Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo -> Na niedzielę Idź do strony 1, 2, 3 ... 12, 13, 14  Następny
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Na niedzielę
PostWysłany: Czw 22:33, 09 Lip 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Piętnasta zwykła, rok B (Mk 6, 7-13)

Fragment tekstu ze strony [link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Idą po dwóch, aby okazywali sobie miłość, którą będą głosić innym (por. Łk 7, 18; J 1, 37). Ponadto, jeżeli dwóch jest razem, tam może być obecny i trzeci: „gdzie dwóch albo trzech jest zebranych w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Ponieważ uczniowie Jezusa nauczyli się być z Nim, to teraz potrafią być także wzajemnie ze sobą w jego Imię. To Jezus ich łączy i Jego słowo, które mają głosić wzajemnie się wspierając, co jest pierwszym znakiem przywołującym innych do wiary w królestwo Boże, które rzeczywiście nadchodzi wraz z nimi (gdyby mówili każdy od siebie, każdy mówiłby co innego).
Cytat:
Brak współdziałania z innymi „posłanymi” oznacza często koncentrację na własnych rozwiązaniach duszpasterskich i ewangelizacyjnych niż na uważnym wpatrywaniu się w Chrystusa i próbie odczytania Jego planu i realizowaniu Jego misji.


Czasem się zastanawiam, czy mój indywidualizm nie wymaga niezłego wędzidła. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pią 16:31, 17 Lip 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Szesnasta zwykła "B" (Mk 6, 30-34)

Wiele aspektów. Zaczynając od rozmowy z Jezusem - przyszli i tak zwyczajnie rozmawiali, pewnie chwalili się, może dzielili smuteczkami, trochę skarżyli, rozczulali nad sobą - ciężkie jest życie apostoła... - musieli Mu to powiedzieć, skoro kazał im iść i odpocząć.

Właśnie: odpocząć. Wakacje są.

Na miejsce pustynne.
Cytat:
Uczniowie udają się na pustynię, która w całej Biblii ma głęboką symbolikę i stanowi kontekst do pogłębionego odczytania znaczenia tego miejsca. Pustynia to bez-życie; znalezienie się na niej stanowi więc potężne wyzwanie dla człowieka, który doświadcza wówczas swoich słabości, pozostając jakby obnażony przez prawdę o ludzkiej kondycji. Bóg wyprowadza jednak w takie miejsce, by okazać swoją potęgę i nauczyć człowieka, gdzie leży źródło jego życia. Podstawowym doświadczeniem Izraela, przekazywanym sobie później przez pokolenia, była 40-letnia wędrówka z Egiptu, domu niewoli, do ziemi obiecanej. Temat ten podejmą autorzy Pism i Prorocy wskazując, jeśli tak można powiedzieć, na pedagogiczną działalność Pana Boga. Ozeasz, używając metafory miłości oblubieńczej, jaka zachodzi między Jahwe a Jego ludem – wybranką, wyraża pragnienie Boga: „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2, 16). Sam Jezus w swojej działalności wyraźnie nawiąże do sposobu przeżywania relacji z Bogiem przez doświadczenie pustyni. To w takie miejsce pozwala się wyprowadzić Duchowi u zarania swej publicznej misji (zob. Mk 1, 12). Tu staje w otwartej konfrontacji z szatanem, zwycięża go i zaprowadza pokój (zob. 1, 13). Także na miejsca pustynne Jezus oddalał się, by się modlić, co pozwalało Mu później głosić z mocą słowo i czynić cuda (zob. np. 1, 35n).

Wezwanie zatem Apostołów, aby udali się na pustkowie, jest wskazaniem na podstawowy wymiar życia ucznia Chrystusa, który żyje Bogiem. W tym znaczeniu pustynia przestaje być miejscem samotności, a staje się przestrzenią koniecznego spotkania z Najwyższym. Przestaje być miejscem klęski, choć pozostaje czasem próby i walki, ale daje sposobność do objawienia zwycięstwa Ducha i ukształtowania nowego człowieka. Apostołowie na tyle będą mogli kontynuować swoją misję, na ile będą naśladowali Tego, który ich posyła. Istnieje niebezpieczeństwo zagłuszenia ich serc przez tłum, dlatego udają się na odludzie, by zyskać wolność dzieci Bożych.
(cytat z [link widoczny dla zalogowanych]).

I dalej: szukający, "głodny" tłum, uparcie podążający, oślo uparcie podążający, głodny - i znajdujący zaspokojenie...

Znajduję się w każdym z tych aspektów. Zwłaszcza wobec rozpoczynających się w niedzielę rekolekcji.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 20:59, 25 Lip 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Siedemnasta zwykła "B" (J 6,1-15)

Pohl napisał:
To nie znaczy, że będzie odtąd wyręczał służbę zdrowia, rolników i piekarzy. Leczenie i chleb to są zadania dla nas. Jednakże cuda Jezusa były znakiem, że nie jesteśmy Bogu obojętni i że wie On o wszystkich naszych brakach. My mamy jedynie być gotowi, żeby Mu zaufać.


Newman napisał:
Boże mój, jesteś rozrzutny w swej trosce i w delikatności względem każdej z istot ludzkich, które stworzyłeś; jak gdyby na świecie nie było nikogo więcej. Istotnie, widzisz je wszystkie, każdą z osobna, i każdą z osobna miłujesz w jej życiu śmiertelnym, i każdą z osobna obsypujesz pełnią Twoich przywilejów, zajmując się każdą i troszcząc się o każdą niezależnie od wszystkich innych...

Cytaty [link widoczny dla zalogowanych]

Zadumana nad rozrzutnością Tego, który tak rozdaje chleb, że zostaje 12 koszów resztek, a jak zapewnia wino, to od razu w sześciu stągwiach i po brzegi... wesele weselem, ale gdyby to wszystko wypili, to leżeliby pod stołem do tej pory. Razz

Boże Jedyny, po co tyle? Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 23:11, 25 Lip 2009
kusaczek
Zielony
 
Dołączył: 16 Lip 2009
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5





naszło mi coś co kiedyś usłyszałam (może dlatego tyle) bo
..." chrześcijaństwo jest dla zachłannych"...
(ks.Pawlukiewicza).


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:28, 01 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





18 ndz.zw. B (J 6, 24-35)

[link widoczny dla zalogowanych] napisał:
Cytat:
Jezus w dzisiejszej ewangelii bada i demaskuje intencje serca tych, którzy sprawiają wrażenie ludzi oddanych. "Idziecie za Mną nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości". Takich gorzkich słów nie mówi się bez powodu. One świadczą o pełnej wiedzy jaką ma o tamtych ludziach, o nas, o człowieku w ogóle Jezus Chrystus! Nie ma w tym żadnego potępienia kogokolwiek, jest natomiast miłość w prawdzie, o którą człowiek siebie nawet nie podejrzewa! Im bardziej człowiek poznaje siebie, tym większa może mu się wydać miłość Pana Boga.

Na rozstaju dróg wielu odkrywa swoją totalną niemoc. Tylko, że skrzyżowanie to nie parking. Tu jest konieczny ruch i decyzje. Nie można nie wybierać. Nie można też mieć wielu scenariuszy na jedno życie. Konieczne jest więc badanie i odczytywanie prawdziwych intencji własnego serca. Słowo Boże jest jedynym światłem, które nie myli człowieka. Słowo Boże każdemu pokaże co nim naprawdę kieruje i dokąd w konsekwencji zmierza? Dlatego tak ważna jest poznawcza uczciwość. Więc, co tobą kieruje? Kompleksy, strach, ambicje, chciwość, zaślepienie, gniew, żal, poczucie winy, rozpacz, pragnienie władzy, chęć odwetu, mechanizmy obronne, nadzieja, posłuszeństwo, wierność, poświęcenie ? A może jeszcze coś innego? Jak długo nie poznamy przyczyn, tak długo nie będziemy w stanie zrozumieć i przyjąć wszystkich konsekwencji.


A to napisał św. Jan od Krzyża:
Cytat:
Spraw, o Panie, abym nie szukał wcale swej pociechy i upodobania ani w Tobie, ani w jakiejś rzeczy. Nie pragnę również prosić Cię o łaski, gdyż wiele ich już otrzymałem. Spraw, aby wszystkie moje starania zwracały się ku Tobie, by zaspokoić upodobanie Twoje i oddać Ci jakąś przysługę za to, co od Ciebie otrzymałem, choćby mię to wiele miało kosztować...
O Boże mój i Panie, jak wielu idzie do Ciebie szukać w Tobie swej pociechy i swego zadowolenia i pragnie, byś im udzielał łask i darów. Niewielu zaś jest takich, którzy by umieli o sobie zapomnieć, by Ciebie zadowolić i sprawić Ci przyjemność, nawet za cenę ofiary!
O mój Umiłowany, wszystko, co przykre i bolesne, biorę dla siebie, a Tobie pozostawiam samą przyjemność i słodycz.


A to napisałam ja:
Cytat:
Cholernie trudna jest ta mowa, któż jej może słuchać?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Sob 21:28, 01 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 15:35, 08 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





To jest setny, jubileuszowy wpis na tym forum. Smile

dziewiętnasta zwykła B,
1 Krl 19,4-8; Ps 34,2-9; Ef 4,30-5,2; J 6,51; J 6,41-51

Po przeczytaniu kilku propozycji lectio divina z różnych miejsc dzisiaj ja sama i krótko, by się w herezję nie zaplątać:

O życiu dzisiaj, o odrzucaniu życia (patrz Eliasz) i o dawaniu życia, i to wiecznego. I o Chlebie. I Pawłowe "bądźcie naśladowcami Boga", który kocha życie, daje życie, opiekuje się życiem, wciska je nam, kiedy my go nie chcemy (albo wydaje się nam, że już go nie chcemy, bo mamy dość).

I że "Ja jestem chlebem życia" nie zawęża się do Eucharystii, nawet jeśli w Niej najpełniej się, póki co tutaj na ziemi, realizuje.

Można rzucać kamieniami lub zbierać chrust.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Czw 23:12, 13 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





20 zwykła B: Prz 9,1-6; Ps 34,2-3.10-15; Ef 5,15-20; J 6,56; J 6,51-58

Czytam te zachwyty nad Eucharystią - najsłuszniejsze ze słusznych - napisane na najbliższą niedzielę przez Mądrych. Ot, choćby [link widoczny dla zalogowanych]
Cytat:
Eucharystia to zostawiona przez Chrystusa ciągle otwarta możliwość przenoszenia doczesności w wieczność, a mówiąc dokładniej zamieniania krótkiego czasu ludzkiego życia na ziemi w wieczną i Bożą egzystencję. My ciągle mamy tendencje do ściągania Boga na ziemię, przykrawania Go do wymiarów naszej małej doczesności. Tymczasem Pan Bóg ma inne zamiary. Pragnie pomóc nam w dorastaniu do wymiarów Jego nieograniczonej wieczności. Każde przyjęcie Komunii świętej winno pomagać w tym dorastaniu do wymiarów Bożego życia.


A dla mnie to jest jeszcze prościej. Bo nie "dorastanie", a samo czyste życie. Moje życie - jak serce we mnie, jak oddech, jak moja własna krew. Ten najcenniejszy kawałek wszechświata - drobinka konsekrowanego chleba, kilka kropel zmieszanego z wodą wina.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 17:06, 22 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





21 B, Joz 24,1-2a.15-17.18b; Ps 34,2-3.16-23; Ef 5,21-32; J 6,63b.68b; J 6,54.60-69

Hm...
O wolności czytam. O wolności odejścia i trwania. Że, co mi jakoś znajomo brzmi,
Cytat:
Prawdziwa miłość raczej godzi się być odrzucona i niekochana, niż miałaby zrobić z kogokolwiek niewolnika.
([link widoczny dla zalogowanych])

I że wolność trwania (nie odejścia) to też wybór miłości, tej samej, o której pisze św. Paweł - tak samo wiernej, wzajemnej, nierozerwalnej. Trwam, bo w odpowiedzi na Miłość kocham, jestem poddana, bo w odpowiedzi na Miłość kocham. Nie odejdę, bo...

No bo do kogo pójdę, jeśli poznałam i uwierzyłam? Zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry, On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy. On umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić.

A póki co, w nieustannym "dziś" nieustająco rozstrzygać, że chcę służyć. Pomimo porażek, niezrozumienia, trudności w słuchaniu, nawet pomimo moich uników, ucieczek i wymykań się, jakkolwiek (daj mi Panie) niedalekich i krótkich. Upartą wiernością powrotów koić Jego gorycz, gdy pyta "czy i ty chcesz odejść?"


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Sob 17:07, 22 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:44, 29 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





22 niedziela B, Mk 7,1-8.14-15.21-23

W kontekście rozważań o hipokryzji, przepisów, autentyczności Relacji [link widoczny dla zalogowanych]:

Cytat:
Kto to jest hipokryta? To ktoś, kto sądzi, że jego zadaniem jest doskonale wypełnić Prawo, by okazać się bezgrzesznym wobec Boga i w stosunku do ludzi. Nie rozumie, że zadaniem Prawa jest jedynie ujawnienie zła gnieżdżącego się w sercu ludzkim, by wzbudzić w nas potrzebę przebaczenia, miłosierdzia i nawrócenia, a to daje jedynie Jezus Chrystus przez wiarę w Niego! Najpierw to miłosierdzie trzeba przyjąć gratis, z łaski, od Jezusa, który przyszedł zgładzić nasze grzechy, a następnie – mając świadomość własnej rzeczywistości – otworzyć się na udzielanie miłosierdzia innym, grzesznym, jak my sami.


I jeszcze [link widoczny dla zalogowanych]:
Cytat:
Niedawno znajomy ksiądz podzielił się ze mną celnym spostrzeżeniem: „Od zawsze Kościół udowadnia człowiekowi, że jest grzesznikiem, a potem nie wierzy swoim oczom i strasznie się dziwi jego grzechom”. Jest w tym oczywista niekonsekwencja.


A mi nie chodzi o "udowadnianie, że jestem grzesznikiem" - wiem i uznaję to, czasem w takim stopniu, że bliżej mi do garbatej pokory niż udawania, że wszystko jest OK.
Siedzę w tych tekstach i myślę sobie o naszych ostatnich rozmowach z Olą (nie tą z Lublina Smile ) - o moim popapraniu, którego mam świadomość, wraz ze świadomością, że do końca czyśćca raczej tego nie wyleczymy.

Dotąd miałam wrażenie, że Ola (i cały Kościół Razz ) wymaga ode mnie najpierw "wyleczenia": uporządkowania, uwolnienia, dojścia do takiego stanu, w którym ani grzech pierworodny, ani moje grzechy, ani grzechy innych z mojego otoczenia (wraz z ich skutkami spadającymi m. in. na mnie) "nie będą już mi szkodzić" - a "potem pogadamy o ewentualnej reszcie", bo póki co to nie można ze mną poważnie rozmawiać i w ogóle kto by mnie traktował poważnie z całym tym popapraniem moim (komu przeszkadza słowo "popapranie", niech czyta "z moją grzesznością i uwikłaniem w grzechy moje i innych").

Tu spotykam ten drugi cytat: Kościół, który udowadnia mi, że jestem grzesznikiem (oczywiście, ma rację) wydaje się być zdumiony moją grzesznością, co więcej, moje popapranie widzi (i ukazuje mi) jako przeszkodę decydującą o hm bezjakości mojego życia. Bo, jak sądziłam do dziś rano, mówi: "nic nie zdziałasz, dopóki tego nie wyleczysz".

No przecież wiadomo, że _nie_ wyleczę. To co, siąść i płakać? Ano. Przecież to, w takim rozumieniu, swoisty wyrok.

"Nie masz racji" - napisałam Oli w ostatnim mailu. Jak rozumieć jej odpowiedź, do dziś się zastanawiam. Razz

I tu przychodzi Słowo - wraz z komentarzami. Zacytuję jeszcze raz:
Cytat:
zadaniem Prawa jest jedynie ujawnienie zła gnieżdżącego się w sercu ludzkim, by wzbudzić w nas potrzebę przebaczenia, miłosierdzia i nawrócenia, a to daje jedynie Jezus Chrystus przez wiarę w Niego! Najpierw to miłosierdzie trzeba przyjąć gratis, z łaski, od Jezusa, który przyszedł zgładzić nasze grzechy, a następnie – mając świadomość własnej rzeczywistości – otworzyć się na udzielanie miłosierdzia innym, grzesznym, jak my sami


I to jeszcze:
Cytat:
Nie będzie to więc nasze dzieło, choć dokona się w nas. Będzie to bolesny, długotrwały, ale czyniony z ogromną miłością proces oczyszczania wszystkich możliwych relacji i motywów. Będzie to szkoła miłości, wychowanie do odpowiedzialności za siebie i za innych.


Na mój łeb, proces, który będzie trwał nieustannie do końca czyśćca. Ale jeżeli wymagają ode mnie _procesu_ oczyszczania, nie _stanu_ oczyszczenia - no, to może przynajmniej mam szansę.

I druga rzecz: w Słowie znów robię rachunek sumienia z tak zwanych praktyk religijnych. Może paradoksalnie: czy nie za dużo i nie za pusto w stosunku do popapranej rzeczywistości mojego życia? Czy - w mojej rzeczywistości - wolno mi "aż" tyle? Nie, inaczej: czy to dobrze, że "aż" tyle? Czy nie wchodzę za jakiś płot, za który wchodzić nie powinnam, bo to już nie moje pole, bo są lepsi na to pastwisko? Rolling Eyes


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 21:42, 30 Sie 2009
Ardis
Małosolny
 
Dołączył: 03 Sie 2009
Posty: 23
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta





Jeżeli chodzi i aktualności niedzielne, to podobał mi się dzisiejszy list. Ciekawy jak mało kiedy.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 21:51, 30 Sie 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Jaki list?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 9:13, 02 Wrz 2009
Paweł
Małosolny
 
Dołączył: 14 Lip 2009
Posty: 31
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna





Poniższy
Cytat:
Kto to jest hipokryta?

brzmi mi jakoś tak... neokatechumenalnie. Co się (być może) różni od katolickiego podejścia tym, że (być może) nie uznaje tzw. pracy nad sobą. Do przemyślenia.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Śro 13:50, 02 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Po przemyśleniach i po zostawieniu na boku wszystkiego, co dobrze i źle myślę o instytucji neokatechumenatu i poszczególnych jego hm uczestnikach.

Wydaje mi się, że prawda (jak na ogół) leży pośrodku, a umiarkowanie (w końcu cnota główna) jest niezbędne w wartościowaniu, także tego problemu. Hipokryzja-Prawo-przestrzeganie przepisów-praca nad sobą. Pole bardzo delikatne.

Skrajność pierwsza (fakt, ukochana przez niektórych neokatechumenów - tak się ich nazywa?): Bóg mnie i tak kocha, więc nic nie muszę, bo On mnie przeniesie do nieba jako grzesznika. Wniosek: nie pracuję nad sobą, bo po co, a każdego, kto czyni inaczej, nazwę hipokrytą szukającym usprawiedliwienia w wypełnianiu Prawa.

Skrajność druga: "wystukam" jak najdokładniej się da wszystkie przepisy i niech mnie Pan Bóg tylko spróbuje nie zbawić, przecież mi się należy (a jeśli przypadkiem czegoś mi się nie uda wystukać, to albo wpadnę w głęboką frustrację, albo będę wypierać problem). Wniosek: pracować nad sobą i zbawiać się samemu, ze wszystkich sił - i po co mi w tym wszystkim Pan Bóg, a każdego, kto sądzi inaczej, będę potępiał, bo jest nieporządny i nie zapracowuje na zbawienie.

Obie skrajności są oczywiście błędne i chyba nawet w najskrajniejszych formach stanowią grzech przeciwko Duchowi Świętemu?

Środek (wydaje mi się że zdrowy): współpracuję z Bogiem po to, by wejść do nieba, które On dla mnie przygotował. Nie opieram pewności swojego zbawienia na tym, że (udaję, że) wypełniam przepisy (skrajność, powiedzmy, hipokryzji) ani na tym, że On mnie kocha więc tak czy inaczej mnie zbawi, a mogę se robić co chcę (skrajność, powiedzmy, niektórych neonów - podkreślam _niektórych_). Nie opieram mojej pracy nad sobą na sobie, tylko na Nim. On pracuje we mnie, a ja Mu pozwalam i na każdym kroku ułatwiam, robiąc wszystko, co tylko ode mnie zależy. Jeśli coś mi nie wyjdzie, natychmiast idę z tym do Niego, a nie zatrzymuję się na samopogardzie i/lub udawaniu, że wszystko gra. A jeśli mi coś wyjdzie, nie traktuję tego jako świetnej okazji do podkarmienia pychy i poćwiczenia pogardzania innymi.

Ponieważ jednak widzę u siebie straszliwą skłonność do skrajności hm nieneońskiej (psychologiczny przymus "zasługiwania na miłość" wzięty z niemowlęctwa - czasem płaczę, że Panie Boże ja naprawdę nie jestem temu winna...), wybierając teksty, które mówią coś do mnie, siłą rzeczy mogę sprawiać wrażenie zbliżania się do skrajności "neońskiej". Z całym szacunkiem do wszystkich neonów nie popadających w skrajności.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pią 16:03, 04 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





23 "B", Iz 35,4-7a; Ps 146,6c-10; Jk 2,1-5; Mt 4,23; Mk 7,31-37

O tym, jak Bóg wkracza z mocą w życie człowieka - w ograniczenia, w cierpienie, w niemoc. I o tym, co człowiek może z tym wkraczaniem zrobić.

Dobrze wiem, w jakich sferach życia jestem głucha (czego nie chcę przyjąć do wiadomości), a w jakich niema (czego nie potrafię, z czym nie daję rady). A On przychodzi i... będzie mi tu paluchy wkładał, pluł... i co nie jeszcze, tak?

A może pozwolić Bogu, żeby mi zapluł to życie? Pozwolić Mu włożyć palec i rozgrzebać?

[/prowokacja]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 18:23, 12 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





24 B, Iz 50,5-9a; Ps 116A,1-6.8-9; Jk 2,14-18; Ga 6,14; Mk 8,27-35

Dwa hm motywy. Po pierwsze, "za kogo Mnie uważasz". Po drugie, Krzyż. Ten drugi jest weryfikacją tego pierwszego. Praktycznie, w uczynkach, święty Jakubie.

Ale mnie co innego dotknęło. Od kilku lat kiedy słyszę Mk8,27-35 (lub analogiczne opisy tego samego wydarzenia), za każdym razem wrzeszczę to samo: a Ty za kogo mnie uważasz?

I proszę bardzo:
Cytat:
co jest bardziej potrzebne - czy odpowiedź pytającemu czy pytanie pytanemu? Mówiąc wprost: Czy to Jezus potrzebował odpowiedzi czy raczej Piotr i Apostołowie potrzebowali pytania?
Bóg znał serce Piotra i zna serce każdego z nas, bez naszych zwierzeń i wyznań. Nasze wyznania niczego więcej nie wnoszą niż Bóg wie i mówi. Jego wiedza o nas jest zupełna.

Cytat:
Dialog Jezusa ze swymi uczniami pod Cezareą Filipową wskazuje na głęboką relację Mistrza do otaczających Go osób. Jezus pierwszy rozpoczyna ten dialog prowokując uczniów do poszukiwania głębszych odpowiedzi. Określając tożsamość Jezusa uczniowie potrafią lepiej rozpoznać swoją własną tożsamość.

(cytaty z [link widoczny dla zalogowanych])

I kilka wniosków pomiędzy meditatio, oratio i actio:
1. Szczerze stawiane pytania, jakkolwiek bezczelne, są dobre. Smile
2. Chciałabym wreszcie uwierzyć, przyjąć Oczywiste: że On pierwszy.
3. Hihi, chyba wczorajsza (dla mnie) prefacja: "Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, pobudzasz nas jednak swoją łaską, abyśmy Tobie składali dziękczynienie. Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia".


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Na niedzielę
Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 14  
Idź do strony 1, 2, 3 ... 12, 13, 14  Następny
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin