Vitam curare


Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo -> Na niedzielę Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Sob 22:25, 20 Lis 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Chrystusa Króla

2 Sm 5,1-3; Ps 122,1-2.4-5; Kol 1,12-20; Mk 11,10; Łk 23,35-43

Śmieszne, że to akurat niedziela wyborów. I cały kalejdoskop pchających się do władzy. Wcale nie takiej, jak na załączonym obrazku - i w Obrazie Słowa.

I że łatwiej jest uznać w Nim Kyriosa niż Króla wszechświata... "Bóg" to brzmi abstrakcyjnie Razz , bezpiecznie odlegle. Wszechmocny, ale z daleka. W tym jakimś tam Niebie, na przykład. Tytuł Króla wszechświata umiejscawia Jego wszechmoc. Niebezpiecznie blisko mojego życia.

Bóg jest wszechmocny w moim życiu i On w nim panuje, tak?
To znaczy: Bóg - Właściciel całej forsy świata - wie, kiedy mi brakuje do pierwszego?
To znaczy: Bóg - Uzdrowiciel wie, że cierpię, chora ciałem i duszą?
To znaczy: Bóg - Miłość wie, że umieram z miłości?

Ciężko w tym kontekście przyjąć Jego władzę nad wszechświatem.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:40, 27 Lis 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





No to zaczynamy.

1 Adwentu, rok A. Iz 2,1-5; Ps 122,1-2.4-9; Rz 13,11-14; Ps 85,8; Mt 24,37-44

Parę spraw oczywistych. Czymkolwiek jest ten "koniec", czy "przyjściem w chwale", czy moją prywatną śmiercią, na pewno jest o rok bliżej niż rok temu. I oczywiście, że nie wiem, kiedy się wydarzy. Sugestia o "przyzwoitym życiu" - na wszelki wypadek - jest jak najbardziej na miejscu. Razz Zresztą, zupełnie nie mam ochoty żyć nieprzyzwoicie.

No ale żeby iść z radością na spotkanie Pana, to już wyższa szkoła jazdy. Kurcze. A jakby tak zacząć dziękować Mu codziennie wieczorem, że jesteśmy o jeden dzień bliżej? Hm?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 20:12, 04 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





II Adwentu A: Iz 11,1-10; Ps 72,1-2.7-8.12-13.17; Rz 15,4-9;Łk 3,4.6; Mt 3,1-12

No, nie wydaję dobrego owocu. Nie mam złudzeń.

Cała nadzieja w Miłosierdziu. Jak nie, to siekiera i ogień.
Tyle.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Nie 20:50, 12 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





III Adwentu A: Iz 35,1-6a.10; Ps 146,7-10; Jk 5,7-10; Iz 61,1; Mt 11,2-11

Myślę o tym pytaniu Jana Chrzciciela. Czuję w nim pewną desperację. Podszytą zwątpieniem. I niestosowność. To tak, jakby dziewczyna poszła do chłopaka i spytała: czy ty mnie kochasz i chcesz być moim mężem. Razz O takie rzeczy nie powinno się pytać - to Druga Strona powinna jako pierwsza, nim padnie pytanie, udzielić odpowiedzi. By nie doszło do zwątpienia...

I - hihi - nie wiem, może to mechanizm psychologiczny zwany projekcją - wydaje mi się, że wielkie napięcie tego pytania wynika z faktu, że gdyby przypadkiem Jezus odpowiedział nie, to całe życie Jana jest zmarnowane. Gorzko się o tym dowiedzieć może kilka dni przed śmiercią, w dodatku w więzieniu, a więc bez możliwości hm zwrócenia życia w inną stronę, nadania mu jakiegokolwiek innego sensu. A zatem i ogromna odwaga tego pytania.

Powiedz mi: Ty jesteś sensem mojego życia, czy mamy szukać gdzie indziej? A ja, bez możliwości szukania gdzie indziej - wygrałem czy przegrałem?
Myślę, że Jan Chrzciciel jest wspaniałym patronem adwentu mojego życia.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 18:34, 18 Gru 2010
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Trzeciej nie było, bo nie było mnie w domu Smile
IV ADwentu A Iz 7,10-14; Ps 24,1-6; Rz 1,1-7; Mt 1,23; Mt 1,18-24

Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że ewangeliści nie wszystko nam napisali. Że jest tu jakaś ogromna tajemnica. Że wydarzyło się Coś Wielkiego pomiędzy Bogiem a Maryją, Bogiem a Józefem, i wreszcie między Maryją i Józefem.

Na początek są możliwe dwie opcje.
1. Albo Maryja "od początku" zdecydowała się na dziewictwo w małżeństwie
2. albo nie.

Ad 1.
Wskazywałoby na to Jej głupie pytanie "Jak to się ma stać". Gdyby miała zamiar współżyć z mężem i mieć z nim dzieci, odpowiedziałaby Gabrielowi "super, poczekaj z pół roku, aż pójdziemy z Józkiem do łóżka". Smile No bo przecież ani Ona, ani nikt inny nie miał pojęcia, że Mesjasz będzie Synem Bożym. Wszystkie kobiety Izraela marzyły, że któryś z ich synów, spłodzony w małżeństwie lub nawet poza nim Razz - okaże się mesjaszem. Stąd hańba bezpłodności... i błogosławieństwo wielu synów. Większe prawdopodobieństwo, no. Więc w zasadzie Maryja po pierwszych słowach Gabriela, bez żadnych pytań, powinna lecieć do Józefa z krzykiem "słuchaj, Józek, będziemy mieć mesjasza". Smile
Bo Gabriel dopiero potem wytłumaczył Jej, Czyjego Syna urodzi.

Ad 2.
A jeśli Maryja - nie mając przecież pojęcia, że jest jakaś nadzwyczajna czy wybrana - zwyczajnie miała ochotę na męża i typową, wielką rodzinę? No czemu nie. Przecież samo dobro. Nigdzie w Biblii bezpośrednio nie pada stwierdzenie, że zdecydowała się na życie w dziewictwie.

No to dalej.
1a. Albo powiedziała o tym Józefowi przed ślubem
1b. albo nie.

Logiczniejszym byłoby przypuszczać, że jeśli faktycznie tak postanowiła, to powiedziała mu o tym, a on się zgodził. Gdyby mu nie powiedziała, no to nie do końca to sobie wyobrażam. Awantura w noc poślubną, czy ból głowy? Razz
Logiczniej byłoby założyć, że jeśli Maryja rzeczywiście chciała pozostać dziewicą, oboje zdecydowali się na takie "białe małżeństwo". Ciekawe po co, swoją drogą.
No, sama by się nie utrzymała, coś trzeba było ze sobą zrobić. Ale bez większego sensu przyjmowali oboje hańbę bezdzietności. I decydowali się na duuuuży wysiłek wspólnego życia w czystości. Niepokalane poczęcie, zdaje się, instynktów seksualnych nie wyklucza? (no, bo seks nie jest grzechem!) A już Józefowi to w ogóle współczuję: pod bokiem, taka piękna, prawowita żona - i ani Jej tknąć. Brrrr.

No i w to wszystko wpada Gabriel.
Ewangelia zakłada, że pierwszy raz. Ze Zwiastowaniem.
Tylko do Niej - Józef się nie liczy. Razz

Ona jest w szoku, potem się godzi, no i mamy ciążę. Klops. Józef się dowiaduje.

I teraz opcje:
1a -1.
Ma niezłego ćwieka. Wie o Jej "ślubach", wie, że sam jest czysty. Więc podejrzewa, że się puściła. Razz
1a - 2.
Jak wyżej, ale zakłada cud. Mało prawdopodobne. Ale możliwe - teoretycznie.

1b,2-1
Też ma niezłego ćwieka. Czekał na tą noc poślubną jak na święto, a tu proszę. Była szybsza. Razz Tylko ciekawe z kim.
1b,2-2.
Jak wyżej. Ale znowu nie posądza o zdradę, tylko zakłada cud. Też mało prawdopodobne, choć teoretycznie możliwe.

Nawet zakładając, że Józef był niezwykle wierzący, opcje "wiary w cud" są niezwykle nieprawdopodobne. Po pierwsze, nigdy nic takiego się nie wydarzyło. Po drugie - no skąd by miał wiedzieć po co taka dziwna ciąża? Na pewno nie wpadł na wcielenie Syna Bożego. Myślę, że już prędzej by zakładał, że ktoś Ją normalnie zgwałcił - i że nie ma Jej winy, tylko nie chce nic powiedzieć.

Dobra. W każdym razie wie. Boli go jak cholera. I postanawia odsunąć się, załatwić to po cichu tak, żeby mogła sobie chyba odejść do innego związku? Inaczej oddalenie jej potajemnie nie miałoby sensu? Czy on po prostu chciał Jej dać szansę na spokojne życie z ojcem jej dziecka? Na zaślubienie innego?

A zakładając, że wierzył jednak w ten cud - któryś z Ojców Kościoła pisał, że Józef odgadł tajemnicę ciąży Maryi i zwyczajnie nie czuł się godny w tej sytuacji przy Niej być, wystraszył się Boga. W to ostatnie łatwo mi uwierzyć - no ale co on by najlepszego jej zrobił wtedy, gdzie ona by poszła? Musiał chyba o tym myśleć. Nie, to nie wydaje mi się prawdopodobne. Raczej Józef nie wiedział, czyj to Syn.

I tu wpada anioł. Jakby, psiakość, nie mógł wcześniej.
Moi wierni czytelnicy świetnie wiedzą, co sądzę o tzw. "próbach wiary". Twisted Evil

Józef dowiaduje się prawdy i postanawia Jej nie wyganiać. No, bo do kogo? Razz

Dobra - i co dalej?

Mijają miesiące, rodzi się Jezus, wszystko OK. No, z grubsza.
Wracając do poprzednich wersji:
1a. jeśli faktycznie decydowali się na "białe małżeństwo", po prostu realizują konsekwentnie swoją wizję. Pewnie, że im czasem trudno.
1b. jeżeli to była tylko Jej decyzja, to albo powiedziała wreszcie Józefowi i on to zaakceptował, albo mamy co kilka wieczorów (poranków?) niezłą awanturę (co, znowu boli cię głowa?) Razz

2. Tu dopiero jest przewrót. Bo w tym wypadku należałoby przyjąć, że dozgonne dziewictwo Maryi jest skutkiem poczęcia Jezusa. Nie, nie sądzę, że i Maryja, i Józef nagle przestali odczuwać ochotę na seks i zaprzestali marzyć o licznej rodzinie.
Może po prostu wystraszyli się Boga. Bo On zazdrosny Jest i wiedzieli o tym i Józef, i Maryja... I w tym momencie Józef słusznie może się bać - bo nie tknąć nikomu tego, co wziął sobie Bóg.

Dobra. Warianty różnych możliwości rozpisałam. Teraz trochę o tym Wielkim, co się w tym związku (trójkącie? lol) wydarzyło, co się mogło wydarzyć - co tłumaczyłoby wiele, choć ewangelie o tym milczą...

No bo DLACZEGO Maryja wybrała dziewictwo - jeśli przyjąć wersję 1. I jakim cudem Józef się na to zgodził. Teraz to dla nas trochę łatwiejsze, takie hm wzniosłe, pasujące, ale w tamtych realiach to absolutny absurd? Czy była jakaś delikatna Boża ingerencja w ich życie? Nie mówię o objawieniach czy snach - ale w końcu to On jest Sprawcą chcenia (i działania)?

Absurdalne są wersje z literką b, w których jest to tylko decyzja Maryi, bez wiedzy czy aprobaty Józefa. Już prawdopodobniejsza jest wersja 2 - czyli planują normalne małżeństwo i kupę dzieciaków, a Bóg im w to (na etapie czystości przedmałżeńskiej) wchodzi - i stawia ich w perspektywie tabu Sacrum. A jednak z tego co czytam wydaje mi się, że większość katolickich teologów i egzegetów przyjmuje wersję 1...

No dobra. Ale jeśli oni i tak nie planowali współżycia ani dzieci, to gdzie tu owo słynne "stawianie świata na głowie" i "Boża ingerencja zmieniająca wszystkie życiowe plany", o których z takim zapałem opowiadają homiletycy? (homilianci? e.... głoszący homilię Smile ) W tym tylko, że jednak mają Dziecko. Hihi. Czyli wcale nie jest to ingerencja burząca - a budująca i ubogacająca. Nie?

Przepraszam za nielogiczności i niespójności w numerowaniu wersji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adancia dnia Sob 21:39, 18 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:59, 08 Sty 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





Po urlopie:

Niedziela Chrztu Pańskiego:
Iz 42,1-4.6-7; Ps 29,1-4.9b-10 ; Dz 10,34-38; Mk 9,6; Mt 3,13-17

Dobra. Wierzę, że te teksty mówią o Jezusie. Nie ma problemu.

Problem mam z ważnością mojego chrztu. Razz Kurcze. Może gdybym przyjmowała chrzest przynajmniej świadomie (jeśli nie dorośle), byłoby inaczej. Bo ja... nie wierzę w mój chrzest. Sad

Nie widzę w moim życiu żadnej hm skuteczności chrztu. Na słowo "powołanie" dostaję wysypki (niech mi ktoś wytłumaczy, jakie mam, to może mi przejdzie). O godności dziecka Bożego czy o jakiejkolwiek godności szkoda gadać.

I co?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:32, 22 Sty 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





W trakcie choroby:
3 zwykła A: Iz 8,23b-9,3; Ps 27,1.4.13-14; 1 Kor 1,10-13.17; Mt 4,23; Mt 4,12-23

Jakże bym chciała, żeby to Słowo było dla mnie prawdą.
Żeby pomnożył radość, zwiększył wesele. Żebym się rozradowała - Nim, tylko Nim, niczym innym nie chcę.

Jakże bym chciała, żeby wreszcie powiedział mi: chodź.

Tak, wiem - dla mnie ta droga jest tylko drogą jedności w Kościele. Może w durnym, ślepym posłuszeństwie. Mało go teraz - więc może właśnie mojego trzeba?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 20:09, 29 Sty 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





4 zwykła A So 2,3;3,12-13; Ps 146,6-10; 1 Kor 1,26-31 ;Mt 5,12a; Mt 5,1-12a

No i znowu mi się wydaje, że być chrześcijaninem to przechlapane jest. "Lud pokorny i biedny". Podobno pod Specjalną Opieką Pana.

Kurcze. Jak bym chciała w końcu doznać tej Opieki. Tak, wiem: z pokorą to my się w ogóle nie znamy. No, to znowu przechlapane.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 20:50, 05 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





5 zwykła A: Iz 58,7-10; Ps 112,4-9; 1 Kor 2,1-5; J 8,12b; Mt 5,13-16

No, dobra, dobrym trzeba być. Żeby widzieli te dobre uczynki i chwalili Ojca.

Zdumiewa mnie tylko ta prosta zależność, o której pisze Izajasz: jeśli będziesz dobry dla ludzi, Bóg będzie ci pomagał. Przecież to nie jest prawda, przynajmniej nie zawsze...

Mogę uznać, że celem moich dobrych uczynków jest chwała Boża. To, o czym mówi Jezus (a nie tak, jak mówi Izajasz - no chyba że ma na myśli Perspektywę Ostateczną, nie doczesną - ale to też nie do końca chyba tak). Chociaż tak naprawdę to nigdy się nie zastanawiam, dlaczego robię coś dobrze. Po prostu tak trzeba i już. I to mi wystarczy.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:35, 12 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





6 zwykła A: Syr 15,15-20; Ps 119,1-2.4-5.17-18.33-34; 1 Kor 2,6-10; Mt 5,17-37

1. "Błogosławieni szukający Boga". Nie "znajdujący" czy "ci, którzy znaleźli". Że już nie wspomnę, że o Tym, Kogo znajdą właściwie, ani wzmianki. Nie wiem. Nie potrafię tego ustawić, ustalić, Kim właściwie jest ten mój Bóg. Szukam na oślep, nie wiedząc, Kogo szukam, Kogo znajdę. Wrzeszczą na mnie ze wszystkich stron, że wszystko źle, że złe obrazy, fałszywe koncepcje. Pewnie tak. Zupełnie nie wiem, jaki Jest ten Bóg. Wiem tylko, że Jest. I że warto Go szukać.

2. Ciekawe. Jezus zaostrza, nie łagodzi, Prawo. Wobec współczesnych (także kościelnych, niestety) tendencji do pomijania Prawa na rzecz Relacji - tym ciekawsze. "Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa, nie wejdziecie do Królestwa" - krótka piłka. A "sPRAWiedliwość" to życie zgodne z-Prawem. No, dobra - podobno może ono wypływać z Relacji, może i tak. Nie wiem, nie doświadczyłam tego. Znam, niestety, wielu ludzi przechwalających się Relacją, a żyjących tak, jakby Prawa nie było... Sad Nie wiem, może czekają, aż Relacja zacznie wydawać owoce? No ale, ale - czy zacznie, jeśli oni będą tylko czekać? Tekst ewangelii pełny jest czasowników: idź, zrób to czy tamto - o czekaniu i bierności mowy nie ma...

3. Kwestia ryzyka narażania się na grzech. Odetnij od siebie wszystko, co cię naraża (jeżeli cię naraża - nie ma sensu wyłupywać oczu, które mają czyste, święte spojrzenie!) - tak lepiej dla ciebie. Znowu krótka piłka. Lubowanie się pokusami, choćby bez ulegania im, jest grzechem. Razz Może o tym mówili, że lepiej zgrzeszyć i żałować niż żałować, że nie zgrzeszyłem.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:02, 19 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





7 zwykła A Kpł 19,1-2.17-18; Ps 103,1-4.8.10.12-13; 1 Kor 3,16-23; Mt 5,38-48

"Bądźcie doskonali", tia.
Myślę o tej doskonałości w kontekście moich zawijasów rodzinnych i pracowych. Miłujcie nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują - no, OK. Jakiś czas temu doszłam do tego, że jeśli ktoś mnie boli, to mam się za niego modlić. Po każdym starciu w pracy (i nie tylko) najbliższa Eucharystia jest za osobę, która się ze mną ścierała (qrcze, może warto się ze mną kłócić? Razz)

Tak, wiem - jak zawsze najtrudniej mi na "polu" rodzinnym. Tu trzeba pracować.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:01, 26 Lut 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





8 zwykła A: Iz 49,14-15; Ps 62,2-3.6-9; 1 Kor 4,1-5; Mt 6,33; Mt 6,24-34

Kolejne trudne Słowo.
Cała karkołomność chrześcijaństwa polega, zdaje się, na tym, że nie da się zrealizować - choćby tego - Słowa bez ABSOLUTNEJ wiary, że Bóg mnie kocha, przejmuje się mną, troszczy się o mnie, a w razie czego na pewno się mną zaopiekuje. Przy czym po grzechu pierworodnym taka wiara jest nam kompletnie obca...

No i co? Błędne koło? Nie, niemożliwe. Ale co?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:27, 05 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





9 zwykła A: Pwt 11,18.26-28; Ps 31,2-4,17,25; Rz 3,21-25a.28; Ps 25,4b.5; Mt 7,21-27

To Staff chyba pisał: Budowałem na piasku i zawaliło się. Budowałem na skale i zawaliło się. Teraz budując zacznę od dymu z komina.

A On mnie najprawdopodobniej nigdy nie znał, prawda?
Chlip.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 22:15, 12 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





1 Wielkiego Postu A: Rdz 2,7-9; 3,1-7; Ps 51,3-6.12-14.17; Rz 5,12.17-19; Mt 4,4b; Mt 4,1-11

Benedykt XVI napisał:
Pierwsza niedziela wielkopostnej drogi ukazuje naszą sytuację człowieka na tej ziemi. Zwycięska walka z pokusami, która rozpoczyna misję Jezusa, jest zaproszeniem do uświadomienia sobie własnej ułomności, aby przyjąć Łaskę, która uwalnia z grzechu i wlewa nową siłę w Chrystusie jako drodze, prawdzie i życiu (por. Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych, n. 25). Jest stanowczym wezwaniem by przypomnieć, jak wiara chrześcijańska implikuje, na wzór Chrystusa i w jedności z Nim, walkę „z władcami tego świata pogrążonego w ciemnościach" (Ef 6,12), w którym diabeł działa i nie ustaje, także i dzisiaj, w kuszeniu człowieka, który chce zbliżyć się do Pana: Chrystus wychodzi z niej zwycięski, aby otworzyć nasze serce na nadzieję i prowadzić nas do zwyciężania pokus zła.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: Sob 21:44, 19 Mar 2011
Adancia
Administrator
 
Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 989
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dokąd.
Płeć: Kobieta





2 Wielkiego Postu A: Rdz 12,1-4a; Ps 33,4-5.18-20.22; 2 Tm 1,8b-10; Mt 17,7; Mt 17,1-9

Myślę, że Bóg jest Przemieniaczem. Szturchaczem. Popychaczem. "Wyjdź". "Weź udział". Przemień się - bądź przemieniony. Nie zastygaj w bierności, nie ograniczaj się do trwania. Żyj. Rusz się.

Trudne to dla wygodnej, połamanej ludzkiej natury - ja bym tak siedziała w koleinach i po co mam się ruszać, po co mam coś przemieniać, nie? Może dlatego On przemienia się pierwszy.

Bo On jest zawsze pierwszy.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Na niedzielę
Forum Vitam curare Strona Główna -> Słowo
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 11 z 14  
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin