Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje -> Adwent AD 2010 Idź do strony Poprzedni  1, 2
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Wto 20:51, 14 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi
he gave power to become children of God
dedit eis potestatem filios Dei fieri
_____________________________________________________

Dobra. Jeśli spełniam warunki (narodzenie się z Boga, wiara w Jego imię, przyjęcie Go) - to On mnie uczynił swoim dzieckiem.

Mój chrzest był magiczny. Trzymiesięczne dziecko żadnej wiary nie wykazywało. No, ale był. Uwielbiam fakty, są niepodważalne.

A zatem: dobra. Jestem dzieckiem Bożym, nawet jeśli to zadziałało magicznie. Urodziłam się, bo On tak chciał. Moje życie tak wygląda, bo On tak chciał. Podobno to ma sens i mogę coś z tym zrobić.

Prawdopodobnie nie mam na to większego wpływu niż gdybym zamarzyła sobie nagle stać się długonogą, smukłą blondynką. No, dobra - mamy fakty. Trzeba żyć.

To jest to "przyjęcie"?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 20:52, 15 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
The Word became flesh, he lived among us
Et Verbum caro factum est et habitavit in nobis
_______________________________________________

Tekst z każdego Anioła Pańskiego. Jakże znany. Aż się prosi w dopełnieniu o ave, Maria, gratia plena...
_______________________________________________

Po ustaleniu, że jestem Jego dzieckiem (cynizm dopowiada: On kocha grzeszników, więc mogę być Jego dzieckiem-szmatą, OK) wracamy do Wcielenia. Słowo stało się mięsem. I wmieszało się w naszą rzeczywistość.

Nieodmiennie zdumienie: po co, no po co, skoro mógł cpryknąć palcami i byłoby po kłopocie. A tak to musiał sobie genotyp skombinować.

(BTW: sprawa genotypu Jezusa bardzo mnie intryguje - w Niebie Go zapytam. Haploidalny, zdaje się, nie był - hihi - no, organizmy haploidalne istnieją - patrz pszczoła miodna - ale u ludzi to chyba by nie przeszło? Z jeden chromosom Y by się przydał raczej... Poza tym grupa krwi AB, stwierdzana parokrotnie przy okazji różnych cudów, zakładając ich autentyczność, wymaga diploidalności i dwóch różnych zestawów chromosomów. Więc samopowielenie genomu jednej komórki jajowej nie wchodzi w grę - zresztą wtedy byłby dziewczyną. Smile Mogło być samopowielenie z mutacją po drodze. Mógł być błąd genetyczny w tworzeniu tej komórki - też z mutacją po drodze. I wreszcie mogło być wprowadzenie obcego materiału genetycznego, jakkolwiek dokonało się technicznie i w którymkolwiek miejscu, choćby jeszcze w jajniku - ot, stworzenie z niczego w ciele kobiety DNA, które nie jest jej DNA, a jest generatywne - i łączy się z jej DNA, i oto powstaje Najdoskonalsza Zygota Świata. Cóż prostszego?)

Przepraszam niebiologów. Biolodzy naprawdę o takich rzeczach myślą. Wink

Tak czy inaczej: zamknąć Boga w odrobinie kwasów nukleinowych, wody, białka i tłuszczów. Zamknięcie człowieka w takim czymś wydaje się niewiarygodne. Stąd łatwość aborcji...
A zamknięcie w jednej komórce Boga?

Więcej: to On sam wpadł na taki pomysł. Na który naprawdę nikt na świecie by nie wpadł. W Niebie i w piekle, założę się, też.

Zastanawiam się, czy Bóg w pewnym sensie nie jest minimalistą. To nam się wydaje, że wszystko dla Niego ma być takie wielkie i wspaniałe - no, słusznie, w końcu On jest godzien wszystkiego, największych wspaniałości. Ale kiedy On sam wybiera, to szuka zupełnie inaczej.

Okruszyna ciała. Dziura zabita dechami w maleńkim kraiku ówczesnej cywilizacji. Dwunastu (minus jeden) zwolenników. Publiczni grzesznicy, prostytutki. Podpłonny placek i rozwodnione wino Eucharystii. I wreszcie krzyż.

Nikt w Niebie, w piekle ani na ziemi nie wpadłby na taki pomysł. Swoją drogą, w piekle musiało być niezłe zamieszanie. A w Niebie niezłe zdumienie. Na ziemi to raczej obojętność. Razz

Dobra, wracamy do życia.

Jeśli Bóg jest minimalistą, to - mówi moja cyniczna przewrotność - po co właściwie się starać i silić na rzeczy wielkie?
A gdyby tak zaryzykować i oddać Mu to najmniej, to, czego nie czuję, co nie boli, czego nie widzę, nie mam pojęcia, że istnieje - może to by wziął?
No, dobra - ale co ja mam takiego? Poza tym to chyba On musi sobie wybrać? I ewentualnie zawiadomić mnie o tym - no właśnie, czy to w ogóle konieczne?

Qrcze. Mam wrażenie, że to już heretycka teologia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Śro 21:17, 15 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Czw 22:37, 16 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





no to dalej.
Verbum caro factum.

Słowo stało się mięsem.
Słowo stało się faktem.

______________________________________________

Dlaczego nie wierzę, że Słowo może stać się faktem. Że Boże obietnice spełnią się najwcześniej w Niebie. Że tu, na ziemi, tylko Słowo, a "caro" to po śmierci.

Teraz mówią, że podobno tak nie jest, że tu, na ziemi, mamy doświadczać zbawienia. Kiedyś mówiono, że w życiu trzeba się nieźle nacierpieć, żeby wejść po zbawienie do nieba. Wtedy mówiono, że "w nagrodę" - może rzeczywiście lepiej byłoby powiedzieć "w konsekwencji".

Więc jak to jest?

Z mojego życia żadnego "verbum caro factum" na tej ziemi nie widać. Oprócz, oczywiście, Wcielenia historycznego. Przyszedł, odkupił, wniebowstąpił, siedzi po Prawicy, wróci. Chwała Mu i uwielbienie - całym sercem TAK. Ale póki co - co?

Jak wróci - o, oby jak najszybciej! - no, to się zacznie. Wszystkie obietnice pójdą w ruch. Bo one są prawdziwe, wcale nie wątpię. Tylko odkładam je na czasy Po Przyjściu.

Podobno są ludzie, którzy widzą w życiu spełnianie się Bożych obietnic. Po pewnej analizie na ogół okazuje się, że sprowadzają te obietnice do sfery odczuć i doznań. W większości emocjonalnych. I tu mam szlaban.

Dla mnie "Verbum caro factum na tej ziemi" musiałoby polegać na spełnianiu się Słowa w faktach. A tego nie widzę... no, dlatego łatwiej założyć, że On jednak miał na myśli Niebo. I czekać. Jak na zbawienie.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pią 17:55, 17 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





habitavit in nobis
____________________________________

in. Ciekawe słówko. Nie tylko "pośród", ale i "w". W nas zamieszkało. Tak? "W obrębie", "wewnątrz".

Słowo zamknęło się w nas.

Rodzi mi się pytanie, na ile to historia, na ile teraźniejszość. Czy Past Simple, czy Present Perfect. Razz Zamieszkało i odmieszkało, czy zamieszkało i dalej mieszka?

W moim obecnym byciu wydaje mi się, że jedynym "miejscem" realnej obecności Boga w teraźniejszości naszego świata są sakramenty. A reszta to pamiątki i symbole, nic więcej. Myślę, jak smutno mają protestanci, którzy wierzą tylko w pamiątki i symbole, bez najmniejszego nawet poczucia Realności.

Ale sakramenty to bardzo zimna Obecność. Milcząca. Niereagująca. Nie wchodząca w żadną interakcję. Pole dla czystej wiary - nic więcej.

No, dobra - jest jeszcze Słowo. Któremu obecnie nie wierzę, bo mi się nie staje.
Jest jeszcze Kościół, który ma mnie w nosie.
Jest jeszcze człowiek, który - no dobra, który jest realną obecnością Boga i dlatego trzeba go kochać. Ale człowiek jest hm Obecnością receptywną. Znaczy: kochanie go polega na tym, że trzeba mu dawać, bo nic się od niego i tak nie dostanie. Razz Że trzeba mu służyć, a on się nawet nie obejrzy. To się chyba nazywa bezinteresowna miłość czy jak.

Może i rzeczywiście tak być powinno. Może wiara powinna być goła, niczym nie poparta, ślepa i zimna. Może (dla mnie?) innej wiary nie ma.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:27, 18 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





I oglądaliśmy Jego chwałę
and we saw his glory
et vidimus gloriam eius
____________________________________________

oglądaliśmy czy widzieliśmy?

Ja to chyba nic nie widziałam. No, dobra - może kiedyś, bardzo dawno. I tym bardziej gorzkie to jest.

Hihi, jak byśmy byli szczęśliwi, gdybym nie spotkał cię wcale - śpiewają w jakiejś durnej piosence. No, nie ma tak dobrze.

Tak, wiem - to w zasadzie cała ścieżka tematyczna Pieśni nad pieśniami. Przyszedł, zawołał i znikł. I weź Go szukaj. Pobiją cię, zwyzywają, okradną, jak nie co gorszego. Nie wiem, jaki to ma mieć sens.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 17:50, 19 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca
the glory that he has from the Father as only Son of the Father
gloriam quasi Unigeniti a Patre
_____________________________________

Po polsku tego nie widać, ale Amerykańcy chyba mają rację: taką chwałę od Ojca otrzymuje _tylko_ Jednorodzony.
I jeszcze to a. "a Patre". z, z głębi, ze środka.
_____________________________________

W zasadzie nie ma co komentować.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 22:45, 20 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





pełen łaski i prawdy.
full of grace and truth.
plenum gratiae et veritatis.
______________________________________

Może On jest Pełnią łask i Pełnią prawdy?
Zapewne.

Mówią mi, że Bóg zawsze przychodzi z pełnią łask, tylko człowiek się zamyka. Ja się zamykam. To by było podobne i do Boga, i do mnie.

Oczywiście, że On jest dobry, wspaniałomyślny, nieskończenie hojny w Miłości. A ja to jestem ja. I jeśli jest tu jakakolwiek wina - to musi być po mojej stronie.

No dobrze - ale czy musi być wina? I czy On nie da sobie rady ze wszystkimi moimi winami?

Więc dlaczego nie ma łaski?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Wto 22:10, 21 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





et veritatis.

Mój rachunek sumienia z prawdy wychodzi wyjątkowo nędznie. Z wielu powodów. Mówienie prawdy wymaga odwagi, zaufania, miłości. I żeby mówić prawdę, trzeba chociaż jedno z nich wcześniej mieć.

Nie miałam. I nie mam. W ogóle nic nie mam.

Może dlatego jest jak jest?
Ale co robić?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 19:22, 22 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





I to chyba koniec jest.

Z pozytywnych - mam nadzieję - efektów tych rekolekcji: uznaję, że historia mojego życia jest dziełem Boga (i wcale nie podoba mi się przez to bardziej, ale po prostu uznaję to). Nie wiem, może Sobie chciał jedną babę taką do niczego mieć - Jego wola, Jego sprawa. Postanawiam się nie wtrącać.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Adwent AD 2010
Forum Vitam curare Strona Główna -> Rekolekcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 2 z 2  
Idź do strony Poprzedni  1, 2
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin