Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo -> Na niedzielę Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 12, 13, 14  Następny
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Sob 19:26, 19 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





25 "B" Mdr 2,12.17-20; Ps 54,3-6.8; Jk 3,16-4,3; 2 Tes 2,14; Mk 9,30-37

Pomijając oczywistość, że Słowo z właściwym sobie uporem opowiada o Krzyżu, jeszcze kilka spraw:

1. Oczywiście, że ja też się Go boję. Nie tylko "pytać". W ogóle się boję. Po pierwsze, On jest nie do pojęcia i cholera wie, jaką On ma koncepcję mojej świętości - bo że nie taką jak ja, to już chyba zauważyłam. I co On teraz ze mną zrobi zakładając, że Mu pozwolę? Po drugie, On jest w swej wszechpotędze naprawdę najgroźniejszym Istnieniem... tak, słyszałam kiedyś o Wszechmiłości, a co? I tak się boję.

2. Reakcja Jezusa na przestrach apostołów. Przecież On wie, że się boją. No to On spokojnie prowadzi ich dalej, a potem sam zaczyna dyskusję, niby z zupełnie innej beczki... dochodząc do tego samego. Bo przecież krzyż to pokora, posłuszeństwo, służba i... ufność. W ciemności.

3. Motyw dziecka. Dziecka, które On najpierw obejmuje (teraz oskarżyliby Go o molestowanie? Razz ) - a potem zawierza. Nam. Mi.

Bo "otrzymuję" - z bardzo wyraźnym zaleceniem (i z obietnicą) - a moja dyskalkulia nie potrafi podsumować, ile już tych dzieci w moim życiu jest, było, ile pozostało... w Jego imię, bo po cóż jeszcze? O pieniądzach mi nawet nie mówcie, bo zapluję ze śmiechu monitor. O satysfakcji też... jak jest rzadka i marna wiedzą wszyscy, którzy ostatnio pracowali z gimnazjalistami. Pozdrawiam.

Podobno właśnie te "moje" dzieci kiedyś będą mnie wpuszczać do Nieba... i albo wpuszczą, albo nie. Ano, jeśli On tak bardzo z tymi dzieciakami się identyfikuje - cóż dziwnego w pierwszym zdaniu tego akapitu?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 9:16, 20 Wrz 2009
Hyalma
Ukiszony
 
Dołączył: 07 Lip 2009
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Moskwa
Płeć: Kobieta





Ojej. Zaraz sprawdziłam w necie: dzisiejszy antyfon do psalmu brzmiał jako "Pan podtrzymuje całe moje życie". A ja byłam na Mszy w języku polskim, i zamiast "podtrzymuje" usłyszałam "potrzebuje". Nie przyszło mi do głowy, że po polsku byłoby "potrzebuje całego życia" (dopełniacz). I tak cały czas śpiewałam, i o tym rozmyślałam - że ot, On potrzebuje, a ja nie umiem Mu oddać, bo stale mi się chce coś dla siebie zachować... nawet zaczęłam płakać, na szczęście byłam sama na ławeczce.

A na skutek tego zaczęłam rozmyślać nad "pożądacie a nie macie" w drugim Czytaniu - zdaje się, św. Jakub miał na myśli że ten kto pożąda nigdy nie będzie miał, bo ma tylko ten kto oddaje.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 12:18, 27 Wrz 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





(Moja dyskalkulia poważnie się zastanawia która to z kolei niedziela zwykła)

26 B: Lb 11,25-29; Ps 19,8.10.12-14; Jk 5,1-6; J 17,17ba; Mk 9,38-43.45.47-48

Dwie rzeczy, które we mnie dźwięczą*

1. "Poza obozem" wybrani, kontrowersyjni, ale niepotępieni. Niby formalnie "poza" wspólnotą, a we wspólnocie. Z tej samej beczki: ten nie-apostoł, którego obronił Pan. Hm brzmi znajomo? :krzywy zęboszczerz: Tak czy inaczej, troszkę napełnia nadzieją. Bo tak - boli mnie to, co odczuwam jako odrzucenie.

2. Imię. "W Imię Jezusa" (zauważcie: nie "w imieniu" Razz ) - czyli w ścisłej łączności z Nim, Jego mocą i w odwołaniu do Jego zasług. Chyba często mylę "w Imię" i "w imieniu". Bo to drugie to "ja zamiast" Razz - nawet jeśli w dobrej wierze. Tymczasem chodzi o "ja w Nim", nie "ja zamiast Niego".

_________________________
*niekoniecznie najważniejsze. Słowo mówi do konkretnych ludzi konkretne rzeczy. A ja się tu tylko próbuję dzielić. Nauczanie jest dla mądrzejszych i świętszych - z boku podpisana tylko opowiada...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 19:43, 03 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





27 B: Rdz 2,18-24; Ps 128,1-6; Hbr 2,9-11; 1 J 4,12; Mk 10,2-16

Nieswojo mi w tym Słowie.

Oczywiście, uznaję i przyjmuję jego prawdziwość - w całej poplątanej rzeczywistości mojego świata, w realiach 38-mieszkaniowego bloku, w którym 16 małżeństw, 7 wdów, 5 starych panien (z boku podpisaną wliczając), 2 rozwódki i 6 tak zwanych wolnych związków... zwykle z dziećmi "twoimi, moimi i naszymi." To, co powinno być "normalnym" stanem ludzkiego życia - małżeństwo i rodzina - zeszło u mnie poniżej 50%.

Pytanie, czy normą jest nienormalny ogół, czy normalny margines.

I drugie, bolesne pytanie o moje miejsce w tym systemie.

Oj, nieswojo mi w tym Słowie.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 19:10, 04 Paź 2009
Hyalma
Ukiszony
 
Dołączył: 07 Lip 2009
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Moskwa
Płeć: Kobieta





Jakieś moje poplątane myśli z powodu dzisiejszego Czytania...

Non est bonum esse hominem solum - Vulgata podaje "nie jest dobrze żeby człowiek był sam": bardziej ogólnie niż "mężczyzna", wszystkich dotyczy.
Do tej myśli potem powrócę, a na razie o rodzinie.

Słyszałam taki aforyzm, należący do słynnej rosyjskiej aktorki: "Rodzina zamienia wszystko - dlatego wybierz, co ty w życiu chcesz mieć: wszystko albo rodzinę". Tak naprawdę jest, bo rodzina często potrzebuje całkowitego poświęcenia czasu i siły. Dużo razy słyszałam od ludzi mających małżonków i dzieci: "chciał(a)bym jak ty chodzić do Mszy codziennie / do chorych / do Szkoły Biblii itd, ale nie mam możliwości". I zawsze po takich rozmowach mam poczucie winy - bo w porównaniu z ludźmi żyjącymi w związkach mam masę czasu wolnego który mogę spędzać jak mi się podoba... I często myślę że temu światowi byłby większy ode mnie pożytek, gdybym mozolnie wychowała własnych dzieci zamiast raz na tydzień lepić dla kolejnego dziecka kolejnego kota z plasteliny albo coś tam jeszcze.

No, ja nie mam usprawiedliwienia oprócz tego że tak u mnie w życiu się złożyło z powodu własnego głupstwa i niedoskonałości. Ale, z drugiej strony, tych kotów też ktoś musi lepić? Wracając teraz do myśli o wspomnianym w księdze Rodzaju człowieku. Nikt nie musi czuć że jest sam. Jedna mądra kobieta która założyła u nas pewną wspólnotę dobroczynną powiedziała tak: "Naszą misją nie jest zbieranie pieniędzy - bo to co możemy zebrać to kropla w morze - ale pomóc potrzebującym poczuć że nie są w tym świecie sami, że inni są blisko". Dlatego też chodzimy do tych dzieciaków w szpitalu - to nie pomoże im się uzdrowić, ale chcemy by nie czuli się izolowani, pozostawieni na cztery oczy z chorobą. Dlatego też przyjeżdżamy do niewidomej kobiety - w sumie nie po to by pomóc jej kupić kiełbasy i sera, ale by nie czuła że jest opuszczona przez wszystkich... W tym świecie, który zapewne jest skażony, ludzie samotni mają po prostu więcej możliwości do bycia gdzieś z kimś razem... może nawet niekoniecznie fizycznie, ale duchowo też: więcej czasu na modlitwę za potrzebujących, za grzeszników i takich tam.

Może to wszystko wyżej wymienione nie jest usprawiedliwieniem bycia "singlem-bez-ślubów" (mój wypadek), ale przynajmniej w tym jest jakiś sens.

No i tak sobie zastanawiam się: gdyby świat nie był skażony, czy byłby we moim istnieniu jako singla ten jakiś sens? To jak w tym kawale: "Pamiętajcie, dzieci, że gdyby nie Wieża Babel, wasza nauczycielka angielskiego pozostałaby bezrobotną" (i ja, jako tłumaczka, też...)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 20:54, 04 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Hm.

Moje uczucie nieswojości wynika chyba częściowo z tego, że wydaje mi się, że - w świetle tego Słowa i w mojej sytuacji singla - powinnam uznać, że małżeństwo jest _dla mnie_ dobrą drogą (i w związku z tym jak najszybciej zakręcić się za mężem). Albowiem nawet pretekstów zdrowotnych, niestety, nie posiadam - i nic mnie nie "usprawiedliwia" z niespełniania Bożego "bądźcie płodni i rozmnażajcie się" z Genesis.

Tymczasem cała moja natura krzyczy NIE. Co jeszcze krzyczy, nie godzi mi się głośno powtarzać . Razz

Zderzenie jest straszliwe: z jednej strony przypomniane dzisiejszymi tekstami wszystkie złe słowa, które (od ludzi Kościoła) usłyszałam na temat swojej singlowatości, z drugiej strony to, co kiedyś powiedziałam komuś bez owijania w bawełnę: a ja wiem czego chcę i wszystko poza _tym_ to gwałt albo zdrada, innej opcji nie ma. Razz A zatem, jeżeli On inaczej nie przewidzi, zostanie (bolesna) singlowatość...

I to mnie boli, nie "brak pożytku ze mnie". Wydaje mi się, że praca w szkole "załatwiła" mi w naturalny sposób (i z naddatkiem Razz) kwestię tak zwanego macierzyństwa duchowego - to, co Ty masz w szpitalu przy lepieniu plasteliny. Smile

Gdyby świat nie był skażony, chyba nie byłoby singli. Nie byłoby chorób... więc nie byłoby hm zdrowotnej niezdolności do małżeństwa. Nie wiem, czy istniałaby nieodwzajemniona miłość - może i tak, wolność wyboru drugiej osoby przecież nie jest skażeniem miłości? Ale wydaje mi się, że w nieskażonym świecie z miłości nieodwzajemnionych musiałoby wyniknąć jakieś inne wielkie dobro - może kolejna, szczęśliwa miłość? Nie wiem.

Gdyby świat nie był skażony, mielibyśmy tylko szczęśliwych małżonków i szczęśliwych ludzi konsekrowanych Bogu, a samotnych singli by nie było?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Pon 13:35, 05 Paź 2009
Hyalma
Ukiszony
 
Dołączył: 07 Lip 2009
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Moskwa
Płeć: Kobieta





To wszystko można reasumować jako pytanie:

Czy singlowatość jest wynikiem skażenia świata - podobno jak inwalidztwo - i w świecie nieskażonym singli by nie istnieli, - albo jest jakimś nam nieznanym zamiarem Stwórcy i powinno w końcu z tego wyniknąć coś pięknego (o ile będziemy właściwie się zachować)?

Ja nie wiem. Przypuszczam że oba warianty mają rację bytu w zależności od konkretnego człowieka. Nie może rzeczywista miłość jak u Ciebie pochodzić znikąd - a znaczy On miał jakiś zamiar gdy ją w Ciebie wzbudził. A w moim wypadku to raczej... hm... wybryk natury Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 19:01, 10 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





28 B Mdr 7,7-11; Ps 90,12-17; Hbr 4,12-13; Mt 5,3; Mk 10,17-30

(Nawiasem pisząc, czy gdyby ten chłopak potrafił sprzedać i rozdać, czy byłoby trzynastu apostołów?)

Hmmm...

A jeśli przechodzenie wielbłąda przez igłowe uszko polega na tym, co następuje:

Przyjąć, że jest we mnie dobro, które jest bogactwem.
Przyjść do Niego i to bogactwo Mu ofiarować (oddać? sprzedać? rozdać? zmarnować?) - i tu pierwsze schody: nie stawiając warunków co do tego, w jaki sposób to ofiarowanie się dokona!

Ale te pierwsze schody to jeszcze pikuś. Bo tu są drugie:
Nie wchodzić w postawę bogacza, który handluje albo robi łaskę. Wszystko, co posiadam, jest Jego darem. Wszystko, co we mnie dobre, piękne, co we mnie bogate jest tylko moim udziałem w Jego Dobru, Pięknie, Bogactwie. "Jeden jest tylko Dobry...". Nie chlubić się, że "oto coś Mu daję" - bo nawet jeśli, najwyżej oddaję, odbijam Go sobą i... i w tym jest największa radość, to, co jest istotą każdej prawdziwej miłości, co nazywam "wzajemnym obdarowywaniem się z Daru"?

I co, i już po drugiej stronie tego igielnego ucha? Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 16:08, 11 Paź 2009
Hyalma
Ukiszony
 
Dołączył: 07 Lip 2009
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Moskwa
Płeć: Kobieta





To mi się przypomniała bajka, którą w dzieciństwie czytałam - podobno jakaś indonezyjska.

Przyjechał nie wiadomo skąd jakiś facet niebywałej urody i bardzo uczciwy, i zamieszkał w lesie niedaleko maleńkiej wioski. Ludzie mówili że to podobno syn jakiegoś potężnego króla.
Trzy pięknych dziewczyny z wioski w niego się zakochały i zdecydowały że pójdą do niego i poproszą siebie poślubić.

Pierwsza przyszła i mówi: "Wieź mnie jako małżonkę". A on pyta: "A co mi dasz za to?" - "Jestem bogata - oddam ci wszystkie moje posiadłości, i dobra, i ozdoby: wszystko do ostatniego guzika". Ale on ją odrzucił.

Druga przyszła: "Jestem mądra i doświadczona - oddam ci wszystkie skarby mojej mądrości i umiejętności. Wszystko, co znam i umiem będzie twoje". Ale on ją też odrzucił.

W końcu trzecia przyszła: "Jestem uboga i głupia, niczego nie mam i nie umiem, - mogę ci oddać tylko siebie". To mu się podobało i poślubił ją.

No, co prawda, to nie był koniec bajki - potem ich jeszcze dużo różnych przygód spotkało, ale nie pamiętam zupełnie o co tam chodziło.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 16:15, 17 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





29 B, Iz 53,10-11; Ps 33,4-5.18-20.22; Hbr 4,14-16; Mk 10,45; Mk 10,35-45

Pierwsza rzecz: że bezczelni synowie Zebedeusza szczerze powiedzieli, co mają na wątrobie - bez zbędnego krygowania się, bez podchodów, nawet bez owijania w bawełnę. Podobno nawet i takie prośby wypływają z miłości... w końcu chcieli być blisko. Bardzo. Może właśnie w ten prosty, bezczelny sposób trzeba nam domagać się Łaski? A On już resztę wyprostuje?

Druga rzecz: chrześcijańskie rządzenie, szefowanie, które podobno ma polegać na służeniu innym talentami organizacyjnymi i innymi. Myślę sobie: a jak się takich talentów nie ma? Razz (Zapewne nie powinno się wtedy szefować, ale jeśli już - to co?)

Trzecia rzecz: jak zobaczyć Krzyż w perspektywie Nadziei, w kontekście zmartwychwstania, a nie tylko hańby, cierpienia, poświęcania się - nawet jeśli odkupieńczego?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 18:29, 24 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Jeśli ktoś jutro obchodzi 30 zwykłą B , czyli np. mieszka w parafii katedralnej albo w takiej, w której znana jest dokładna (dzienna) data poświęcenia kościoła i w dokładną rocznicę się ją obchodzi - zwykle dotyczy parafii mniej leciwych chyba?

Jr 31,7-9; Ps 126, 1-6; Hbr 5,1-6; 2 Tm 1,10b; Mk 10,46-52

Po pierwsze, że dobrze jest wrzeszczeć za Nim.
Po drugie, że wrzeszczenie nie wystarczy, trzeba jeszcze wiedzieć, jak odpowiedzieć Mu, gdy spyta "co chcesz, żebym ci uczynił".

Pytanie: czy z wrzeszczeniem trzeba czekać, aż się będzie wiedzieć, czy można zacząć wrzeszczeć wcześniej?

_______________________________________

Jeśli ktoś jutro obchodzi Uroczystość rocznicy poświęcenia kościoła, czyli mieszka w parafii niekatedralnej (oprócz Koszalina - pozdrawiam Koszalin - bo tam akurat to się zbiega z poświęceniem katedry), a do tego w takiej parafii, w której stoi konsekrowany kościół i nie zna się dziennej daty poświęcenia świątyni - zwykle dotyczy to parafii wiekowych:

Ez 43,1-2.4-7a; 1 Krn 29, 10-12; 1 Kor 3,9b-11.16-17; 2 Krl 7,16; J 2,13-22

Po pierwsze: Boże Jedyny, znaczy znowu jutro będą mnie bolały teksty? Razz
Po drugie znaleziona przy okazji definicja konsekracji: "Boże wyłączenie czegoś z porządku świata, a włączenie tego w porządek nadprzyrodzony".


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 1:25, 25 Paź 2009
Paweł
Małosolny
 
Dołączył: 14 Lip 2009
Posty: 31
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna





Mój kościół jest nowy - a i tak, przynajmniej do zeszłego roku, obchodził "niedatowaną" rocznicę poświęcenia.

A o konsekracji, zwłaszcza w kontekście chrztu, mówi mój dyżurny autorytet, x. John Zuhlsdorf, w jednej ze swoich [link widoczny dla zalogowanych]. Bardzo polecam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 15:42, 25 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Paweł napisał:
Mój kościół jest nowy - a i tak, przynajmniej do zeszłego roku, obchodził "niedatowaną" rocznicę poświęcenia.


Bo to chyba do umówienia jest, czy się świętuje "prawdziwą" rocznicę, czy umownie w ostatnią niedzielę października.

EDYTOWANE:
A po wysłuchaniu tego hm wywiadu i komentarzy mam wieeele wątpliwości... Ale chyba znajdę inny temat, żeby się nimi podzielić - taki temat bardziej na temat. Razz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 16:43, 25 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 17:22, 25 Paź 2009
Paweł
Małosolny
 
Dołączył: 14 Lip 2009
Posty: 31
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna





Wywiad wywiadem, ale tam po wywiadzie było chyba dużo o chrzcie?... Z obszernymi cytatami?... Chyba, że pomyliłem odcinki.

A Twojego komentarza ciekaw jestem oczywiście.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 17:24, 25 Paź 2009
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Zaaaraz. Komentarz dłuuugi jest. Pisze się w innym oknie. Smile

TUTAJ


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Nie 17:48, 25 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Na niedzielę
Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 2 z 14  
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 12, 13, 14  Następny
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin