leniwi - ani zimni, ani gorący, obojętni w sprawie zdobycia życia wiecznego, które będziemy mieli, jeśli zechcemy, a gdy je posiądziemy, trwać będzie na zawsze. Śmierć zaś, której się boimy, pomimo naszego oporu, będzie naszym udziałem.

3. Jeśli zatem Pan w ogromie swej łaski i miłosierdzia ożywia nasze dusze, byśmy nie umarli na wieki, rozumiejmy, że tych troje zmarłych, których On wskrzesił cieleśnie, ma znaczenie symboliczne, a oznacza zmartwychwstanie duszy dzięki wierze. On wskrzesił córkę przełożonego synagogi, gdy jeszcze leżała w domu (Mk 5, 41-42). On wskrzesił młodzieńca, syna wdowy, gdy wynoszono go z bram miasta (Łk 7, 14-15). On też wskrzesił Łazarza, który od czterech dni leżał w grobie.

Niech każdy przyjrzy się własnej duszy. Grzesząc, umierasz, grzech jest śmiercią duszy. Czasem popełniasz grzech tylko myślą. Radujesz się złem, zgadzasz się na popełnienie grzechu - i tak grzeszysz, przyzwolenie na grzech cię zabija, lecz jest to śmierć wewnętrzna, gdy myśl nie dojrzała jeszcze w czynie. Pan wskazał, że potrafi wskrzesić taka duszę, przywracając do życia dziewczynkę, której jeszcze nie wyniesiono z domu, by ją pogrzebać, lecz leżała u siebie, martwa - podobnie jak leży ukryty grzech.

Jeśli zaś nie zachowałeś w swym wnętrzu uczucia zadowolenia z czegoś złego, lecz także popełniłeś zły czyn, wyniosłeś, że tak powiem, zmarłego przez bramę: jesteś na zewnątrz, niosą cię do grobu. Takiego także Pan wskrzesił, oddał matce-wdowie. Jeśliś zgrzeszył, czyń pokutę, a Pan cię wskrzesi i odda Matce-Kościołowi.

Trzeci przykład to śmierć Łazarza. To ciężki rodzaj śmierci, jak nawyk trwania w złym. Czym innym jest upaść w grzech, czym innym jest grzeszyć z nawyku. Kto upadł i od razu poddaje się pod osąd, by móc się poprawić, prędko powróci do życia - nie uwikłał się w zły nałóg, nie złożono go w grobie. Ten, kto przyzwyczaił się do grzechu, jest pogrzebany, i słusznie mówi się o nim: "już cuchnie" - zaczyna się ciągnąć za nim najgorsza opinia niczym niemiły zapach. Tacy są wszyscy, którzy nawykli do czynienia zła, opuszczając zasady moralne. Mówisz takiemu: nie czyń tego. Lecz czy cię posłucha, jeśli spoczywa pod kopcem ziemi, jeśli podlega rozkładowi, jeśli przygniata go ciężar złego nawyku? A przecież moc Chrystusa podołała zadaniu przywrócenia do życia i kogoś takiego. Wiemy o tym, co dzień widzimy, jak ludzie powstają z najgorszych nałogów i podejmują lepsze życie niż ci, którzy przedtem ich oskarżali.

Brzydziłeś się takim człowiekiem? Popatrz na siostrę Łazarza - jeśli to ona namaściła stopy Pana olejkiem, łzami obmyła i włosami otarła, to ona doświadczyła większego zmartwychwstania niż jej brat. Ona została uwolniona z ogromnego ciężaru grzechu - była notoryczną grzesznicą, o niej powiedziano, że "przebaczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała". Widzimy wielu takich, wielu znamy: niech nikt nie poddaje się rozpaczy, lecz nikt też niech nie polega na sobie - i jedno, i drugie jest grzechem. Odwróć się od rozpaczy, lecz zwróć się ku Temu, w którym jako Jedynym warto pokładać ufność.

4. A więc Pan i Łazarza wskrzesił do życia. Słyszałeś, kogo reprezentuje Łazarz, innymi słowy, co symbolizuje wskrzeszenie Łazarza. Odczytajmy zatem ten fragment ewangelii, a ponieważ już wyjaśniliśmy wiele, nie będziemy zagłębiać się w szczegółowe wyjaśnienia, podejmiemy tylko niezbędne kwestie.

"Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty." Pamiętacie z poprzednich fragmentów, że Pan uniknął tych, co chcieli Go ukamienować, i przeszedł za Jordan, gdzie Jan wcześniej udzielał chrztu. Tak to kiedy Pan tam przebywał, Łazarz zachorował w Betanii, miasteczku położonym blisko Jerozolimy.

5. "Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość." Rozumiemy teraz, dokąd posłały - dokładnie tam, gdzie przebywał Pan, a wiecie już, że był za Jordanem. Posłały wiadomość do Pana, by powiedzieć Mu, że ich brat zachorował. On jednak zwlekał z uleczeniem, aby mógł potem wskrzesić do życia. A jakąż wiadomość posłały siostry? "Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz".

Nie powiedziały: przyjdź i uzdrów go, nie odważyły się powiedzieć: wydaj stamtąd rozkaz, a on tutaj się spełni. Dlaczego nie, jeśli na podstawie takiej właśnie wiary został uzdrowiony sługa setnika? Ten powiedział: "Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a sługa mój będzie zdrów" (Mt 8 ). Tu kobiety nic takiego nie mówią. Tyle tylko: "Zobacz, Panie, choruje Twój umiłowany". Wystarczy, że Ty o tym wiesz, bo Ty nie zapomnisz go w Twej miłości.

Powie ktoś: jak to - Łazarz reprezentuje grzesznika, a Pan tak go miłuje? Posłuchajmy. On mówi: "nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników" (Mt 9,13). Gdyby Bóg nie miłował grzeszników, nie zstąpiłby z nieba na ziemię.

6. "Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą." Takie oddanie Mu chwały nic nie doda Jego godności, lecz będzie z korzyścią dla nas. Dlatego powiedział: "nie zmierza ku śmierci" - tu nawet śmierć nie zmierzała ku śmierci, lecz raczej ku cudowi, przez który wielu zostanie doprowadzonych do wiary w Chrystusa, a w ten sposób unikną śmierci prawdziwej.

Zauważcie też, że Pan jak gdyby pośrednio nazywa tu siebie Bogiem, ze względu na tych, którzy zaprzeczają, że On jest Synem Bożym. Są heretycy, którzy zaprzeczają, że Syn Boży jest Bogiem. Niech posłuchają tego: "Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej". Jakiej chwale? Chwale jakiego Boga? Niech dalej słuchają: "aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą." Dzięki czemu? Dzięki chorobie.

7. "A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza." On chory, one zasmucone - a wszyscy umiłowani, Ten zaś, który ich umiłował, był Zbawieniem chorych, więcej, był Wskrzesicielem umarłych, a także Pocieszycielem smutnych. "Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu." Posłały do Niego wiadomość, a On pozostał tam, gdzie był - i płynął czas, aż minęły cztery dni. I nie na próżno, jeśliby chodziło chociażby o to - z całą pewnością o to chodzi - że liczba tych dni ma znaczenie sakramentalne. "Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei." Do miejsca, gdzie dopiero co niemal Go ukamienowali, do miejsca, skąd - jak się zdawało - odszedł po to, by uniknąć ukamienowania. Odszedł jako człowiek, powraca zaś jakby zapominając o wszelkich słabościach, by okazać swą moc. "Chodźmy" - powiedział - "znów do Judei".

8. I zobaczcie, jak przeraziły uczniów te słowa. Mówią do Niego: "Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin?" Cóż oznacza ta odpowiedź? "Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła." On mówił o dniu, a w naszym umyśle panuje jak gdyby noc. Prośmy, by Dzień zajął miejsce nocy, by oświecił nasze serca światłością.

O czym mówił Pan? O ile mogę pojąć, na ile światło ukazuje mi wielkość i głębię Jego słów, chciał ich przekonać, wątpiących i bez wiary. Chcieli swą radą uchronić Pana od śmierci, obronić przed śmiercią Tego, który przyszedł, by umrzeć, a także uchronić przed śmiercią siebie samych. Podobnie w innym fragmencie Piotr, który miłował Pana, lecz nie rozumiał jeszcze do końca, po co On przyszedł, bał się Jego śmierci, a tym zasmucił Życie, czyli samego Pana, kiedy On dawał do zrozumienia uczniom, że w Jeruzalem wiele wycierpi z rąk Żydów. Piotr wtedy w imieniu wszystkich powiedział: niech Cię Bóg broni, Panie, nie przyjdzie to nigdy na Ciebie". I od razu Pan odpowiedział: "Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie". A przecież chwilę wcześniej, wyznając Syna Bożego, Piotr zasłużył na pochwałę, usłyszał słowa: "błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony, bo ciało i krew nie objawiły ci tego, tylko Ojciec Mój, który jest w niebie". (Mt 16,16-23) Do tego samego powiedział: błogosławiony jesteś, do niego teraz mówi: zejdź mi z oczu, szatanie. Nie przez wzgląd na siebie samego był błogosławiony, lecz dlaczego? "Ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec Mój, który jest w niebie". Zobacz: tak otrzymujesz błogosławieństwo, nie z powodu siebie samego, lecz przeze Mnie. Nie jestem Ojcem, lecz wszystko, co należy do ojca, jest Moje. A jeśli błogosławieństwo przyszło przez Pana, przez co został nazwany szatanem?

Tak mówi Pan: określił przyczynę błogosławieństwa, mówiąc, że "ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec Mój, który jest w niebie", to jest przyczyna błogosławieństwa. A gdy powiedział: "zejdź mi z oczu, szatanie", posłuchaj, też podał powód: "bo nie myślisz o tym, co Boże, tylko o tym, co ludzkie". Niech nikt sobie nie pochlebia: w tym, co ma ze swej natury, jest szatanem, w tym, co ma z Boga, jest błogosławiony. Cokolwiek jest z niego samego, w czym innym niż w grzechu ma źródło? Odejdź od grzechu, który jest twoim. "Sprawiedliwość", mówi Pan, "do Mnie należy". "Cóż masz, czego byś nie otrzymał? (1 Kor 4,7)

Podobnie i tu, gdy ludzie chcieli dawać rady Bogu, uczniowie Nauczycielowi, słudzy Panu, chorzy Lekarzowi - On zganił ich, mówiąc: "Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata." Chodźcie za Mną, jeśli nie chcecie się potknąć, nie dawajcie rad Temu, którego powinniście o radę prosić. Do czego odnoszą się słowa "czyż dzień nie liczy dwunastu godzin"? On wskazuje na siebie, że jest Dniem, przez to, że wybrał dwunastu uczniów. Jeśli - mówi - Ja jestem Dniem, a wy godzinami, czy godzina może doradzać Dniowi? Godziny są posłuszne Dniowi, nie Dzień godzinom.

A jeśli godziny oznaczają uczniów, czym w takim rachunku będzie Judasz? Czy i on zalicza się do dwunastu godzin? Jeśli tak, to oznacza, że miał światło, a jeśli miał światło, jakże wydał Dzień na śmierć? Lecz Pan, mówić to, widział przyszłość: nie Judasza, lecz jego następcę. Po śmierci Judasza zastąpił go Maciej, a liczba dwunastu została zachowana (Dz 1,26). A zatem nie bez przyczyny wybrał Pan dwunastu uczniów, lecz uczynił to dlatego, by wskazać, że On jest duchowym Dniem. Dlatego niech godziny służą Dniowi, niech głoszą Dzień, niech Dzień je poznaje i oświeca, a dzięki ich rozgłaszaniu niech w Dzień uwierzy świat cały. Dlatego, podsumowując, powiedział, co oznaczało: chodźcie za Mną, jeśli nie chcecie się potknąć.

9. "Następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić." Prawdę powiedział. Dla sióstr był umarły, dla Pana był we śnie. Umarły był dla ludzi, którzy nie potrafili go wskrzesić, lecz Pan wskrzesił go a grobu z ogromną łatwością, jak budzi się śpiącego w łóżku. Mówił o nim, że śpi, odwołując się do swej mocy. O innych zmarłych też często mówi Pismo, że śpią. Apostoł napisał: "Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy zasypiają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei" (1 Tes 4,13). O umarłych mówił, jakby spali, bo przepowiadał ich zmartwychwstanie.

Tak to wszyscy zmarli śpią, dobrzy i źli. Lecz podobnie jak z tymi, co śpią i budzą się co dnia, i ci różne rzeczy widzą we śnie, niektórzy śnią o rzeczach przyjemnych, inni mają tak straszliwe koszmary, że zbudziwszy się boją się ponownie zasnąć, by zły sen nie powrócił: każdy człowiek śpi i budzi się na swój specyficzny sposób. Podobnie i różne są rodzaje oczekiwania, w którym trwają czekający na wezwanie Sędziego, podobnie jak rodzaj aresztu dla ludzi zależy od rodzaju winy: niektórzy muszą być strzeżeni przez kuratorów, urzędników łagodnych i ludzkich, i ten rodzaj aresztu nie ubliża godności obywatela, inni oddawani są pod pieczę strażników, jeszcze inni zamykani w więzieniu, a i w samym więzieniu nie wszyscy umieszczani są w głębokich lochach, lecz traktuje się ich zgodnie z zasługami i ciężarem oskarżenia. Jak zatem różne są rodzaje oczekiwania na sąd dla ludzi w życiu społecznym, tak samo w różnych warunkach oczekują sądu zmarli, a ci, którzy zmartwychwstają, różną otrzymają nagrodę. I żebrak, i bogacz oczekiwali sądu, lecz jeden przebywał na łonie Abrahama, a drugi cierpiał pragnienie i nie miał kropli wody. (Łk 16,22-24).

10. Wykorzystując tę okazję, by miłość waszą pouczyć, każda dusza ten świat opuszczająca innego doznaje przyjęcia. Dobre doznają radości, złe doświadczają męki. A kiedy nastąpi zmartwychwstanie, radość dobrych będzie pełniejsza, a męka złych cięższa, bo będą dręczeni w ciele. Święci patriarchowie, prorocy, apostołowie, męczennicy i dobrzy wierni zostali przyjęci w pokoju, lecz oczekują wciąż na wypełnienie Bożej obietnicy na Końcu, obiecano im bowiem także zmartwychwstanie ciała i zniszczenie śmierci, i życie wieczne z aniołami. To otrzymamy wszyscy. Co do tego, co otrzymujemy zaraz po śmierci, każdy, kto jest godzien, otrzymuje to, gdy tylko umrze. Patriarchowie doświadczyli tego najpierw - pomyślcie tylko, od czego znaleźli odpoczynek - potem prorocy, bliżej naszych czasów apostołowie, w ostatnich czasach święci męczennicy, a dzień po dniu dobrzy wierni. Tak to niektórzy trwają w odpoczynku długo, inni krócej, niektórzy mniej lat, jeszcze inni weszli tam dopiero przed chwilą A gdy obudzą się z tego snu, wszyscy razem otrzymają wypełnienie obietnicy.

11. "Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego" - odpowiadając zgodnie ze swoim zrozumieniem - "Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje." Jeśli chory śpi, jest to zwykle oznaką powrotu do zdrowia. "Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie" - powiedział im, że śpi, i nie było to jasne, zatem teraz mówi otwarcie: "Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli." Wiem, że nie żyje, a nie było mnie tam. Wiadomości przekazywały, że jest chory, a nie, że umarł. Czyż jednak coś mogło pozostać dla Niego ukryte, skoro On wszystko stworzył? Przecież to w Jego ręce odeszła dusza umierającego.

Dlatego rzekł: "raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli". Już teraz mogą się zdumiewać, że Pan wie o śmierci Łazarza, jeśli ani jej nie widział, ani o niej nie słyszał. Powinniśmy tu bowiem szczególnie pamiętać, że uczniowie już w Niego wierzyli, lecz wiara ich opierała się na cudach, nie, żeby nie mieli zupełnie wiary wcześniej, i że zrodziła się w nich dopiero teraz, lecz to, co już posiadali, wzrastało, nawet jeśli Pan tak mówił, jakby teraz dopiero wierzyć zaczynali. Nie powiedział przecież: raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, aby utwierdziła się czy wzrosła wasza wiara, lecz "abyście uwierzyli", co należy rozumieć: uwierzyli pełniej i wiarą bardziej żywą.

12. "Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie." O tych czterech dniach mówić można wiele, podobnie jak o innych niejasnych fragmentach Pism, które tyle mają znaczeń, jak różni są czytelnicy, próbujący je zrozumieć. Wyrażę moją opinię co do znaczenia tych czterech dni. Jak poprzednio ślepiec reprezentował cały rodzaj ludzki, tak i przez jednego zmarłego powinniśmy być może rozumieć wielu, gdyż często jedną rzeczywistość ukazują różne znaki.

Gdy rodzi się człowiek, już jest w stanie śmierci, odziedziczył bowiem grzech Adama. Dlatego mówi Apostoł: "Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rz 5,12). To jest pierwszy dzień śmierci: fakt, że człowiek dziedziczy ją po śmiertelnych przodkach.

Potem człowiek rośnie i dochodzi do używania rozumu, by poznał prawo naturalne, które każdy ma zapisane w sercu: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Czy tego uczymy się z ksiąg, czy nie jest to odczytywane z naszej natury? Czy chciałbyś, żeby cię okradli? Z pewnością nie. Zobacz więc: to prawo masz zapisane w sercu. Nie chcesz tego cierpieć, wiec nie chciej tego czynić. Jednak ludzie łamią to prawo i to jest drugi dzień śmierci.

Jest też prawo, które Bóg dał Mojżeszowi, słudze swojemu, prawo, które mówi: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę, nie pożądaj rzeczy bliźniego, nie pożądaj żony bliźniego. (Wj 20, 12-17) Tu masz zapisane prawo, lecz i tym ludzie gardzą: to jest trzeci dzień śmierci.

Cóż pozostaje? Oto nadchodzi ewangelia, głoszone jest królestwo Boże, rozgłaszany jest Chrystus. On wyjaśnia okropności piekła, On obiecuje życie wieczne, lecz i tym także gardzą. Ludzie łamią ewangelię - to jest czwarty dzień śmierci. O tak, zasłużenie cuchną. Lecz czy jest im odmówione miłosierdzie? Broń Boże: oto by takiego z grobu wskrzesić, nie waha się Pan i przychodzi.

13. "Wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga." Nie powiedziała: i teraz proszę, byś przywrócił do życia mojego brata. Skądże mogła wiedzieć, czy zmartwychwstanie będzie dla niego dobre? Powiedziała tylko: wiem, że Ty możesz, wiem, że Ty robisz, co Ci się podoba: czyny Twoje zależą od Twojego rozeznania, a nie od moich założeń. "Wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga."

14. "Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie." Dwuznaczne. Nie powiedział: teraz wskrzeszę twego brata, lecz "brat twój zmartwychwstanie". Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym." Tamtego zmartwychwstania jestem pewna - nie jestem pewna tego, tutaj. "Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem". Powiedziałaś: brat mój zmartwychwstanie w dniu ostatecznym. Tak, lecz ten, kto wskrzesi go wtedy, może wskrzesić go i teraz. "Ja" - powiedział - "jestem zmartwychwstaniem i życiem."

Posłuchajcie, bracia, słuchajcie, co on mówi. Wszyscy, którzy wtedy przypatrywali się z boku, z pewnością oczekiwali, że Pan wskrzesi Łazarza, umarłego od czterech dni. Posłuchajmy zatem i my, i my też powstańmy. Iluż spośród tych, co dziś mnie słuchają, przygniecionych jest ciężarem jakiegoś grzesznego nałogu! Może słuchają mnie tacy, do których można powiedzieć: nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości (Ef 5,18 ), na co oni odpowiedzą: nie możemy. Inni, być może, spośród tych, co mnie słuchają, są nieczyści, splamili się pożądliwościami i występkami, do nich można powiedzieć: odstąpcie od takich czynów, byście nie pomarli, a oni odpowiedzą: nie możemy rzucić naszego nałogu. O, Panie, Ty ich podnieś. "Ja jestem" - powiedział - "zmartwychwstaniem i życiem". Zmartwychwstaniem jest dlatego, że jest życiem.

15. "Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki." Co to znaczy? "Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł", tak jak Łazarz umarł, "żyć będzie". On nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Tak odpowiedział niegdyś Żydom o ich ojcach, dawno zmarłych, o Abrahamie, Izaaku i Jakubie: Jestem Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Nie Bogiem umarłych, lecz żywych, wszyscy bowiem żyją dla Niego.

Uwierz więc, a chociażbyś był martwy, będziesz żył. Lecz jeśli nie uwierzysz, nawet żyjąc będziesz martwy. Człowiekowi, który ociągał się z pójściem za Nim, mówiąc "pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca", Pan odpowiedział: "zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty chodź za Mną". (Mt 8, 21-22) Tam był zmarły, którego trzeba było pogrzebać, ale byli też i umarli, którzy mieli go pogrzebać, jeden umarły w ciele, inni umarli duszą.

Skąd bierze się śmierć duszy? Z braku wiary. Skąd bierze się śmierć ciała? Z braku duszy. Duszą twej duszy jest wiara. "Kto wierzy we Mnie" - mówi Chrystus - choćby ciałem umarł, będzie żył w duchu, aż i ciało jego powstanie do życia i nigdy już nie umrze.

To oznacza: "kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje" w ciele i "wierzy we Mnie", choćby z czasem umarł śmiercią ciała, "nie umrze na wieki", dzięki życiu ducha i nieśmiertelności zmartwychwstania. To oznaczają słowa "Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat." Kiedy uwierzyłam w to, uwierzyła, że Ty jesteś zmartwychwstaniem, że Ty jesteś życiem. Uwierzyłam, że kto w Ciebie wierzy, choćby umarł, żyć będzie, a każdy, kto żyje i w Ciebie wierzy, nie umrze na wieki.

16. "Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię." Warto zauważyć, że zrobiła to po kryjomu, szeptem, po cichu. Nie mogła jednak zupełnie milczeć, skoro powiedziała: Nauczyciel jest i woła cię. Trzeba też wyjaśnić, dlaczego ewangelista nie wspomniał, w którym miejscu ani jak "wołał" Pan Marię: ominął ten moment z powodu zwięzłości, możemy jednak zrozumieć, że wołał Marię, bo wynika to ze słów Marty.

17. "Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać." Czemu nam to mówi ewangelista? Aby pokazać, że z tego powodu wielu zgromadziło się ludzi przy grobie Łazarza, gdy został wskrzeszony. Żydzi, myśląc, że Maria tak pospiesznie wychodzi, aby w płaczu odnaleźć ukojenie smutku, poszli za nią, aby cud wskrzeszenia umarłego od czterech dni dokonał się w obecności wielu świadków.

18. "A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli?" Rozrzewnienie i smutek Jezusa z pewnością coś oznaczają. Któż mógł Go zasmucić, jeśli nie On sam? Zatem, bracia, przypatrzcie się najpierw mocy, która go zasmuca, a potem poszukajmy jej znaczenia.

Smucimy się wbrew naszej woli, Chrystus natomiast zasmucił się, bo tego chciał. Jezus spał, to prawda, ale dlatego, że tego zechciał. Płakał, to prawda, ale dlatego, że tego zechciał. Umarł, to prawda, ale dlatego, że tego chciał. Podlegać lub nie podlegać temu wszystkiemu leżało w Jego woli. Słowo przyjęło ciało, biorąc na siebie całą naszą ludzka naturę, przyjmując ją w jedność swej Osoby.

Dusza Apostoła była oświecona Słowem, podobnie jak dusza Piotra i innych apostołów i świętych proroków - ich dusze były oświecone Słowem, lecz o żadnym z nich nie powiedziano: Słowo ciałem się stało, o żadnym też nie powiedziano: ja i Ojciec jedno jesteśmy. Dusza i ciało Chrystusa stanowią jedną osobę ze Słowem Bożym, stanowią jednego Chrystusa. I dzięki temu Słowo, w którym mieszkała najwyższa potęga, przy pomocy swej woli rozporządzało słabością. W ten sposób Jezus się zasmucił.

19. Powiedziałem o Jego mocy, teraz poszukajmy znaczenia. Zmarły od czterech dni oznacza wielkiego grzesznika. czemu zatem Chrystus się smuci, jeśli nie po to, by pokazać ci, że i ty powinieneś się smucić, gdy przygniata cię i niszczy tak wielka twoja nieprawość? Patrzyłeś na siebie, widziałeś swą winę i tak sobie myślałeś: zrobiłem to, a Bóg mnie oszczędził, popełniłem to, a On mnie wytrzymał. Słyszałem Ewangelię i wzgardziłem nią, otrzymałem chrzest i powróciłem na dawne drogi. Cóż czynię? Dokąd idę? Jakże zdołam uciec? Gdy tak mówisz, smuci się Chrystus, bo zasmucona jest twoja wiara.

Jeśli ktoś w ten sposób się smuci, błyska światełko nadziei, że powstanie z upadku. Lecz jeśli taką ma w sobie wiarę, smuci się w nim Chrystus - jeśli mamy wiarę, Chrystus jest w nas. O tym mówił Apostoł: "Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach" (Ef 3,17). Zatem jeśli wierzysz w Chrystusa, sam Chrystus jest w twoim sercu.

Dlatego zasnął wtedy w łodzi, dlatego, gdy znaleźli się w niebezpieczeństwie i groziło im rozbicie, przyszli do Niego uczniowie i zbudzili Go. I powstał Chrystus, i rozkazał wichrowi i falom, i nastała wielka cisza (Mt 8, 24-26). Tak jest i z tobą: wicher wdziera się w twoje serce, w miejsce, gdzie żeglujesz, gdzie idziesz przez życie jak przez wzburzone, niebezpieczne morze. Wdziera się wicher, powstają fale, chwieje się łódź. Co oznacza wicher? Obrażono cię i jesteś zły - obraza jest wichrem, a złość jest falami. Jesteś w niebezpieczeństwie, przygotowujesz odpowiedź, chcesz oddać przekleństwem za przekleństwo - a twoja łódź prawie tonie. Obudź wtedy Chrystusa, który śpi. Jesteś poruszony i gotowy oddać złem za zło dlatego, że Chrystus w twojej łodzi zasnął. Jeśli Chrystus śpi w twoim sercu, to znaczy, że ty zapominasz o wierze. Jeśli budzisz Chrystusa, to znaczy, że przywołujesz wiarę. A co Chrystus mówi do ciebie, gdy już się w twoim sercu zbudzi? "Usłyszałem, jak mi powiedziano: "jesteś opętany przez złego ducha", i modliłem się za nich." Pan usłyszał i cierpiał, a sługa słyszy i się złości. Chcesz się odpłacić? Dlaczego? Już otrzymali odpłatę. Kiedy tak mówi twoja wiara, rozkaz Pana działa na wicher i fale, i nastaje wielka cisza.

Podobnie jak budząc wiarę budzisz Chrystusa w swym sercu, tak niech Chrystus zasmuci się w sercu człowieka przygniecionego wielkim ciężarem grzesznych nawyków , w sercu człowieka, który złamał nawet świętą ewangelię i wzgardził wiecznym potępieniem. Niech taki człowiek zbierze się, by siebie oskarżyć. I słuchajcie dalej: oto Chrystus zapłakał. Niech więc i człowiek siebie opłakuje.

Dlaczego płakał Chrystus, jeśli nie po to, by człowieka nauczyć płaczu? Czemu smucił się i niepokoił, jeśli nie po to, by ożywić wiarę człowieka, który mając powód, by nie być z siebie zadowolonym, powinien smucić się, że oskarżony jest o złe uczynki, a w końcu, że przyzwyczajając się do grzechu może postawić przeszkodę żalowi i pokucie?

20. "I zapytał: Gdzieście go położyli?" Wiedziałeś, że umarł, a nie wiesz, gdzie go położyli? Oznacza to, że człowiek w ten sposób zagubiony jest jak gdyby nieznany Bogu. Nie odważyłem się powiedzieć, że faktycznie jest nieznany - bo co jest nieznane Bogu? Powiedziałem: jak gdyby nieznany.

Jak tego dowieść? Posłuchaj, co powie Pan podczas sądu: "Nie znam was, odejdźcie ode Mnie" (Mt 7,23). Cóż oznacza: nie znam was? Nie widzę was w moim świetle, nie ma was w prawości, którą Ja znam.

Podobnie i tu. Pan, jak gdyby nie znając takiego grzesznika, pyta: gdzieście go położyli?. Podobnie brzmiał głos Boga w raju po grzechu człowieka: "Adamie, gdzie jesteś?" (Rdz 3,9).

"Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz." Co oznacza "zobacz"? Ulituj się. Bo widzi Pan, gdy się lituje. Dlatego powiedziano: "Spójrz na udrękę moją i na boleść, i odpuść mi wszystkie grzechy!"

21. "Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował!" Miłował? Co to oznacza? "Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników do nawrócenia". (Mt 9,13) "Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?" Ten zaś, który nic nie uczynił, by zapobiec śmierci Łazarza, przygotowywał większy cud wskrzeszenia go z martwych.

22. "A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu." Oby i nad tobą się wzruszył, byś mógł powrócić do życia! O każdym, kto żyje w grzechu, można powiedzieć te słowa: przyszedł do grobu. "Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień." Zmarłego przygniata kamień, na winnym ciąży Prawo. Wiecie, że Prawo dane Żydom zapisano na kamieniu (Wj 31,18 ). Każdego, kto jest winien, przygniata Prawo, ci, co żyją dobrze, żyją zgodnie z Prawem. Prawo nie obciąża sprawiedliwego (1Tm 1,9).

Cóż oznaczają kolejne słowa: "Usuńcie kamień"? Głoście Łaskę. Apostoł Paweł nazywa się sługą Nowego Przymierza, nie w literze, lecz w duchu. "Litera", mówi, "zabija, a duch daje życie". (2Kor 3,6) Litera, która zabija, jest jak kamień, który miażdży. "Usuńcie" - powiedział- "kamień." Zabierzcie jarzmo Prawa, głoście Łaskę. "Gdyby dane było Prawo, mające moc udzielania życia, wówczas rzeczywiście usprawiedliwienie płynęłoby z Prawa. Lecz Pismo poddało wszystko pod [władzę] grzechu, aby obietnica dostała się na drodze wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą." (Gal 3, 21-22) Tak to "usuńcie kamień".

23. "Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?" O czym On mówi: ujrzysz chwalę Bożą? O tym, że On ma moc wskrzesić do życia nawet tego, kto już podlega rozkładowi od czterech dni. Wszyscyśmy zgrzeszyli i pozbawieni jesteśmy chwały Bożej (Rz 3,23), ale gdzie rozpanoszył się grzech, tam tym obficiej rozlała się Łaska (Rz5,20).

24. "Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem". Smucił się, płakał, krzyczał. Ileż trudu wkłada, by podnieść człowieka przygniecionego ciężarem grzesznego nałogu! I oto umarły powstaje. Przynagla go laska ukryta w jego wnętrzu i powstaje, usłyszawszy wołanie Pana. Bo cóż dzieje się teraz? "zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą."

Dziwisz się, jak wyszedł, mając nogi związane, a nie dziwisz się, że wstał żywy po czterech dniach leżenia w grobie? W obu tych dziełach okazuje się moc Pana, a nie siła zmarłego człowieka. Wyszedł, choć był związany. Jeszcze spowity pogrzebowymi płótnami, a już na zewnątrz grobu. Co to oznacza? Gdy odrzucasz ze wzgardą Chrystusa, leżysz w śmierci, a jeśli twoja wzgarda dosięga poziomu, o którym mówiłem na początku, leżysz także i w grobie. Lecz kiedy wyznajesz grzech, wychodzisz.

Czym jest wyjście, jeśli nie otwartym przyjęciem do wiadomości twojej sytuacji, wyjściem jak gdyby z ciemnego schronienia mroku? Ale wyznanie grzechów, którego ty dokonujesz, jest dziełem Boga. On woła donośnym głosem, inaczej mówiąc, wzywa cię nadmiarem swej Łaski. Dlatego zmarły wyszedł jeszcze związany. Wyznając winę, wciąż jeszcze jest winny. Aby uwolnić go od grzechu, mówi Pan: "Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić". Co oznaczają te słowa? "Cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16,19).

25. "Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił." Nie wszyscy Żydzi, którzy przybyli do Marii, uwierzyli, ale wielu uwierzyło. A niektórzy - czy z tych, którzy przybyli, czy z tych, którzy uwierzyli, udali się do faryzeuszów i opowiedzieli im, co uczynił Jezus. Może donieśli po to, by i tamci mogli uwierzyć, a może byli zdrajcami i chcieli wzbudzić w faryzeuszach gniew - jakiekolwiek kierowały nimi motywy, wieść o tym, co się stało, doszła do faryzeuszów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Pon 14:29, 18 Kwi 2011, w całości zmieniany 40 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 21:12, 18 Kwi 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





10. Symbol-Credo

Wielki Poniedziałek. Za cztery dni odnowię przyrzeczenia chrztu.

Kilka dni temu wpisałam sobie trzy zasadnicze wersety Credo w szablony komórki, by przynajmniej _mieć_ je ze sobą. Jakoś naturalnie przeszło mi do Symbolu. I widzę - nawet jeśli nie podoba mi się ta droga, Pan naprawdę mnie nią prowadzi.

Dokąd? No, dobra, do Nieba. Ale którędy? Razz

Wpisując w komórkę, że wierzę w Jednego Boga, Ojca, Syna i Ducha, fizycznie przyjęłam Symbol.

Marniutka ta moja wiara, zracjonalizowana, okrojona z emocji, wyprana z wyobraźni, woluntatywno-intelektualna. "Moja wola wierzy zawsze, rozum przeważnie, uczucia i przekonania rzadko". Tak.

ale

wierzę.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:24, 30 Kwi 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Drugie odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych

Czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?
Wyrzekam się.

Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby ciebie grzech nie opanował?
Wyrzekam się.

Czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?
Wyrzekam się.

Czy wierzysz w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi?
Wierzę.

Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, a naszego Pana, narodzonego z Maryi Dziewicy, umęczonego i pogrzebanego, który powstał z martwych i zasiada po prawicy Ojca?
Wierzę.

Czy wierzysz w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, obcowanie Świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne?
Wierzę.

Wielka Sobota, 23.04. AD 2011


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 21:35, 03 Kwi 2012
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Rok temu nastąpiło zakończenie "Formacji wstępnej". Przeprowadzałam ją zgodnie z ustalonym programem i ksiądz-Formator nigdy nie kwestionował faktu, że formacja wstępna została zakończona. Nawet jeśli nigdy nie została "przyklepana", przypieczętowana - niczym.

Śmierć Arcybiskupa, zawieszenie, brak zgody na śluby prywatne, przeróżne pomysły przyjaciół dotyczące tego, co mi Pan Bóg chce przez to powiedzieć. Trudny czas.

Minął rok.
Kolejne rekolekcje w karmelu.
Coraz piękniejsza, coraz sensowniejsza praca w mojej szkole.
Haft liturgiczny. Nie tylko stuły już, prawdziwa bielizna kielichowa.

Jasna Góra.
Ty, zawsze tylko Ty. Albo nikt.

Dwa spotkania z nowym Arcybiskupem. Popołudnie skupienia w Lublinie. Skompletowanie potrzebnych papierów. I cisza.


Kolejny Wielki Post.
Znowu szłam przez skrutinia.

Pierwsze.
Przeplatała mi się ewangelia o Samarytance przy studni i o wypędzeniu handlarzy ze świątyni. "Gdybyś mnie wygonił, miałbyś rację - ale jak mi odejść od Ciebie, Wodo żywa?"

Drugie.
"Światło świata. I rozmowa z Nikodemem - nocą.
Narodzić się na nowo. Obmyć w sadzawce Siloam, w Posłanym, w Mesjaszu. Żebyż jeszcze mieć wiarę."

Trzecie.
"Konieczna jest śmierć Łazarza, żeby się pokazały sprawy Boże. Ziarno musi obumrzeć. OK. Ale mam jeden warunek - Ty musisz być ziemią. Smile Bo tylko w Tobie. I że Ty jesteś jedynym życiem, które ewentualnie byłabym w stanie zaakceptować. Nie chcę życia poza Tobą.
Więcej warunków naprawdę nie mam, chociaż mi ciężko. Ty robisz ze mną co chcesz, ok?
Rzuciło się ziarno w Ciebie, ziemio. "


Przedziwny "ryt soli".
Nie udało mi się ustalić, czy chrzcili mnie "przed", czy "posoborowo". Nikt w rodzinie tego nie pamięta. Razz Teraz (dopiero teraz?) poczęstowana egzorcyzmowaną solą - przedziwne doświadczenie. Sól i miód.


Reditio symboli. Eucharystia Niedzieli Palmowej. I credo - ok, w skróconej wersji - wpisane w archiwum wiadomości w telefonie komórkowym.

Przygotowuję się do Triduum. O rok dojrzalsza.
Jeszcze raz odnowię przyrzeczenia chrztu.
Na tą jedną jedyną noc w roku otwarcie założę obrączkę. Znak Jego wierności.
On był wierny cały ten rok.
ja - mimo wszystko - też.
Jemu chwała.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Adanciowa formacja (chyba) stała
Forum Vitam curare Strona Główna -> Permanentnie
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 5 z 5  
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin